Recenzja filmu Max Payne (2008)

Gra komputerowa, która opętała pecety nie tylko nastolatków, bezapelacyjnie wpisała się w szeregi kultowych, a kilka lat później wprosiła się na kinową premierę swojej ekranizacji. Czy producenci Max Payne’a skutecznie odwzorowali klimat i teksturę gry?

Mrok i śnieżyca paraliżująca całe miasto. Soundtrack, który przywoływał gęsią skórkę. Skrzyp śniegu wydobywający się spod butów Maxa podczas biegu po zasypanych dachach. Charakterystyczny bullit-time, w którym eliminacja przeciwników sprawiała wiele frajdy. Zakrwawione ściany, przerażające krzyki narkomanów bunkrujących się w zaułkach Nowego Jorku. Taki obraz przedstawia się w jednej z najsłynniejszych gier komputerowych XXI wieku. Czy reżyser John Moore siadając za sterami kamery skutecznie zaspokoił oczekiwania fanów zafascynowanych historią nowojorskiego twardziela spod szyldu Remedy Entertainment i Rockstar Games?

Recenzja filmu Max Payne (2008)

Fot. Kadr z filmu Max Payne

Zobacz również: Pierwszy człowiek – recenzja filmu z Ryanem Goslingiem i Claire Foy

Niby sztampowa opowieść o glinie, który wypowiada osobistą wojnę gangsterom, po tym jak zamordowano jego córeczkę i żonę. Jest jednak na tyle pociągająca, że Max Payne’a nie sposób nie znać. Bohater za wszelką cenę stara się zniszczyć źródło powstawania narkotyku o nazwie Valkiria, który według detektywa jest przyczyną śmierci jego rodziny.

Film otwiera scena, w której Payne (Mark Wahlberg) z kulką w plecach tonie w lodowatej wodzie pełnej trupów. W następnym ujęciu cofamy się w czasie, aby poznać początki krwawej podróży naszego bohatera. Twórcy skupili się na prowadzeniu fabuły, która nie była zbyt wymagająca. Mimo to pojawiły się trudności. Konieczne były dokrętki scen akcji, ponieważ było ich zbyt mało jak na ramy rozwścieczonego Maxa pozbawionego mimiki twarzy. Gracze byli przyzwyczajeni do drastycznych scen, w których ściany malowane były krwią bandytów. Tysiące świszczących nad głowami pocisków, między którymi wykonywali skoki w klasycznym slow-motion.

Recenzja filmu Max Payne (2008)

Fot. Kadr z filmu Max Payne

Jednogłośnie w filmie brakuje krwawej masakry i łusek po pociskach. Jedna dobra strzelanina w wieżowcu to za mało jak na rozmach świata Max Payne’a. Nie przekonuje mnie argument, w którym producenci tłumaczą, że zbyt krwawe sceny mogły nie spodobać się szerszej publiczności. Rozumiem, że nie wszyscy grali w legendarnego TPS’a ale taki właśnie jest Max Payne- krwawy, drastyczny, przerażający i mroczny. Niestety twórcy postawili tylko na to ostatnie.

Recenzja filmu Max Payne (2008)

Fot. Kadr z filmu Max Payne

Zobacz również: Recenzja Filmu Punisher (2004)

Próba stworzenia kina noir, w którym mrok wyłania się z każdego nieoświetlonego zaułka i uliczki. Klimat niewyjaśnionych perwersji zamkniętych w gangsterskiej przestrzeni nocnego miasta. Bez podziału na dobro i zło, bez moralizowania i zbędnych happy endów, których cheerleaderki wymachują pomponami.  Zbudowana atmosfera i wzorowo przeniesiona tekstura zasługuje na uznanie. Dobrze poprowadzona gra cieni, które nie tyle co przemykają między ujęciami, ale są budulcem filmowego nastroju. Dźwięk wyciągnięty żywcem z gry komputerowej sprawia bardziej wyrazisty odbiór obrazu. Głęboki kontrast, zimna deszczowa aura i ponure korytarze jest tym czego oczekiwało się od scenarzystów.

Recenzja filmu Max Payne (2008)

Fot. Kadr z filmu Max Payne

Trafny wybór Marka Wahlberg’a do roli Max Payne’a. Dobrze zbudowany facet o kamiennej twarzy, który więcej robi niż mówi. Typowy twardziel z okładki Man’s Health przywdziany w skórzany płaszcz pod, którym leży dobrze dobrana koszula przyozdobiona czarną berettą. Miłośnicy love story mogą narzekać na średnio rozwiniętą relację między Maxem a Moną Sax, w którą wcieliła się gorąca Mila Kunis. W oczekiwaniu na sequel możemy mieć nadzieję, że nastąpi przełamanie w ich znajomości. Jeśli jeszcze nie widziałeś  tego filmu to nie zapomnij o ostatniej scenie po napisach, która jest otwartą furtką, ale wciąż niezagospodarowaną przez producentów.

Max Payne to autentyczna i jedna z lepszych adaptacji gier komputerowych w historii kina. Mimo wszystko wjazd na salony ozłoconą karotą, przed którą rozwija się czerwone dywany było by lekkim cynizmem. Można było wycisnąć więcej, zwłaszcza, że temat był nośny niczym odjazd po probówce Valkiri.

Ilustracja wprowadzenia: Materiały prasowe

 

"Nie ganiaj za ludźmi. Bądź sobą, rób swoje i pracuj ciężko. Odpowiedni ludzie- Ci którzy naprawdę pasują do Twojego życia pojawią się i zostaną" (Will Smith). Reżyser? Raczej nie Wajda...(: Kiepski kucharz i utalentowany śpioch. Uzależnienia: pierogi. Absolwent dziennikarstwa. W wolnych chwilach konferansjer.

Więcej informacji o
, , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Mrs Valkyr napisał(a):

Akurat tego filmu nie broni nic i twierdzić inaczej może jedynie osoba,która nie grała w grę a konkretnie część pierwszą.

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?