Recenzja filmu Zabójstwo Jesse’ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda (2007)

Western jako gatunek filmowy zaczął być wypierany od mniej więcej lat ’70 przez tak zwane antywesterny. Zbyt daleko idące byłoby jednak stwierdzenie, że western umarł, bowiem cały czas chętnie sięgamy po stare klasyki – Rio Bravo (1959) czy Dobry, zły i brzydki (1966). We współczesnej kinematografii szukać tego gatunku trzeba jednak ze świecą, tym bardziej gdy szukamy klasycznego westernu prezentującego Dziki Zachód w efektowym plenerze z typowym kowbojem w roli głównej, który strzela szybciej aniżeli mrugnięcie okiem. Andrew Dominik zadebiutował w 2000 roku produkcją Chopper i choć nie był to zły obraz, to jednak nie trafił do większego grona publiczności. Nie można powiedzieć tego o filmie nakręconym przez niego siedem lat później o, może nie najdłuższym, ale jednym z najdłuższych tytułów.

zabójstwo jesseego jamesa prze tchórzliwego roberta forda

Zabójstwo Jesse’ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda – sam tytuł zwiastuje nam albo, nazwijmy rzecz po imieniu – brutalnie spojleruje zakończenie filmu. Oczywiście śmierć Jasse’ego Jamesa nie stanowi najistotniejszego elementu fabuły obrazu, a staje się pretekstem, aby opowiedzieć historię dwóch tytułowych bohaterów. Spokojny głos z offu (w roli narratora niezawodny Hugh Ross) informuje nas o rozgrywających się wydarzeniach, nie powstrzymując się jednocześnie od wplatania do tego przeszłości oraz przyszłości. Widz wie więcej o postaciach, niż wynikałoby to z prezentowanych wydarzeń, jednak będąc bogatszy o tę wiedzę, łatwiej przychodzi mu obdarzenie sympatią przestępcy, jakim niewątpliwie jest Jesse James. Postać grana przez Brada Pitta odbiega od typowego wizerunku kryminalisty – przypomina ona raczej niezwykle samotnego, zaszczutego człowieka, którego przerosła własna legenda. Paradoksalnie przywodzi ona na myśl nieco western, który lata świetlności ma już za sobą oraz pogodzony jest z koniecznością odejścia. Na ekranie zobaczymy bowiem zarówno rewolwery, jak i napad na pociąg, jednak nie oszukujmy się – to nie obraz szybkiej strzelaniny i zgarniania łupów. Głos Rossa niemalże ospale przez ponad dwie godziny będzie opowiadał nam losy głównych bohaterów i to nieśpieszne tempo będzie towarzyszyło nam przez cały seans. Przewrotnie, w tych mało efektownie rozgrywanych wydarzeniach tkwi siła produkcji Andrew’a Dominika. Pomimo znajomości zakończenia, reżyser potrafił zbudować napięcie, które towarzyszy odbiorcy, narastając z każdą następną sceną. Oczywiście, dla niektórych taki sposób prowadzenia fabuły będzie prawie że drogą przez mękę, jednak przy odpowiednim nastawieniu do projekcji odczuwa się prawdziwą satysfakcję z seansu.

Nie sposób nie wspomnieć o aktorach wcielających się w tytułowe role. Brad Pitt grający Jesse’ego Jamesa wypada zadowalająco – można odczuwać lekki niedosyt, bowiem Pitt skupił się w znacznej części na grze mimiką twarzy, co w niektórych scenach jednak nie wystarcza. Rewelacyjnie natomiast wypadł Casey Affleck w roli tchórzliwego Roberta Forda – choć sama postać wydać się może odbiorcy irytująca – aktor wykreował dokładny portret mężczyzny pragnącego zyskać szacunek wśród innych. Affleck doczekał się nawet nominacji do Oscara w kategorii najlepszy aktor drugoplanowy – nagrodę jednak ostatecznie zgarnął Javier Bardem za rolę w To nie jest kraj dla starych ludzi, choć przyznać trzeba, że wybór musiał być niezwykle trudny.

zabójstwo jesseego jamesa prze tchórzliwego roberta forda1

Andrew Dominik nie stworzył produkcji aspirującej do miana westernu. Nie zobaczymy tam wartkiej akcji, walki dobra ze złem, pościgów oraz częstych napadów. Reżyser przedstawił portret historycznej legendy jako człowieka przytłoczonego przez życie, może nawet chcącego z nim skończyć, jednak to stanowiłoby plamę na honorze. Z drugiej strony mamy tchórzliwego Roberta, który również stanowi niezwykle złożoną osobowość próbującą przechytrzyć Jamesa. Jednak w ostatecznym rozrachunku może okazać się, iż Jesse wcale nie został zastrzelony, a tak naprawdę prowadził cały czas Forda jak po sznurku, aby na koniec ten pociągnął za spust.

Chodźmy do kina!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?