Sądna noc – Soundtrack [Recenzja i odsłuch]

Rok 1993 obfitował zarówno w wybitne dzieła filmowe jak i muzyczne. Na ekranach kin ukazały się tak ważne dla kinematografii tytuły jak Lista Schindlera, Filadelfia, Upadek, Prawo Bronxu, Co gryzie Gilberta Grape’a, Fortepian, Ścigany, Miasteczko Halloween, Życie Carlita, Okruchy dnia, Prawdziwy romans czy Dzień świtaka. W muzyce natomiast niepodzielnie rządził grunge oraz kształtował się tak zwany crossover. Swoje wybitne dokonania wydały wtedy grupy takie jak Nirvana, The Smashing Pumpkins, P.J. Harvey, Tool, Wu-Tang Clan, Depeche Mode, Blur, Melvins, Sepultura, Type 0 Negative, Pearl Jam. Debiutowali chociażby Radiohead czy Björk. W tymże roku pojawił się również innowacyjny pod względem zawartości soundtrack do mało u nas znanego filmu Sądna noc. Co w nim takiego wyjątkowego?

MUZYKA NIE ZNA GRANIC

Zapewne znane Wam jest powiedzonko porozumienie ponad podziałami. Soundtrack do Sądnej nocy jest jego jedną z najlepszych ilustracji. Artyści z pozornie nieprzystających do siebie scen muzycznych zjednoczyli się by przygotować 11 różnorodnych utworów z pogranicza rocka, metalu i… hip hopu. Rapowanie do ciężkiego rockowego podkładu muzycznego nie było w tamtych czasach czymś powszechnym. Dopiero po latach grupy takie jak Rage Against The Machine, Body Count czy Limp Bizkit udowodniły, że można dzięki takiemu połączeniu nieźle popłynąć i tworzyć klasyczne obecnie albumy.

PSYCHODELILA, FUNK, RAP

Jest tu sporo funkowego luzu i psychodelicznych odjazdów. Cypress Hill nie byliby sobą, gdyby nie oddali hołdu swojej ulubionej zielonej roślinie w I Love You Mary Jane na podkładzie zagranym przez muzyków Sonic Youth. Natomiast drugi numer w którym się udzielają,  Real Thing z udziałem Pearl Jam spokojnie mógłby trafić na album Faith No More. Zrelaksować się można także przy Fallin’, luzackiej kompozycji Teenage Fanclub De La Soul (tych samych, którzy nagrali z Gorillaz ich wielki hit Feel Good Inc.).

Klimaty około Red Hotowe proponują Dinosaur Jr oraz Del The Funky Homosapien w rozbujanym Missing Link. Skoczne choć bardziej hałaśliwe jest Me, Myself and My Microphone w wykonaniu Living Colour Run-D.M.C. oparte na ostrym acz melodyjnym riffowaniu. Sir Mix-A-Lot Mudhoney natomiast zapodają numer, który niedaleko pada od grungowego stylu drugiego z wykonawców.

HARDCORE, METAL, RAP

Pozostałe misz-masze mają w sobie odpowiednią dozę wściekłości i bardziej podpadają pod metal i hardcore, lepiej oddają klimat kryminalnej, brudnej intrygi z filmu. Rwany, nieco kornowy numer serwują Helmet House of Pain, punkowo-thrashowe podejście do numerów The Exploited jest robotą Slayera oraz Ice-T.

Prawdziwym odjazdem jest iście apokaliptyczny numer Another Body Murder ze schizofrenicznymi krzykami Mike’a Pattona z Faith No More i niepokojącą nawijką ziomów z Boo-Yaa T.R.I.B.E. Niemniej pokręcone jest Come And Die od rewelacyjnej grupy Therapy? w towarzystwie Fatala. Natomiast wizytówką albumu jest skandowany, hiciarski Judgment Night czyli współpraca Biohazard Onyxa.

FU*K THE SYSTEM

Nawet jeśli takie połączenie może się wydawać obecnie archaiczne, jednorazowe, to zdecydowanie warto posłuchać, gdyż jest po prostu niepowtarzalne. Taki krążek mógł powstać tylko w eklektycznych latach 90-tych, w których eksperymentowano z muzyką jak tylko się dało. Co najważniejsze, ta agresja płynąca z tych utworów brzmi autentycznie, nie jest to projekt, który wieje na kilometr skokiem na kasę. Ta muzyka jest autentyczna, artyści świetnie się czują w swoim towarzystwie i to po prostu słychać. To jest, delikatnie rzecz ujmując, środkowy palec wymierzony w system przez znakomitych artystów, z różnych środowisk. Za całokształt więc wystawiam najwyższą notę. Jest to zacne 45 minut urozmaiconej muzyki, które, co mówię z pełną odpowiedzialnością, jest lepsze od samego filmu. Cieszę się, że odświeżyłem sobie ten album, zanosi się, że będę do niego w najbliższym czasie często wracać.

OCENA: 100/100

Stały współpracownik

Bloger i dziennikarz. Koncertuje więcej niż wypada. Lubi jeździć na konwenty. Recenzuje i pisze artykuły o popkulturze od ponad 5 lat. Założyciel bloga Zryta Bania Stanleya i fanpage Filmy, Które Ryją Banie Zbyt Mocno. Metaluch i irytujący "śmieszek".

Więcej informacji o
, , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?