JAK ZOSTAŁEM GANGSTEREM. HISTORIA PRAWDZIWA. Recenzja nowego filmu Macieja Kawulskiego!

Branża nie lubi historii underdogowych i ludzi znikąd, bo ośmieszają oni nie tylko zastane układy, ale i fetyszyzację uprawiania sztuki. Muszę przyznać, że z niejakim zainteresowaniem przyglądam się temu, co odpyla się z karierą Macieja Kawulskiego, prezesa federacji mieszanych sztuk walki KSW. Facet, jakby mimochodem i w oparciu o potrzebę rynku, zrobił swojego Undergoda, a środowisko fighterskie oraz krytycy wypowiedzieli się o tej produkcji nawet ciepło. Krok został zrobiony, czas na wyższe schody. W swojej najnowszej produkcji Kawulski bierze na bary konwencję kina gangsterskiego i znowu zadziwiająco lekko po niej stąpa, a nawet pewniej niż w przypadku debiutu.

Podobnie zresztą jak po czterech dekadach, które przedstawione są w fabule. Bezimienny główny bohater (świetny Kowalczyk) wspina się po drabinie mafijnego świata. Bardzo zgrabny cel przyświeca zresztą temu filmowi – wydawać się może, że to kolejne odcinanie kuponów od książek oraz mody na „prawdziwe historie gangsterskie”, kiedy film Kawulskiego już w prologu wyjaśnia, że właśnie chodzi o coś przeciwnego. Nic tak nie bawi samych gangsterów, jak kolejne wyznania Masy, podlane banialukami i sosem konfabulacji. Mamy więc całkiem zwyczajną oraz mozolną drogę na szczyt gangsterski, w której każda dekada jest ważna fabularnie. Zmienia się przestrzeń i otoczenie, zmieniają się twarze, biznesy, sposób działania, ale nie tracimy z radaru prawdziwych bohaterów. Oczywiście całość musi czasami uderzyć w tony znane z sensacyjniaków Guya Ritchiego, ale jest to niezbędne dla podkręcenia tempa. Kawulski robi bowiem całkiem niezłe kino środka.

jak zostałem gangsterem film 2020

fot. Paweł Juszczuk

A wspiera go w tym dobrze skonstruowany scenariusz Krzysztofa Gurecznego, który w jednym momencie przeskakuje rekina, ale głównie trzyma wszystko w ryzach. Zapewne to całe gadanie, że jest to „inspirowane życiem prawdziwego gangstera” jest tylko częściowo prawdą, bo jeśli twórcy dostarczają mi rozrywki, mam w nosie, w jakim pudełku. Producenci chcieli opakować go w tagline z napisem „autentyk”? Okej, niech mają, a ja nie mam z tym problemów, tym bardziej że teza filmu wcale nie jest społecznie szkodliwa, nie gloryfikująca albo choćby relatywizująca zła. To bardzo uważne stąpanie po lodzie, bez robienia z gangsterki czegoś cool, a jeśli macha brylantami w postaci dodatków typu Natalia Szroeder czy Natalia Siwiec, to robi to rozważnie, wybierając dla tych dodatków role dopasowane do medialnego wizerunku. Bądźcie uspokojeni – nikt nie każe piosenkarkom albo modelkom odgrywać tutaj Sharon Stone z Kasyna.

Całość bowiem stoi aktorami z pierwszego frontu, ze wspomnianym Marcinem Kowalczykiem na czela, ale w przypadku tego aktora wiemy, że mamy do czynienia z kameleonem (chociaż nie kupuję niektórych przeskoków w dekadach, ale tutaj winę ponoszą również makijażyści). Zadziwiająca jest natomiast droga, jaką odbył Tomek Włosek, któremu – po Underdogu – Kawulski już drugi raz pozwala się nagrać, a jego postać jest magnetycznie odpychająca. Obok gwardia, która na niczym się ostatnio nie wykłada – Jan Frycz, Janusz Chabior oraz Adam Woronowicz.

To zadziwiające, jak bardzo po zwiastunie chciałoby się znielubić ten film, a finalnie okazuje się czymś szczerym, robionym po swojemu, nie zapatrzonym w tanie gusta. Maciej Kawulski nie będzie raczej rewitalizatorem polskiego kina, dyktatorem gustu oraz jakości, ale nawołuje do tego, żeby się w tej polskiej gangsterce trochę ogarnąć, bo z jednej strony suchary typu Futro z misia lub dawno nieśmieszne komedie Lubaszenki, a z drugiej napinający się reżyserzy, którzy podobnie jak wspomnianym „pseudonim Masa” – opowiedzieli o jedną historię za dużo.

Redaktor

Z wykształcenia polonista i kulturoznawca. Stworzyły go filmy, może go też zabiją.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?