Advertisement



Aż do kości – recenzja głośnego filmu o anoreksji!

Nowa produkcja Netflixa: Aż do kości już przed premierą wzbudzała wiele kontrowersji. Nie ma w tym z resztą nic dziwnego, w końcu to produkcja mówiąca o anoreksji. Pikanterii dodawał jeszcze fakt, że zarówno reżyserka, jak i odtwórczyni głównej roli, borykały się z tą chorobą. Spodziewano się więc niezwykle realistycznego obrazu, który rzuci nowe światło na tę straszną dewiację. Efekt zaskoczył jednak krytyków.

Nowa produkcja Netflixa opowiada o losach młodej dziewczyny – Ellen (Lily Collins), która choruje na anoreksję. Kiedy inne sposoby zawodzą, jej macocha zwraca się do niekonwencjonalnego lekarza Williama Beckhama (Keanu Reeves) o pomoc. Ellen trafia do jego kliniki, w której poznaje innych anorektyków, m.in. charyzmatycznego Brytyjczyka Luka (Alex Sharp).

Kiedy pierwszy raz usłyszałam o tej produkcji, przed oczami stanął mi film pokroju Requiem dla snu. Szara stylistyka, muzyka poważna i surowe scenerie. Myślę, że nie tylko ja miałam takie skojarzenia. To, co jednak dostaliśmy w Aż do Kości, znacznie odbiega od tych wyobrażeń. Tym razem twórcy postanowili zrezygnować z szokujących ujęć, przez co film jest dość łagodny. Reżyserka ostrożnie operuje obrazami, oszczędzając widzom drastycznych ujęć. Więcej się tu mówi o anoreksji, niż się ją faktycznie pokazuje z wszystkimi odcieniami. Twórcy nie chcą zaszokować lub wprowadzić widza w depresje, lecz dać nadzieję. Dlatego mamy ciepłą kolorystykę, popowe piosenki w tle, a surowe kliniczne wnętrza zastępuje przytulny dom na przedmieściach.

Zobacz również: Mały Jakub – recenzja debiutu polskiego reżysera

adk 820x490

Współczesne kino przywykło do śmiałych obrazów pokazujących wszystko wprost, bez cenzury. Dlatego ta złagodzona wersja została tak skrytykowana. Mogę zrozumieć zawód wielu osób, które oczekiwały po tym tytule czegoś więcej. Spodziewali się brutalnego filmu o wyniszczającej chorobie, jaką jest anoreksja, a dostali dość łagodny w formie obraz. Sądzę jednak, że takie właśnie było zamierzenie twórców. Jeszcze inni oczekiwali od tego filmu wytłumaczenia skomplikowanych mechanizmów anoreksji lub wskazania jakiegoś lekarstwa. Niestety i na tym polu film rozczarowuje, gdyż nie mówi nam praktycznie nic nowego. Jedynie pokazuje rzeczy nam już znane, o których może nie myśleliśmy lub zwyczajnie zapomnieliśmy.

Aż do kości idealnie ukazuje ludzi, którzy cierpią na jakieś uzależnienia, nie tylko te związane z odżywianiem. Autorka pokazuje widzom, że żeby wyzdrowieć trzeba przede wszystkim tego chcieć. Żadne terapie nie pomogą, jeśli osoba chora tego nie pragnie. Właśnie na tym polega „rewolucyjna” metoda doktora Williama Beckhama. On nie zmusza do niczego swoich pacjentów, tak jak robią to w innych klinikach, lecz daje im wybór. Jeśli będą postępować zgodnie z wytycznymi, zostaną nagrodzeni, jeśli nie – mogą odejść. W końcu to od nas zależy nasz los i o tym właśnie jest ten film. Anoreksja jest tutaj jedynie dodatkiem, który ma uatrakcyjnić obraz lub przyciągnąć widzów. Równie dobrze tę samą historię można było opowiedzieć na przykładzie uzależnionych od gier komputerowych lub alkoholu. Dlatego, jeśli ktoś chce dowiedzieć się czegoś nowego o anoreksji, niech lepiej sięgnie po inną produkcję lub zajrzy do encyklopedii.

Zobacz również: Paryż może poczekać – recenzja ciepłej komedii z Diane LaneParyż może poczekać – recenzja ciepłej komedii z Diane Lane

adk 4 820x490

W przeciwieństwie do wielu filmów o podobnej tematyce ten nie ma być przestrogą lub narzędziem, które ma wprowadzić widza w depresję, lecz ma dawać nadzieję. I to robi. Nie ma tutaj podanych łatwych odpowiedzi, ale jest ukazana jaśniejsza strona tych trudnych chwil. Może właśnie dlatego ten film mi się spodobał. Po tylu produkcjach, w których świat chorych bohaterów był ukazany w szarych barwach, dla odmiany miło było zobaczyć coś, co daje nadzieję. Można by powiedzieć, że miejscami film jest lekko kiczowaty, a popowa muzyka nie jest na miejscu, jednak właśnie to dodaje tej produkcji lekko młodzieżowego klimatu. Czasem ma się wrażenie, że ogląda się komedię romantyczną dla nastolatków, a nie film o chorej na anoreksje dziewczynie.

Równie barwni są też bohaterowie, którzy naprawdę dają się lubić, choć daleko im od ideałów. Szczególnie postać Luke’a odgrywana przez Alexa Sharpa zwraca na siebie uwagę. Młody aktor idealnie oddaje charyzmatycznego baletmistrza.  Zresztą nie tylko on zasługuje tutaj na pochwały. Wszyscy aktorzy dają z siebie wszystko, dzięki czemu ich postacie są wyraziste i prawdziwe. Nawet bohaterowie drugoplanowi są niezwykle ciekawi. Chwilami nawet za mocno przyciągają uwagę.  Niestety ich wątki nie są dostatecznie rozbudowane, przez co film wiele traci. Momentami stanowią jedynie tło lub pewien zapychacz, a szkoda, bo warto byłoby powiedzieć o nich coś więcej. Jednak można to jeszcze wybaczyć, bo gdyby faktycznie miało zostać wszystko dokładnie objaśnione i pokazane, film trwałby w nieskończoność.

Zobacz również: Najlepsze filmy Christophera Nolana – od dusznych thrillerów po wizjonerskie science-fiction!

adk 7 820x490

Jedyną naprawdę znaczącą wadą tej produkcji jest wprowadzanie zbyt wielu wątków, które nie są do końca wytłumaczone. Ostatecznie nie znajdujemy w filmie wytłumaczenia odnośnie tego, co motywuje naszych bohaterów. Rozumiem, że miał to być zabieg celowy. W końcu nie zawsze jest jakiś konkretny powód lub jak mówią sami bohaterowie, jest ich często wiele. Momentami można się domyślić motywów ich działań. Czasem jest jednak zbyt mało informacji. Jak na przykład w przypadku Luka, który miał kontuzję kolana i nie mógł tańczyć, jednak w filmie nie ma dokładnego sprecyzowania, czy to anoreksja przyczyniła się do jego kontuzji, czy na odwrót. Takich niedopowiedzeń jest więcej, a po zakończonym seansie wciąż napływają liczne pytania.

Aż do kości ma dużo plusów. Przede wszystkim wyróżnia się od innych tego typu produkcji. Jego celem nie jest bowiem wpędzenie widza w depresję, lecz podarowanie mu nadziei, że nawet w najtrudniejszych momentach mogą pojawiać się szczęśliwe chwile. Wręcz krzyczy, że szczęście zależy od nas samych. Jeśli ktoś obawiał się, iż ten film jest zbyt ciężki, mogę go uspokoić: nie jest. Jednak jeśli ktoś oczekuje głębokiej psychologicznej analizy postaci, ostrzegam, że tego tu nie znajdzie. Do samego końca nie jesteśmy pewni, co kieruje bohaterami, możemy się jedynie tego domyślać. Dla mnie jednak brak zbytniego dramatyzmu jest dużym plusem. W ogólnym rozrachunku film oglądało się przyjemnie, choć początek może niektórych zniechęcić. Jednak warto wytrzymać do końca.

Ilustracja wprowadzenia: Netflix

Stały współpracownik

Studentka dziennikarstwa. Miłośniczka kina. Zafascynowana Azją, a w szczególności koreańską kinematografią. Fanka Sherlocka. W wolnych chwilach ogląda seriale, podróżuje lub rozczytuje się w romansidłach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?