Matrix Reaktywacja – Soundtrack [Recenzja i odsłuch]

To będzie jedna z najbardziej nieobiektywnych recenzji jaką przyszło mi kiedykolwiek napisać. Z soundtrackiem do drugiej części trylogii Wachowskich jestem bowiem związany bardzo emocjonalnie i moja ostateczna ocena wynika z tego, że swego czasu posiadałem ten zbiór utworów na podwójnej kasecie magnetofonowej. Wydaje mi się jednak, że nawet w oderwaniu od każdego mojego odsłuchania tej ścieżki dźwiękowej dzieciakiem będąc, jest to po prostu świetnie dobrany zestaw utworów pojawiających się w filmie, bądź nim inspirowanych. I jeden z nielicznych przypadków gdzie postanowiono scalić oficjalną muzykę z filmu z utworami różnych wykonawców w jedną monumentalną całość.

KRĄŻEK 1

Album ten trwa półtorej godziny i zaczyna się od zbioru utworów mniej lub bardziej popularnych artystów głównie z rockowego i elektronicznego podwórka. Stawkę otwiera instrumentalne Session autorstwa Josepha Hahna, ubarwiającego twórczość Linkin Park elektronicznymi smaczkami i skreczami. Utwór ten oficjalnie pochodzi z albumu Meteora i muszę przyznać, że w oderwaniu od całości rzeczywiście ma dość mocno futurystyczny, matrixowy posmak. Następnie wjeżdża klasyczny już numer Marilyna Mansona, This Is The New Shit, który promował krążek The Golden Age Of GrotesqueSzalona kooperacja Roba Zombie i Charliego Clousera zaowocowała agresywnym, ale jednocześnie w pokręcony sposób tanecznym Reload.

Pierwszym bardziej filmowym segmentem jest instrumentalna wersja Furious Angels Roba Dougana, który powraca na drugiej płycie w dynamicznym Chateau. Cóż ja mogę powiedzieć? Furious Angels w wersji z wokalami to prawdziwy elektroniczny klasyk z przyprawiającymi o dreszcze smyczkami i jakże charakterystycznym perkusyjnym pulsem. Mroczny Lucky You z repertuaru Deftones i The Passportal Team Sleep pokazuje jak bardzo wszechstronnym artystą jest Chino Moreno. Sleeping Awake P.O.D. to utwór, którym film był na dobrą sprawę promowany. Pamiętacie ten teledysk? P.O.D. w tym okresie odeszło od nu-metalowych patentów idąc w stronę bardziej ociężałego, mniej przystępnego grania.

Pamiętam, że utwór Bruises z dorobku Ünloco średnio mi zawsze leżał, to taki nu-metal w swojej najbardziej oklepanej formie, ale też nie uważam by jakoś mocno wpływał na odbiór całości. Zresztą, zaraz po nim atakuje klasyk od Rage Against The Machine – Calm Like A BombDread Rock Paula Oakenfolda to rzecz mocno imprezowa, transowa, ale też bardzo matrixowa w swoim klimacie. Natomiast Zion autorstwa Fluke ma w sobie coś hipnotycznie orientalnego, odrealnionego.  Prawdziwy muzyczny cud ma jednak miejsce na samym końcu pierwszego krążka. Remiks When The World Ends Dave Matthews Band w wykonaniu Oakenfolda jest emocjonalnie tak przeszywający, że aż mam flashbacki z przeszłości.

KRĄŻEK 2

Drugi krążek z oficjalną, filmową ścieżką dźwiękową jest owocem pracy Dona Davisa, Juno Reactor i Roba Dugana. W ścieżkach Davisa przeważają apokaliptyczne, podniosłe orkiestrowe pasaże. Rob Dougan serwuje wspomniane wcześniej Chateau w swoim charakterystycznym stylu, opartym o perkusyjne odloty. Moim ulubionym fragmentem jest zdecydowanie Mona Lisa Overdrive Juno Reactor ilustrujący epicki pościg na autostradzie w celu odbicia Klucznika. Szybkostrzelne, Burly Brawl z potężnymi chóralnymi zaśpiewami też robi po dziś dzień kolosalne wrażenie, słychać tu zderzenie Juno Reactor z Donem Davisem po prostu idealnie. Na koniec pozostaje się już tylko zanurzyć w trwającej ponad 17 minut suicie złożonej z motyw z filmu i najzwyczajniej w świecie odpłynąć.

Dla mnie jest to soundtrack idealny, przemyślany od początku do końca i sprawiający, że sam film jest po prostu dużo, dużo lepszy. Wybaczcie moje rozpływanie się nad tymi utworami, ale po prostu nie umiem inaczej. Jestem bardzo ciekaw czy wśród Was też są osoby, które są tak emocjonalnie związane z jakimiś soundtrackami. Jeśli tak, to odezwijcie się w komentarzach!

Ocena: 100/100

Stały współpracownik

Bloger i dziennikarz. Koncertuje więcej niż wypada. Lubi jeździć na konwenty. Recenzuje i pisze artykuły o popkulturze od ponad 5 lat. Założyciel bloga Zryta Bania Stanleya i fanpage Filmy, Które Ryją Banie Zbyt Mocno. Metaluch i irytujący "śmieszek".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?