Chaos za kulisami Avengers: Doomsday? Nowe doniesienia mówią o poważnych problemach
Czy Marvel ma powody do niepokoju? Według najnowszych nieoficjalnych informacji prace nad Avengers: Doomsday nie przebiegają tak sprawnie, jak mogłoby się wydawać.

Strona komiksu Doktor Bezwartościowy
Droga Werthama zaczęła się dość wyboiście. Pomimo sporych kompetencji, kolejne placówki rezygnowały ze współpracy z doktorem przez jego kłótliwą, apodyktyczną naturę. Opinia pieniacza przylgnęła do niego na tyle skutecznie, że próby samodzielnego zaistnienia kończyły się fiaskiem. A szkoda, bo Wertham, zwany później pogardliwie Werthlessem, skutecznie działał na korzyść dyskryminowanej czarnej społeczności i jako psychiatra okazywał się osobą empatyczną i ludzką. Odwrotnie niż wzgledem swoich współpracowników czy tych, których wziął na cel.
Wojna Werthama z branżą komiksową została ukazana przez Harolda Schechtera skrupulatnie i niestronniczo. Autor nie ukazuje go jako postaci skrajnie negatywnej, a raczej człowieka niejednoznacznego na ten dziwny, aspołeczny sposób. Widzimy oskarżenia doktora, które są dalece wysuniętymi przejaskrawieniami, wręcz hiperbolami. Do tego po latach chwiejnej kariery i jeszcze bardziej chwiejnej sławy, lekarz wyczuł w komiksiarzach ofiarę, którą można obwinić o całe zło tego świata. Aby zrozumieć jego batalię, trzeba więc przyjrzeć się jemu samemu.

Strona komiksu Doktor Bezwartościowy
Jaki był Wertham? To człowiek pełen sprzeczności. Nie można mu odmówić empatii wobec pacjentów, nawet najbardziej zdegenerowanych. Jego krucjata była zresztą początkowo motywowana troską o najmłodszych, ale gdy złapał bakcyla, to już poszło z górki. Z jednej strony to człowiek, który był przeciwny cenzurze i nawet nie jojczał na Elvisa jak jemu podobni. Z drugiej z moherowym kwikiem skakał do gardeł komiksiarzy, przyrównując ich, a jakże, do Hitlera. Postać kontrowersyjna, ale i arcyciekawa.
Schechter stara się nawet wytłumaczyć postawę psychiatry. Na pewnych etapach kariery zderzył się on z kilkoma seryjnymi mordercami, w tym pedofilem i zabójcą zwanym Wilkołakiem. Postaci te mogłyby odnaleźć się w jednym piekielnym kotle z Eddie’m Geinem. Każdy etap kariery psychiatry prowadził do punktu, w którym upatrzył w komiksach wroga ludu miast i wsi. I można się tu zastanawiać, czy był z niego koniunkturalista, który starał się podźwignąć swą pozycje, czy osoba zaślepiona serią negatywnych doświadczeń…

Strona komiksu Doktor Bezwartościowy
Eric Powell przenosi nas do Ameryki sprzed rewolucji seksualnej. Silnie konserwatywnej, zamkniętej, ale wcale nie oznacza to, że bardziej moralnej. Autor trafnie ujmuje kontrast tamtych lat, gdzie różnica w traktowaniu dzieci białych i czarnoskórych była ogromna. Posługuje się też techniką pozwalającą scenarzyście na spore ilości tekstu, co wcale nie przeszkadza w odbiorze i ma pewien eisnerowski sznyt. Doktor Bezwartościowy to nie sensacja, nie uraczycie tu akcji, ale Powell to rysownik potrafiący wycisnąć z opowieści interesujące kadry, oddające ducha epoki makkartyzmu.
Doktor Bezwartościowy pokazuje, że nawet najlepsze intencje mogą mieć fatalny skutek. Wertham był dobrym psychiatrą, ale chyba sam wymagał terapii swego charakterku. Cały jego życiorys to pasmo zawirowań, gwałtownych ruchów i ciągłej walki z wiatrakami i samym sobą. Wojna z komiksami była wisienką na torcie jego licznych starć, słusznych lub nie, z rzeczywistością, których przyczyną był jego dość osobliwy charakter. Udało się jednak ująć jego postać w szerszym kontekście, nie tylko tym cenzorosko-inkwizytorskim. Autorzy Co zrobił Eddie Gein? po raz kolejny dali nam niebanalny, złożony komiks. Tym razem skupiający się na postaci z przeciwnej strony psychiatrycznej barykady, w oczach niektórych jednak o niemal równie złej sławie.

Okładka komiksu Doktor Bezwartościowy
Tytuł oryginalny: Doctor Werthless
Scenariusz: Harold Schechter
Rysunki: Eric Powell
Tłumaczenie: Marek Starosta
Wydawca: KBOOM 2026
Liczba stron: 200
Ocena: 85/100
Czy Marvel ma powody do niepokoju? Według najnowszych nieoficjalnych informacji prace nad Avengers: Doomsday nie przebiegają tak sprawnie, jak mogłoby się wydawać.