Recenzja filmu Tatarak (2009)

Andrzej Wajda częstokrotnie przenosił dzieła Jarosława Iwaszkiewicza na ekrany kinowe – przykładem mogą być Brzezina oraz Panny z Wilka. Tatarak stanowi ostatnią próbę zekranizowania utworu literackiego polskiego prozaika – widoczna jest tendencja w późniejszej twórczości reżysera do sięgania po wydarzenia historyczne jako fundament dla scenariusza. Produkcja z pewnością wyróżnia się na tle innych obrazów Wajdy, o czym widz przekona się już po obejrzeniu pierwszej sceny. W nietypowy sposób tworzy on film autotematyczny, gdzie rzeczywistość miesza się z fikcją, a odbiorca z początku wątpi, czy ogląda właściwą produkcję.

tatarak

Tatarak składa się z trzech płaszczyzn – filmowej adaptacji utworu Iwaszkiewicza, a więc historii pani Marty oraz Bogusia, samego procesu kręcenia produkcji oraz monologu Krystyny Jandy opartego na jej utworze Zapiski ostatnie. Niestety wspólnie nie tworzą one spójnej całości, wskutek czego film staje się bardzo nierówny pod względem wykonania, co negatywnie wpływa na odbiór. Widz poznaje więc kulisy powstawania obrazu – jednak jest to tylko parę scen, które bardziej rozbudzają ciekawość i zostawiają poczucie niedosytu, aniżeli wnoszą coś do postrzegania Tataraku. Odnosi się wrażenie, jak gdyby fragmenty te wpleciono do scenariusza na siłę. Dodatkowo negatywnie oddziałuje to na literacką część filmu, która wydaje się być przez to okrojona i niepełna. Zacznijmy jednak od najmocniejszego aspektu produkcji Wajdy – monologów Jandy charakteryzowanych w stylu obrazów Edwarda Hoppera (warto zwrócić uwagę na te malowidła po seansie filmu). Owszem, spotkamy się z komentarzami, iż te wywody, bardzo osobiste dodajmy, są zbędne, a wręcz stanowią formę zaprzedania swojej prywatności. Odnosi się jednak wrażenie, że słowa autorki wzmacniają emocje ukryte w tekście Iwaszkiewicza, pomagając tym samym w zrozumieniu przesłania zawartego w utworze. Subiektywnie rzecz ujmując – jest to jednej z lepszych monologów w polskim kinie. Janda owiana półmrokiem swoim monotonnym, wyprutym z emocji głosem opowiada nam o wydarzeniach, które o wiele łatwiej byłoby przemilczeć.

W filmie przeplatają się ze sobą nieustanie, a wręcz nieuchronnie, miłość oraz śmierć. W powietrzu unosi się wyczuwalny zapach wspomnień i tęsknoty za czymś, do czego nie sposób powrócić. Kontrastuje to wyraźnie z sielankowym obrazem małej miejscowości czy młodzieńczych potańcówek. Odbiorca zdaje się dobrze wiedzieć, do czego prowadzą kolejno pokazywane wydarzenia i, podobnie jak główna bohaterka, nie może temu zaradzić. Fatalność jest na tyle wyrazista, iż stanowi niemalże postać w filmie Wajdy. W Tataraku nieodłącznym poczuciem towarzyszącym bohaterom staje się bezsilność i konieczność pogodzenia się z niesprzyjającym losem.

TATARAK

Produkcji Andrzeja Wajdy z 2009 roku można wiele zarzucić – nie tylko na poziomie scenariusza, ale i samego wykonania. Wiele wątków wydaje się być niedopracowanych, co pogarsza jeszcze niezbyt udana gra aktorska Pawła Szajdy wcielającego się w rolę Bogusia. W rezultacie Krystyna Janda na swoich barkach musiała utrzymać ciężar podtrzymywania zainteresowania odbiorcy – lepiej udało się to we fragmentach monologów, aniżeli historii wykreowanej przez Iwaszkiewicza. W dorobku Mistrza Tatarak stanowi na pewno ciekawy przykład filmu autotematycznego, biograficznego (dotyczącego życia Jandy) oraz literackiego, jednak wydaje się, że Wajda chciał pokazać jak najwięcej, przez co produkcja ucierpiała na polu artystycznym. W każdym razie warto sięgnąć po tę pozycję filmową dla samej Krystyny Jandy.

Chodźmy do kina!

Więcej informacji o
, ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?