Dark Souls Remastered – recenzja gry o umieraniu

Śmierć, śmierć i jeszcze raz śmierć – oto Dark Souls w pigułce. Z tą popularną serią japońskiego studia FromSoftware miałem wcześniej niewiele wspólnego.  Remaster pierwszej części był moją pierwszą stycznością z grami SoulsBorne, od której skutecznie odstraszał mnie owiany już legendami poziom trudności. W końcu co fajnego może być w umieraniu, ciągłym pokonywaniu potworów i uczeniu się kolejnych lokacji, bossów oraz przeciwników? A jednak coś może, a nawet więcej niż coś, bo od Dark Souls Remastered nie mogłem się oderwać.

Ale co czyni tą grę tak dobrą? Przede wszystkim tytuł jest piekielnie grywalny, system walki absolutnie genialny, a mroczny i ponury klimat tylko potęguje uczucie zaszczucia gracza. Gdy nawet najprostszy przeciwnik jest w stanie rozłożyć Cię na łopatki, nigdy nie można czuć się zbyt pewnie.

Zobacz również: Poznaliśmy zawartość edycji kolekcjonerskiej Dark Souls Trilogy!

Fabuła gry jest dość znikoma. Nie oznacza to jednak, że świat Dark Souls jest przez to mało interesujący – wręcz przeciwnie. Jeśli już się w niego zagłębimy, okaże się, że ma on mnóstwo do zaoferowania. Przez opisy przedmiotów, rozmowy z postaciami niezależnymi oraz zwiedzanie kolejnych lokacji, w pewnym momencie zaczniemy łączyć wszystkie fakty i odkryjemy, że to uniwersum jest niezwykle złożone i ciekawe.

fot. screen z gry Dark Souls Remastered

Zobacz również: Dark Souls Trilogy trafi do polskich graczy 1 marca!

No ale przejdźmy wreszcie do mięska, czyli do rozgrywki i całej mechaniki, bo to w tym aspekcie gra błyszczy najjaśniej. System walki wydaje się z początku dość prosty. Dwa rodzaje ataków, bloki i uniki, z pozoru nic skomplikowanego. Jednak gdy już trochę pogramy, zobaczymy, że kryje się w nim naprawdę dużo i nie tak łatwo go w pełni opanować. Oparty jest on w dużej mierze na animacjach oraz hitboxach, zarówno naszego bohatera, jak i przeciwników, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć. Często, by walka nie skończyła się naszym zgonem lub stratą sporej ilości życia, musimy reagować na agresję bardzo szybko, a najlepiej po prostu poznać schematy zachowań i ataków oponentów. Nie jest to takie łatwe, stąd walcząc z coraz to nowymi napastnikami ciągle się uczymy i doskonalimy nasze umiejętności.

Odstraszać z początku może też brak jakiegoś konkretniejszego samouczka, bo prócz podstawowych schematów sterowania gra nie uczy nas praktycznie niczego. Jednak to odkrywanie kolejnych mechanik gry daje poczucie postępu i sporą satysfakcję oraz świetnie wpisuje się w ogólną konstrukcję tytułu, dlatego ciężko się do tego przyczepić.

fot. screen z gry Dark Souls Remastered

Zobacz również: Just Cause 4 – recenzja tropikalnej rozpierduchy

Świetnie zrealizowany jest też rozwój postaci. Wybór początkowej klasy nie musi wcale wpływać na dalszą rozgrywkę, bo ze zwinnego złodzieja zrobimy bez problemu opancerzonego wojownika, a z typowego maga wytrzymałego tanka. Początkowa specjalizacja definiuje tylko startowe statystyki i wyposażenie, a w trakcie rozgrywki możemy swojego bohatera poprowadzić w kompletnie inną stronę. Każdy może dostosować build postaci do swoich własnych preferencji i stylu grania.

Pomaga też w tym bardzo dobrze zrealizowany system ekwipunku. Bronie są bardzo różnorodne, a dobry rynsztunek często można znaleźć już w początkowej fazie rozgrywki, dzięki czemu odpowiednio go ulepszając, jesteśmy w stanie przejść z nim całą grę.

fot. screen z gry Dark Souls Remastered

Zobacz również: World War 3 – recenzja polskiego Battlefielda!

Grzechem byłoby nie wspomnieć o poziomie trudności. To zawsze był czynnik, który mnie od tej serii odstraszał, opinie, że tylko najwytrwalsi dadzą radę nie zwariować ginąc w kółko nie stawiały dla mnie tej serii w atrakcyjnym świetle. No i oczywiście, prawie wszystkie te opowiastki, jaka ta gra nie jest dla hardkorowców, okazały się mocno na wyrost. Owszem, Dark Souls nie są niczym łatwym, ale nie są też najtrudniejszą produkcją w historii elektronicznej rozrywki. Twórcy dają graczom naprawdę sporo ułatwień, a wiele błędów nie ma długotrwałych konsekwencji. Gra jest tak dobrze zaprojektowana, że każdy po kilku pierwszych godzinach powinien bez problemu na tyle ją opanować, by prędzej czy później ją ukończyć. Nie jest to też tytuł dla wszystkich, bo jeśli rzucacie padem po przegranym meczu w Fifie – tu powinniście przygotować ich spory zapas. Lecz przy odrobinie cierpliwości i chęci nauki na własnych błędach powinniście bawić się przy Dark Souls Remastered fantastycznie.

fot. screen z gry Dark Souls Remastered

Zobacz również: Dragon Ball FighterZ- recenzja genialnej bijatyki z uniwersum Smoczych Kul!

Jeszcze słów kilka o jakości samego remastera, bo ta fraza nie wzięła się w tytule z powietrza. Wydane pierwotnie w 2011 roku Dark Souls nigdy nie było grą ładną. Przez nie za wysoki budżet warstwa graficzna była na dość miernym poziomie, a sama optymalizacja, szczególnie na konsolach, pozostawiała wiele do życzenia.  W przypadku recenzowanej tu zremasterowanej wersji poprawiono niestety jedynie optymalizację. Tekstury, prócz wyostrzenia do wyższych rozdzielczości, nie zostały w jakiś inny sposób poprawione, dlatego graficznie Dark Souls Remastered odstaje, bo jest po prostu brzydkie. Nie zawodzi natomiast optymalizacja, bo na PlayStation 4 gra ani na chwilę nie zeszła poniżej 60 klatek, co było bardzo komfortowe podczas rozgrywki. Na pochwałę zasługuje także warstwa audio, bo ta nadaje klimatu i epickości, szczególnie podczas starć z bossami.

Boli też nienaprawienie bugów i utrudniających grę gliczy. Czasem przeciwnik zaatakuje przez ścianę, czasem zwłoki wrogów nie pozwolą nam się ruszyć lub przyczepią się do nóg bohatera. Niby drobnostki, ale w produkcji wymagającej sporego skupienia potrafią napsuć krwi.

fot. screen z gry Dark Souls Remastered

Zobacz również: Dark Souls Trilogy zawita do Europy!

Podsumowując – w Dark Souls Remastered gra się fenomenalnie. Rozgrywka jest na najwyższym poziomie, a system walki, projekty lokacji oraz przeciwników oczarowują i pochłaniają bez reszty na kolejne godziny. Przy tym remaster jest to jednak średni, bo warstwa wizualna już kłuje troszkę w oczy. Po remasterze spodziewalibyśmy się czegoś lepszego pod względem graficznym. Jednak grafika nie jest najważniejszym aspektem tytułu. Grę śmiało polecam każdemu kto ma sporo cierpliwości, nie mdli go na samą myśl o porażce i chce się sprawdzić w wymagającej, ale przy tym diabelnie satysfakcjonującej i genialnie zrealizowanej produkcji.


Recenzja oparta jest o wersję na PlayStation 4, którą możecie zakupić już teraz na stronie Kinguin.net!

fot. Kinguin


Ilustracja wprowadzenia: mat. prasowe

Dziennikarz

Miłośnik wysoko budżetowego kina, gier, anime, seriali, a także maniak Gwiezdnych Wojen. Na Fb do znalezienia na stronie Popkulturysta 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?