Recenzja filmu Pachnidło: Historia mordercy (2006)

Gdy słyszycie nazwę „Paryż”, to co pierwsze jesteście w stanie sobie wyobrazić? Zakładam, że jedni wieże Eiffela, inni katedrę, a ci bardziej normalni francuskie croissanty i wielkie domy mody. A gdy wejdziemy w XVIII wiek? Hmmm… Rewolucja Francuska i Napoleon, brud, ale za to piękne stroje i perfumy. Pozwólcie, że dodam jeszcze jedną postać –  Jean-Baptiste Grenouille. Sądzę, że tę książkową postać większość z was zna. Przecież nikt w latach 80. nie mógł pominąć wielkiego bestsellera, stworzonego przez genialnego niemieckiego pisarza Patricka Suskinda. O książce nie mam jednak zamiaru pisać – od tego są inne strony. Tutaj natomaist o innej dziedzinie sztuki, ale zanim… Suskind dał niesamowite podwaliny pod dobry film, z którego realizacją mogłoby być różnie. Nie zrozumcie mnie źle i nie bijcie, ale cieszę się, że stworzono “ekranizację” po części na podstawie Pachnidła. Szkoda byłoby, żeby taka genialna historia zginęła i kurzyła się na półkach w bibliotece. A dzięki Tomowi Tykwerowi mamy zachwycający pod każdym wzgledem film. Sądzę, że reżyser postawił sobie bardzo wysoko poprzeczkę, którą przeskoczył i to z kilku centymetrowym zapasem.

pachnidlo03

Zobacz również: Recenzja filmu Thor

Dziecko zrodzone na targu rybnym w tamtych czasach nie było niczym szokującym. Normalne warunki, normalne, zdrowe dziecko. No może jednak nie do końca normalne dziecko… Jean Baptiste bowiem miał pewien dar, którego mógłby mu pozazdrościć nawet najlepszy perfumiarz w całej Francji i okolicach. Mowa tutaj o genialnym węchu i braku zapachu. Te dwa paradoksalne zmysły(?) dają swojemu posiadaczowi niesamowite zdolności, jednocześnie doprowadzając chłopaka i jego pracodawców do szaleństwa oraz wielkich kompleksów. Po prostu wyobraźcie sobie – jesteście w czymś dobrzy, ludzie was za to cenią, a przychodzi do was szarak, który w 5 minut tworzy dzieło, którego nie mogliście odkryć przez wiele, wiele dni. Ale nie o tym dziś ( mój chłopak, nauczył mnie offtopów). Szczycący się “najlepszym nosem” we Francji Jan Baptysta Grenouille chce bez reszty oddać się tajemnej umiejętności tworzenia pachnideł, za cel stawiając sobie stworzenie pachnidła idealnego. Takiego, które da mu władzę nad całym światem. A droga do stworzenia takowego będzie (dosłowną) droga po trupach.

Zważając na lekkie różnice w fabule obydwóch form skupmy się jednak na filmie w reżyserii Toma Tykwera. Ukazał on historię w sposób przede wszystkim godny dzieła filmowego i oddający wszystkie jego przymioty. XVIII-wieczny Paryż utrzymany jest w cudownych obrazach jak z widokówek. Wąskie uliczki, spokojne miasto, wytworne suknie, wielkie perfumerie. Pełne kadry wypełnione rekwizytami po brzegi. Bez przepychu. Wszystko jest potrzebne. Moment, gdy główny bohater wchodzi do pracowni swojego mistrza Baldiniego zakrawa o inscenizacyjny geniusz. Wiedziałam wtedy, że Pachnidło dostanie wysoką ocenę za ogólną estetykę. I z jednej strony mogłabym tutaj skończyć tę recenzję, bo ten element jest w stanie kupić widza w całości, ale przejdźmy jednak dalej.

pachnidlo03

Zobacz również: Recenzja filmu Szpieg

Ben Whishaw wcielający się w postać tytułowego mordercy odegrał swoją rolę w sposób fenomenalny. Jego występ przekonywał odbiorcę w 100%, a po samym aktorze było widać, że ma pełne wyobrażenie o swojej postaci. Zaprezentował się nam z bardzo dobrej strony, oddał postać wyobcowanego, niezrozumiałego przez społeczeństwo mężczyzny. Dużym plusem, a przy okazji moim ulubionym bohaterem, był perfumiarz Baldini (tutaj Dustin Hoffman), który niejako był dopełnieniem całości i wyostrzeniem postaci Grenouille’a. Śmiem zaryzykować stwierdzenie, że prócz tego dodatkowo przyćmił jego osobę. Wchodząc “na scenę” to on zabierał całe przedstawienie. Alan Rickman stworzył natomiast kreację standardowego Alana Rickmana, albo Severusa Snape’a. Po prostu widać tutaj podobieństwo, a raczej sposób w jaki podchodził on do swoich ról. Zdystansowany, szorstki, pełen powagi. Broń Boże nie mówię, że to źle, ale możemy to uznać, za jego znak firmowy. Bo przecież każdy lubi Rickmana za jego kreacje aktorskie, w których sprawdza się doskonale. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie innego Antoniego Richisa. No po prostu nie. Rickman strzał w dziesiątkę! Kobiet w całej historii przewinęło się sporo, może trochę mniej niż w książce, ale cóż. Jednak żadna z nich nie przykuła mojej uwagi na tyle, by jakąkolwiek dało się wyróżnić. Były hmm.. może to za ostre słowo, ale niech padnie – nijakie. Po prostu były w tym filmie. Nic poza tym. To jednakże film o “łowcy kobiet”, a kobieta przybiera postać ofiary. A dla nas jest lepiej, jeśli nie utożsamiamy się z przyszłą ofiarą.

Podsumowując pomału. Tom Tykwer stworzył niesamowity film. Przez 2,5h możemy delektować się pięknymi kadrami, a historia opowiedziana przez Suskinda jest dopełnieniem całości dzieła. Wybierzemy się na niesamowita podróż do XVIII-wiecznej Francji, gdzie w zapachowy nastrój wprowadzi nas muzyka. Pięknie malownicze kadry, malarska precyzja. Dokładność wykonania idealnie dopasowana do filmu. A dodając coś od siebie. W momencie, gdy pierwszy raz obejrzałam film, a było to jakieś 3 lata temu, zakochałam się, gdy zobaczyłam piękno XVIII-wiecznego Paryża i poznałam historię Grenoullie’ego. Może i dziwna i skomplikowana, ale poruszała temat tak nietypowy, że aż piękny. A dziś. Hmm… uwielbiam wracać do tego filmu. Często. 

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Największa fanka autocada i BIMu. Hobbistycznie miłośniczka malarstwa XIX i XX wieku z naciskiem na: Degasa, Klimta i Bacona. W czasie wolnym szuka filmu idealnego, po którym z czystym sumieniem będzie mogła określić X muzę sztuką.

Więcej informacji o

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?