Bohemian Rhapsody – ścieżka dźwiękowa [Recenzja i odsłuch]

Bohemian Rhapsody niezbyt przypadł do gustu przede wszystkim zagranicznym krytykom, którzy zarzucają mu skrótowość, nie trzymanie się faktów i łopatologiczność niektórych scen. W naszym kraju został przyjęty dość ciepło, głównie przez zwolenników muzyki grupy Queen,  co może wiązać się z tak zwanym „pierwszym wrażeniem” w sali kinowej. Ten film po prostu fantastycznie brzmi, świetnie oddaje charakter koncertów legendarnej grupy, a sercem tej produkcji jest zdecydowanie ostatnich 20 minut, które portretuje koncert Live Aid. Do ścieżki dźwiękowej filmu trudno jest się w jakikolwiek sposób przyczepić, jest ona nomen omen, zbiorem największych hitów Królowej. I jako taką trudno ją ocenić inaczej niż na maksymalną notę.

ZABÓJCZA KRÓLOWA

Jako, że nie jestem maniakalnym fanem Queen, trudno mi stwierdzić, czy na krążku znajdują się jakieś ultra rarytasy. Smacznym kąskiem jest z pewnością Doing All Right formacji Smile, czyli wczesnej inkarnacji Królowej. Klasycznymi strzałami są tu Somebody To Love, Killer Queen, Bohemian Rhapsody, Crazy Little Thing Called Love, Another One Bites The Dust, I Want To Break Free. Pozostałe utwory to wersje zremasterowane lub z dopiskami revisited – The Show Must Go On, Don’t Stop Me Now, Who Want’s To Live Forever, Under Pressure, We Will Rock You.

Nie zabrakło też wykonań na żywo, w filmie są urywki koncertów z różnych miast i miejsc, tak więc usłyszycie Keep Yourself Alive (live at The Rainbow), Fat Bottomed Girls (Paryż), Now I’m Here (Hammersmith Odeon), Love Of My Life (Rock In Rio). Oczywiście jest też zapis koncertu koncertu Live Aid (ciekawostka – Ay Oh, czyli typowy zaśpiew Mercuryego trwający blisko 40 sekund). Czyli dwadzieścia utworów w pełnym wymiarze, plus queenowsko brzmiące intro z charakterystycznym motywem 20 Fox Century.

SOUNDTRACK ŻYCIA

Dobór utworów jest tu oczywiście wymuszony przez fabułę, a ta jak wiadomo traktuje nie tylko samym zespole jako ludziach, ale też o ewolucji samej muzyki. A ta na początku ich kariery nie brzmiała tak progresywnie, bombastycznie, grupa często pisała utwory dość proste, rock’n’rollowe, a siła tych przebojów tkwiła w charyzmie i głosie wokalisty. Z drugiej strony kolejność utworów na soundtracku nie tylko odpowiada kolejnym etapom działalności grupy, ale też nastraja do samych wydarzeń.

Logicznym jest więc, że stawkę zamykają utwory Don’t Stop Me Now The Show Must Go On, a przed odtworzeniem koncertu Live Aid (Bohemian Rhapsody, Radio Ga Ga, Hammer To Fall, We Are The Chapions). W burzliwym okresie dla grupy, w latach 80. słyszymy natomiast Another One Bites The Dust, Who Want’s To Live Forever, I Want To Break Free (bardzo dobre odwzorowanie kręcenia teledysku w filmie!) czy Under Pressure. Same tytuły utworów mówiły tak dużo o charakterze i nastawieniu do życia u Freddiego.

SHOW MUSI TRWAĆ

Rozwodzić się nad tym soundtrackiem nie ma zbytniej potrzeby, bowiem sięgnąć po niego powinien każdy fan zespołu. Każdy kolekcjoner płyt Queen czy po prostu ktoś, kto chce sobie odtworzyć klimat seansu póki nie będzie mu dane filmu drugi raz obejrzeć. Dla samego połączenia obrazu z muzyką, na moje oko bezbłędnego. Jak wspominałem na samym początku, nota maksymalna dla zawartości muzycznej, bo tu nic dodać, nic ująć, to po prostu Queen!

Stały współpracownik

Bloger i dziennikarz. Koncertuje więcej niż wypada. Lubi jeździć na konwenty. Recenzuje i pisze artykuły o popkulturze od ponad 5 lat. Założyciel bloga Zryta Bania Stanleya i fanpage Filmy, Które Ryją Banie Zbyt Mocno. Metaluch i irytujący "śmieszek".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?