Advertisement Advertisement
banner

Recenzja filmu Ciacho (2010) – komedii Patryka Vegi!

Nie lubię Pitbulla: Nowych porządków Patryka Vegi. Z jednej strony jednak sukces, jaki odniósł na początku roku tym filmem mnie cieszy. Choć to reżyser ze średnim warszatem, ma swoje oddane grono fanów, którzy są w stanie nawet głosić że wspomniany film z Piotrem Stramowskim w roli głównej jest jednym z lepszych jakie powstały w Polsce w ostatnich latach. I jeśli dalej będzie na swoje Pitbulle przyciągać miliony Polaków spadnie prawdopodobieństwo nakręcenia przez niego kolejnej komedii. A to naprawdę dobrze, bo ostatni raz kiedy tego próbował, nakręcił fatalne Last Minute. Ale wcześniej było Ciacho, skaza i nowotwór polskiego kina, film który nieprzerwanie od ponad pięciu lat w moim prywatnym rankingu dzierży tytuł najgorszego, jaki oglądałem.

Film ten, reklamowany swego czasu jako Wreszcie prawdziwa komedia!,  jest jednym wielkim festiwalem żenady, po którego obejrzeniu przyjemne będzie się wydawać absolutnie wszystko inne (bo nie chce wchodzić w przykłady). Jako że Polacy lubili się śmiać na rodzimych filmach jeszcze blisko przełomu wieków, ktoś spróbował zrobić dobre hasło reklamowe na tej nostalgii. Jednak do tego przydałby się jeszcze film, bo tego co pod tym hasłem zaoferowano nazwać ani komedią, ani tymbardziej filmem nie sposób.

Fabuła? Jakąś tu niby mamy. Jest Basia (Marta Żmuda Trzebiatowska w całej okazałości), policjantka, wplątana w aferę narkotykową i aresztowana. Ma jednak ogromne szczęście posiadać trzech wspaniałych braci, którzy w sytuacji beznadziejnej od razu wyruszają jej na pomoc. Intryga ma drugie dno, jednak ten film od razu nam to mówi, bo szybko dowiadujemy się kto tu pociąga za sznurki. Jednak historię widz ma tam gdzie słońce nie dociera nie tylko dlatego że jest grubymi nićmi szyta i bez sensu, ale dlatego że dokładnie tak samo nie interesuje się nią sam film. Daje ona tylko pretekst do żartowania.

Żarty? Tutaj twórcy zakpili sobie z polskiej publiki najbardziej. No chyba że naprawdę wydawało im się, że Polacy oglądając pierwszą od lat Prawdziwą komedię! będą śmiać się do rozpuku z żartów o ludzkich odchodach, oraz o tym co i jak głęboko można wsadzić w ludzki odbyt. Tutaj prym wiedzie pierwsza scena. Jeśli kiedyś przyjdzie Wam na myśl obejrzeć Ciacho, bo np. stwierdzicie że musicie nadrobić wszystkie braki w twórczości Patryka Vegi, polskiego Michaela Baya, Michaela Manna i Davida Finchera w jednym (jeśli oglądaliście jeden z materiałów zza kulis Niebezpiecznych kobiet zrozumiecie o co chodzi), jest jeszcze nadzieja, że od zmarnowania w najgorszy z możliwych sposobów dwóch godzin swojego czasu odwiedzie Was początkowa sekwencja, w której Tomasz Karolak oświadcza się swojej dziewczynie pierścionkiem umieszczonym… zgadnijcie gdzie? Tekst z gołębiem z końcówki trailera nowego Pitbulla przy humorze Ciacha jest jak najlepszy skecz grupy Monty Pythona, czy najcelniejsza szydera Jeremy’ego Clarksona.

Ciacho Patryk Vega

Równie mocno w dno od spodu pukają tu aktorzy. Praktycznie każdy na ekranie kompromituje się tak, jakby robił to specjalnie. Wszyscy są w stanie zniechęcić widza już pierwszym otworzeniem ust, a potem już tylko się pogrążają, a absolutnie najlepszym przykładem jest tu Joanna Liszowska. Po tym filmie trudno się dziwić, że z kina na parę ładnych lat zniknęła. Szczęście w nieszczęściu ma Paweł Małaszyński, który akurat gra w tym filmie upośledzonego, dlatego nie musi się zbytnio odzywać. Mamy nawet epizod z samym Krzysztofem Kononowiczem, który nieco odstaje na plus. Żebyście mnie dobrze zrozumieli, jest żenujący i w każdym innym filmie grałby taką rolę, jednak oglądamy przecież Ciacho, a niżej poprzeczki zawiesić się już nie da. Żenująca jest także piosenka promująca ten film. Nie podam tu jednak żadnego linku, jeśli chcecie poszukajcie, jednak pamiętajcie że ostrzegałem.

Drugi seans tego koszmaru tylko potwierdza moje przekonanie, że Patryk Vega powinien dostać dożywotni zakaz kręcenia komedii. To nie jest film z gatunku guilty pleasure, tak zły że aż dobry, a film irytujący, męczący i obrażający w każdej sekundzie. Ktoś kto po zobaczeniu końcowego efektu stwierdził że należy wpuścić to do kin nie miał absolutnie żadnego szacunku do widzów. Na szczęście oszukani kinomani złotówkę z każdego sprzedanego na to badziewie biletu oddawali na WOŚP. Cała reszta powinna jednak zostać zwrócona. Najlepiej z kieszeni twórców.

ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Redaktor

Z zawodu publicysta. W redakcji Movies Room recenzuje filmy już od 2015 roku. Uwielbia produkcje Pixara, "Wesele" Smarzowskiego i Breaking Bad.

Kontakt pod [email protected]

Twitter: xkolek1

Więcej informacji o
,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Mila pisze:

Ja uwielbiam ten film, bardzo mnie śmieszy. Nie zgadzam się z tak ostrą krytyką. Ile trzeba mieć dystansu i pomysłu żeby nakręcić taki film. Każdy ma prawo do swojego zdania ale jak dla mnie rzeczywiście komedia bo ciągle się śmieje

Andrzej pisze:

katastrofa – do 15 minuty jakos ogladałem i oceniam ten,,film” w skali 1-10 na -1,dosłownie minus 1.wstyd tam zagrac,wstyd ogladac i tyle w yemacie.

mg63 pisze:

film tragedia. Jak zyje (ponad pol wieku), to nie widzialem gorszego.

Karol pisze:

Obejrzałem ten film w kinie. Niestety nie sprawdziłem wcześniej opinii, recenzji itp. Od tego wyjątkowo żenującego przeżycia moja wiara w polska kinematografie została prawdopodobnie bezpowrotnie zniszczona i nie da się jej już chyba odbudować. Nie obejrzałem od tamtej pory żadnego polskiego filmu nowszego niż opisywany i nikt nie jest w stanie mnie już przekonać ze jest jakikolwiek dobry polski film wyprodukowany po 2010 roku. Może i są ale piętno pozostało.

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?