Chaos za kulisami Avengers: Doomsday? Nowe doniesienia mówią o poważnych problemach
Czy Marvel ma powody do niepokoju? Według najnowszych nieoficjalnych informacji prace nad Avengers: Doomsday nie przebiegają tak sprawnie, jak mogłoby się wydawać.
Z jakiegoś, głębiej nieznanego powodu mam sentyment do netflixowego hitu sprzed dwóch lat, Czerwieni. Może to ogólna bryndza na rynku polskiego kryminału, może delikatna ironia podszyta dużą sympatią do obsady, a może zwyczajny brak gustu. Pierwszą ekranizację bestsellerowych Kolorów zła (swoją drogą tych książkowych jest już siedem, widać potencjał na długie zabawianie), przy całej świadomości jej wad obejrzałem raczej bez większych negatywnych emocji. Jasne, to kryminał trochę bez werwy. W dodatku traktujący swój momentami absurdalny scenariusz niemożliwie poważnie i próbujący łapać widza na bardzo tanie zagrywki, aby mylić tropy. Dał mi jednak nieco frajdy. Rozumiem więc, skąd wziął się sequel. Mam też wobec niego oczekiwania poprawy. Na szczęście rzeczywiście Czerń jest lepsza.
Prokurator Bilski po wydarzeniach z Trójmiasta został przeniesiony do niejakiej Truloczy (kocham te nazwy małych miasteczek z polskich kryminałów, zupełnie jak Zybork ze Wzgórza psów, a jeszcze bardziej kocham, że nie są to zupełnie wymyślone terminy, a nazwy rzeczywiście związane z regionem, w którym twórcy je umiejscawiają). Co prawda finalnie miał rację, zagadkę rozwikłał, ale zapewne się naraził, więc musiał zniknąć na małe zesłanie. Małe dosłownie i w przenośni, bo w miasteczku niewiele się dzieje. Bilski jednak przywiózł ze sobą trop, który chciałby sprawdzić. Chodzi o dziecko, które kilka lat wcześniej zaginęło, a którego sprawa w kartotece wciąż jawi się jako otwarta. Rzuca więc hasło lokalnym organom ścigania i od razu czuje, że wzbudza ono emocje. Zapewne kryje jakąś wielką tajemnicę.

Rzucanie haseł to dobry termin, którym można określić to, co scenariuszowo dzieje się w Czerni. Drugi raz dostajemy kryminał tej szkoły. Mówi ona, że najlepiej jest po prostu wrzucić do filmu jak najwięcej wątków i delikatnie je ze sobą powiązać. To świetnie zmyli poszukującego rozwiązania zagadki widza. Nie wiem, czy taki zamysł przyświeca również książkom Małgorzaty Oliwii Sobczak. Backgroundu sobie w tej kwestii nie zrobiłem, oceniam tylko to co widzę na ekranie, nie jestem bowiem kompetentny do tego, by na kanwie wybrakowanej ekranizacji odradzać sięgnięcie po książki. Może, gdy powstanie trzecia część to też się skuszę. Film często dorzuca do zawiązanej już historii nowe wątki, które mają pozwolić nam zgubić trop. Znowu są one powiązane z tymi starszymi trochę na ślinę, żeby jakoś uzasadnić niezgodności z logiką. Znowu też odwołują się do umocowanych wysoko w środowisku lokalnym postaci. Widać dużo bliźniaczych błędów.
Są jednak rzeczy, które zrobiono lepiej. Przede wszystkim ten film ma dużo bardziej konsekwentny ton. Wiąże się on zarówno ze spokojniejszą lokalizacją, jak i mniejszą liczbą stereotypowych i przerysowanych postaci. Dopóki nie dochodzi do finału, który uwypukla braki, wydaje się też, że postacie wykreowane w Czerni są dużo bardziej tajemnicze. Miasteczko, które kryje za sobą mrok, a do tego ludzie, którzy znają się wszyscy i od lat to zawsze okoliczności lepsze do wykreowania napiętej historii.

Tak jak Czerwień, tak i Czerń jest filmem traktującym się w stu procentach serio, jednak znowu nie brakuje w nim scen, które zwyczajnie na to nie zasługują. Główne wątki kręcą się tu wokół Julii (Marianna Zydek), która przeżywa osobistą tragedię podobną do tej, która była udziałem chłopca sprzed lat. Jak więc, w obliczu tak emocjonalnego momentu matki na pełnej powadze można wpisać do scenariusza scenę, w której Bilski mówi, że w lesie znaleziono dziecko, dopiero po kilkunastu sekundach dodając, że przecież nie jej. Albo taką, w której kolega ze szkolnej ławy nawiedza zrozpaczoną Julię i ubzdura sobie, że akurat to jest absolutnie najlepszy moment, żeby wyznać jej miłość i próbować wejść w kontakt intymny. Gdy jest to zagrane na większym luzie, może jakoś zadziałać. W tym tonie zostaje tylko krindż.
Film jest świetnie obsadzony, jednak ta obsada ma problem z uwiarygodnieniem nie tyle odgrywanych przez siebie postaci, ile ich roli w tej historii. Choć pojedyncze sceny z Gierszałem, Zydek, Bobikiem czy Żurawskim potrafią być świetne, szybko okazuje się, że właściwie każde z nich ma do odegrania jedynie konkretną rolę nawet nie tyle w całej intrydze, ile w sprawie kryminalnej, będąc jedynie pozbawionym charakteru tajemniczym tropem, który po delikatnym zmyleniu szukającego rozwiązania widza odchodzi na boczny tor. Jest tych postaci mnóstwo i każda z nich nie budzi zbyt dużych emocji.

To wszystko prowadzi główną zagadkę do momentu, w którym jej rozwiązanie może pójść dwutorowo. Wybór jest trudny, bo za każdym razem zły, znalezienie sprawcy może bowiem być albo skrajnie niewiarygodne albo zwyczajnie głupie. Gwarantuje Wam, że finalnie śledzenie, jak nitka doprowadza do kłębka zwyczajnie Was zmęczy, bo to kolejna źle poprowadzona historia. Wygląda, jakby ktoś tutaj długo oglądał Zodiaka Finchera, ale wyciągnął z tej brawurowej dekonstrukcji kryminału zupełnie odwrotnie wnioski.
Jeszcze raz jednak warto wspomnieć, że nic się w tej materii nie zmieniło. Ja cały czas, mimo szeregu dyskwalifikujących niezdarności całkiem lubię ten film. Ma ładne zdjęcia, nieźle oddaje atmosferę posępnego miasta, a i finalnie sprawia, że chce się uczestniczyć w całym tym chaosie z bohaterami. Adrian Panek, gdy będzie się zabierał za część trzecią musi tylko pamiętać, że chaos może być elementem dobrego kryminału, jednak musi być to chaos w jakimś stopniu reżysersko kontrolowany. Nie może polegać na tym, że myli się tropy na ilość, finalnie nie dopisując żadnego z nich. Poprawa tego może sprawić, że za trzeci kolor będzie można nie tylko litościwie polubić, ale również docenić.
Dzień objawienia – recenzja filmu Stevena Spielberga! Prawda się wybroni
Michael – recenzja filmu! Gdzieś to już słyszałem
Gwiezdne wojny: Mandalorian i Grogu – recenzja filmu. Wesoły słodziak i freak fighty
Czy Marvel ma powody do niepokoju? Według najnowszych nieoficjalnych informacji prace nad Avengers: Doomsday nie przebiegają tak sprawnie, jak mogłoby się wydawać.