Advertisement

Uczeń szatana (1998) – recenzja opowieści o fascynacji złem

Jeśli rzucę w eter hasło „ekranizacja powieści Kinga”, to pierwszym, co przyjdzie do głowy znacznej większości fanów kina, będą dwie produkcje – Zielona mila oraz Skazani na Shawshank. I dobrze! Są one bowiem ponadczasowe i uważam, że każdy powinien się z nimi zapoznać przynajmniej raz. Jestem jednak pewny, że istnieje wiele osób takich jak ja, które mają za sobą już kilkukrotny seans tych produkcji i większość scen znają na pamięć. Inne filmy na podstawie twórczości Stephena Kinga również odnosiły sukcesy – chociażby kultowe Lśnienie Kubricka czy Carrie. Wśród tych niezaprzeczalnie wybitnych obrazów znalazł się również Uczeń szatana, który, mimo że w mojej opinii nieco niedoceniony, jest wart uwagi nie mniej, niż wyżej wspomniane dzieła.

Uczeń szatana jest ekranizacją minipowieści, którą znajdziemy w książce Cztery pory roku (nawiasem mówiąc, obok Skazanych na Shawshank – chyba nie muszę więc tłumaczyć, że zdecydowanie warto sięgnąć po tę pozycję). Ma jednak nieco inny tytuł – Zdolny uczeń. Jeśli chodzi o samo opowiadanie, jestem pewien, że przypadnie do gustu nie tylko fanom Kinga. Jest ciekawe, wciągające i – co w przypadku twórczości Kinga jest odchyłem od normy – konkretne, to znaczy akcja sunie tak, jak powinna i nie uświadczymy charakterystycznego zamulania znanego z wielu powieści Mistrza Grozy. Ale jak ma się do filmu? Cóż, całkiem przyzwoicie, chociaż nie obyło się bez wycięcia kilku wątków, a i trupów na ekranie ściele się znacząco mniej niż w literackim odpowiedniku.

aptp

Zobacz również: IT – drugi zwiastun ekranizacji Stephena Kinga!

Ale po kolei. Nastoletni Todd jest synem, o jakim marzy każda matka. Jest grzeczny, ułożony, lubiany wśród rówieśników, przynosi dobre stopnie; ba! Mógłby być najlepszym uczniem w swojej klasie… gdyby nie jeden staruszek, przez którego chłopiec zaczyna mieć problemy nie tylko w szkole, ale i ze swoją psychiką. Ów starzec, jak się okazuje już na początku filmu, to nazistowski zbrodniarz wojenny Kurt Dussander, który po wojnie uciekł do USA, gdzie zmienił tożsamość i wiódł pozornie spokojne życie… dopóki nie pojawił się w nim dociekliwy Todd. Nastolatek zaczyna szantażować mężczyznę – ich układ jest na początku prosty: Dussander dzieli się z chłopakiem wspomnieniami z lat spędzonych w obozach jako kat, a w zamian ten nie informuje odpowiednich służb o prawdziwej tożsamości sąsiada. Pozornie nieszkodliwa znajomość szybko okazuje się wzajemną grą, w której obaj są coraz bardziej zagrożeni – na początku Todd niejako stosuje przemoc psychiczną wobec staruszka, ale potem sytuacja się odwraca i okazuje się, że Dussander nie jest tak bezbronny, jak chłopak myślał.

Po dziesiątkach godzin słuchania strasznych opowieści, które zbrodniarz snuł z ogromną dawką cynizmu, Todd zaczyna mieć omamy, złe sny i przewidzenia. Ciągle myśli o tym, co opowiada mu Dussander. Zaczyna mieć ogromne problemy w szkole. Co więcej, obserwujemy przemianę chłopaka – ze spokojnego, ułożonego nastolatka, w osobę nieobliczalną i – co tu dużo mówić – niebezpieczną.

Jak wcześniej wspomniałem, wiele wątków z minipowieści zostało wyciętych. I faktycznie, Uczeń szatana skupia się w zasadzie wyłącznie na dziwnej przyjaźni psychopatycznego mordercy i dociekliwego chłopca. Akcja nie pędzi na łeb, na szyję, ale mimo to nie możemy oderwać się od ekranu. Przez większość czasu czujemy coraz bardziej ogarniające nas napięcie; jesteśmy przerażeni przemianą chłopaka oraz samą postacią Kurta Dussandera, u którego również coraz częściej obserwujemy psychopatyczne zapędy. Aktorzy w obu przypadkach spisali się na medal, tworząc wiarygodne, choć z pewnością niezwykle odpychające postacie.

aptpupil

Sylwetki bohaterów w połączeniu z powolnym tempem, narastającym napięciem i błyskotliwymi dialogami tworzą niepowtarzalny klimat. Całości dopełnia niemiecka muzyka z czasów wojennych, a także znakomite przeniesienie na ekran omamów Todda, które często się pojawiają i wywołują ciarki u widza. Zresztą, momentów wywołujących gęsią skórkę jest jeszcze kilka, chociażby słynna scena, w której Dussander przywdziewa SS-mański mundur i wykonuje komendy nastolatka, wpadając następnie w pewnego rodzaju fanatyczny trans.

Uczeń szatana spodoba się nie tylko fanom Kinga, ale przed obejrzeniem polecam zapoznać się z opowiadaniem, na podstawie którego powstał. Będziecie mieć wtedy pełniejszy obraz całej opowieści. Od siebie dodam, że film mnie zachwycił i mogę z czystym sercem stwierdzić, że jest równie dobry, jak chociażby Lśnienie czy Zielona Mila.

Ilustracja pełnego tekstu: materiały prasowe

Stały współpracownik

Fan Tarantino, Kubricka i Kazika. Autor "Kalesonów Sokratesa". Jedyny członek redakcji urodzony w XXI wieku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?