Powrót do przeszłości #40 – „Gladiator”

Generał Maximus, ulubiony generał Rzymskiego Cesarza odnosi duże sukcesy w Germanii, marzy jednak o tym by wrócić do żony i syna. Niestety bliski kresu życia władca imperium daje mu jedno ostatnie zadanie: zostać kolejnym Cezarem i pomóc w ponownej transformacji kraju w Republikę. Wszystko komplikuje pełen ambicji potomek panującego Marka Aureliusza – Kommodus, który ani myśli zapomnieć o należnym mu tronie. Tak rysuje się fabuła jednego z najlepszych pseudohistorycznych filmów osadzonych w starożytności.

http://i2.wp.com/www.hogsalt.com/wp-hogsalt/wp-content/uploads/2013/08/gladiator-screenplay-theme.jpg?resize=683%2C425

Maximusa czeka długa droga do wypełnienia ostatniej woli Aureliusza. Generał z oporem przyjmuje zadanie – najbardziej zależy mu na powrocie do rodziny

Fani kina osadzonego w dalekiej przeszłości nie powinni spodziewać się po tym filmie epickich bitew, wymyślnych taktyk i wzruszających przemów przed kolejnymi szturmami niezniszczalnych wojsk. Twórcy opowiadają nam nie historię potężnego kraju, czy genialnego wodza; skupiają się za to na losach oddanego ojczyźnie, niesprawiedliwie potraktowanego człowieka. Trzeba jednak przyznać, że na początku jesteśmy uraczeni jedną piękną, imponującą (bombardowanie płonącymi pociskami) i… bezsensowną bitwą, której gwoździem programu jest szarża konnych przez las, co jest rozwiązaniem dość głupim i nierealistycznym. Ale w Gladiatorze nie chodzi o wielkie batalie, pokazuje on raczej wojnę o własną godność, zemstę i wolność. Losy Maximusa wciągają bo choć ta postać jest dość pomnikowa i pozbawiona wad to poddaje się ją bardzo ciężkim próbom. W odróżnieniu od filmów klasę niższych nie mamy tutaj do czynienia z nadmiernym przesłodzeniem – nasz bohater ponosi straszliwe koszta podążania za swoim obowiązkiem. Cena jaką musi płacić za bezkompromisowości i oddanie Rzymowi wzbudza sympatię i emocje widza.  Rusell Crowe stworzył tu świetną, docenioną kreację; chyba jedną z najlepszych w swojej karierze. Niesłusznie trochę zapomniano o Joaquinie Phoenixie grającym młodego Cezara. Dla mnie przyćmił on aktorsko całą resztę i stworzył naprawdę interesującą, niebanalną postać. Choć na pozór Kommodus wydaje się być sztampowym, jednowymiarowym bohaterem to posiada swoją głębię. Nie jest tzw. złym lordem, chcącym siać zniszczenie – wręcz przeciwnie: jego głównym motywem jest chęć uzyskania akceptacji, sympatii i wreszcie miłości innych. Wykorzystanie miłości jako siły kierującej  neurotycznym imperatorem było fascynująco trafnym pomysłem scenarzystów.

http://i0.wp.com/cdn.hitfix.com/photos/4772750/Movie_Rehab_-_Gladiator.jpg?resize=681%2C473

Kiedy obaj panowie znajdują się na kadrze mamy do czynienia z epickością do sześcianu

Ale kończąc peany na cześć głównego bohatera i jego antagonisty należy oddać honor reszcie obsady – wszyscy aktorzy spisali się świetnie czyniąc swoją grę jednym z atutów filmu.Pozostałe walory tej produkcji to świetna muzyka Zimmera, dobre zdjęcia oraz kostiumy i scenografia (te ostatnie na bardzo wysokim poziomie). Do wad filmu należy zaliczyć niezbyt dobrze wyglądające poklatkowe zwolnione tempo pojawiające się czasem w walkach oraz… tak naprawdę nie za bardzo jest się do czego przyczepić. Może drugiej połowie filmu brakuje nieco dynamiki, ale teatralny finał to nadrabia. Co do fabuły to choć nie jest ona jakoś niesamowicie wyrafinowana to sprawdza się świetnie – reżyser potrafi za jej pomocą grać na uczuciach widza i z tej umiejętności korzysta. Koniec końców mamy tu do czynienia z jednym z najlepszych filmów osadzonych w starożytności, który warto obejrzeć.

Redaktor

Twórca cyklu "Powrót do przeszłości". Wielki miłośnik spaghetti westernów, kina szpiegowskiego i fantasy.

Więcej informacji o
, ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?