• Zaloguj się
  • Zarejestruj
  • Połącz z Facebook
Na pokuszenie moviesroom 1200x200
Nie będę Was okłamywała — od zobaczenia zwiastuna American Satan nie pałałam miłością do tej produkcji. Kino nigdy nie było szczodre wobec rocka. Niemalże każda próba flirtowania srebrnego ekranu z koncertową sceną kończy się niepowiedzeniem. Coś jednak zachęciło mnie do zobaczenia kolejnego filmu o początkującym zespole (i nie, nie był to fenomenalny plakat, w jaki prawdopodobnie kliknęliście wchodząc w moją recenzję). Główną rolę w produkcji gra Andy Biersack, wokalista jednego z najpopularniejszych zespołów rockowych na świecie. 27-letni frontman podbił serca fanów na całym świecie, włączając w to moją koleżankę. „Musisz zobaczyć” - zachęcała. Więc zobaczyłam i… w przeciwieństwie do niej nie zachęcam Was do seansu. Czemu American Satan nie jest dobrym filmem?

The Relentless są nowo powstałym zespołem dążącym do zaznania rockowego szczęścia w mieście aniołów. Początkowo każda ich próba kończy się niepowiedzeniem. Pewnej nocy, zrezygnowani, źli i obrażeni wybiegają z klubu, lecz drogę zachodzi im nie kto inny jak sam szatan. Bohaterowie długo nie zwlekają z zawarciem umowy z owym jegomościem, ale gdy dowiadują się, że muszą przekazać mu ludzką ofiarę sprawy zaczynają wymykać się spod kontroli. Śmierć zbiera żniwo w filmie kilkukrotnie. Niestety nigdy nie robi tego z rozmachem. Nieważne czy na ekranie widzimy śmierć bohatera, czy bezimiennej postaci — American Satan nie umie nas wzruszyć, choć bardzo próbuje. Andy, oprócz dźwigania problemów zespołu ma jeszcze swoje własne, prywatne problemy. Wyjeżdżając w nieznane składa swojej ukochanej obietnicę „No drugs, no sex — just rock’n’roll”. Oczywiście słów nie dotrzymuje, co było nie tylko przewidywalne do granic możliwości, ale i trywialne.

Oprócz głównego bohatera widz nie ma szans na poznanie żadnej postaci. Zupełnie tak, jakby reżyser krzyknął do odtwórców ról „no po prostu zagrajcie rockowców”. Gdyby nie to, że wszyscy nosili odmienne od siebie uczesanie nie miałabym w głowie nawet ich portretów - są tak bardzo nijacy. Za to poznać można Andy’ego, ale przez szkło powiększające, a nie mikroskop tak jak oczekuje tego każdy świadomy widz. Wiemy, że jest dobry (i nie taki jak reszta!), kocha swoją dziewczynę (i wszystkiego żałuje!), oraz że jego marzeniem jest wielkość. Niestety, te trzy cechy i buźka Andy’ego nie pozwoliły mi zaprzyjaźnić się z bohaterem. Sam muzyk wyglądał tak jakby czuł się w tej kreacji nieswojo i nie do końca wiedział co robić. Oczywiście, Biersack jest winny temu stanu rzeczy, ale cięgi za jego rolę powinien zebrać reżyser obrazu — Ash Avildsen. Od pierwszych kadrów na wierzch wychodzi to, że nie ma on ręki do tego fechtunku.

americansatan trailer1Fot. kadr z filmu

American Satan to film, który ma problemy zarówno na polu technicyzm jak i scenariuszowym. Pozwólcie, że najpierw rozwinę tę pierwszą kwestię. Operator kamery prawdopodobnie nigdy wcześniej nie widział żadnego filmu. Brzydkie ujęcia poprzedzają brzydkie (i jeszcze brzydsze). No dobra, skoro zdjęcia zawiodły to może produkcje uratuje dźwięk? Przecież to film, którego sercem jest muzyka! Nic bardziej mylnego. Raz na jakiś czas dostajemy kilka sekund o wiele za głośnej oraz nieadekwatnej do charakteru danej sceny muzyki. Kolejnym puzzlem w tej układance są piosenki, które prawdopodobnie zostały stworzone tylko po to, by móc sprzedawać ścieżki dźwiękowe filmu na Amazonie. Już wspominałam o zagubionym w swojej roli Biersacku, ale to nie on jest aktorskim ewenementem filmu. Jest nim o wiele bardziej obyty w tym fachu John Bradley. Każde pojawienie się znanego z Gry o Tron aktora sprawiało, że moje oczy unosiły się w akcie irytacji. Bradley (w roli menadżera zespołu) próbuje z każdej sceny zrobić coś spektakularnego, nawet gdy scenariusz tego od niego nie wymaga. Nie ma nic gorszego od odtwórcy roli, któremu zależy bardziej na krytykach filmowych niż na samym filmie.

1766925 fullFot. kadr z filmu

Oliwy do ognia dolał najważniejszy element każdego filmu — scenariusz. Początkowe sceny produkcji napawały mnie entuzjazmem. Łudziłam się, że może jednak twórcy nie pójdą łatwą ścieżką (jak bohaterowie American Satan) i pokażą nam udręki początkujących muzyków. Bądź co bądź poświęcenie wszystkiego dla życia w vanie nie jest proste. Przecież takie ryzykowne wycieczki najczęściej kończą się niepowiedzeniem, czemu twórcy nie mogli poświęcić temu kilka scen wypełnionych zadumą? Zdajecie sobie sprawę z tego ilu utalentowanych muzyków przechadza się ulicami Los Angeles w poszukiwaniu okazji do zaprezentowania swojego talentu (Ja nie, więc jak wiecie to napiszcie. Pewnie dużo)? Mimo tego, że twórcy rzucają po drodze kilka obietnic w rodzaju "będzie wam ciężko", to szybko łamią je. Bohaterom nie jest ciężko. Od razu po przyjeździe do miasta czeka na nich praca (Andy pracuje w restauracji „na zmywaku”, ale jego przyjaciel z zespołu upolował sobie posadę sprzedawcy w sklepie muzycznym), a kilka tygodni po imprezowaniu pod znakiem Hollywood również i kariera. Ta przebiega zbyt dynamicznie. W jednej scenie nasi bohaterowie mają problemy ze znalezieniem prysznica, ale w drugiej opływają w pieniądze. Wiecie co dzieje się w trzeciej? Johnny postanawia zmienić swoje życie i idzie na odwyk. Spokojnie, to tylko jedna scena. Zaraz wszystko wróci do normy.

Ciężko było mi znieść oglądanie wątków obyczajowych w tej produkcji. Fatalnie napisany romans to jedno, ale American Satan nie poradził sobie nawet z wątkiem rodzinnym. Scenarzysta stwierdził, że tylko nowotwór matki Johnny’ego może go popchnąć do złych czynów, więc na początku produkcji jego rodzicielka wyznaje, że jest chora. Wszystko obyło się bez jakiegokolwiek drgnięcia ze strony fatalnej Denise Richards (laureatki Złotej Maliny). Mimo tego, że ten wątek dostał scenę zawiązującą go na supeł nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że już to gdzieś widziałam…

Nie, przepraszam. Nawet w najgorszym filmie na świecie ta scena miała mocniejszy emocjonalny impakt. Napotkane przez bohaterów postacie sypią ze swoich rękawów cytatami z pisma świętego, a główny bohater ma na nazwisko Faust - American Satan jest zbyt dosłowny. Podoba mi się alegoryczna puenta, jaką chce nam przekazać z ostatnimi ujęciami, ale co nam z odpowiedniej konkluzji, skoro cała droga prowadząca nas ku do niej była tak patetyczna?

Reasumując. American Satan nie jest dobrym filmem i choć wierzę w teorie Hawkinga mówiącą, że istnieje nieskończona liczba alternatywnych wszechświatów - nie wierzę w to, że istnieje wszechświat w którym ta produkcja jest dobra. A przecież mając tak popularne nazwisko jak Biersack w obsadzie reżyser mógł powiedzieć światu coś pięknego. Niestety podpisał cyrograf z diabłem, ale te zawsze mają jakiś haczyk. Owocem jego umowy było to, że stworzył film. Absolutnie tragiczny film.

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

 

Wiesz, co z tym zrobić


Maja Głogowska

Maja Głogowska

Stały współpracownik

O mnie:

Nastolatka wychowana przez Hollywood. Uwielbia szeroko pojętą popkulturę i sztukę. Jeżeli spotkalibyście się na ulicy pewnie gloryfikowałaby Nintendo i gry ekskluzywne Playstation, a jakbyś poprosił ją o polecenie filmu to zasugerowałaby seans "The Florida Project". Wierny żołnierz batalionu Archie Comics.


Więcej informacji o:

Wypowiedz się na ten temat...
Zaloguj się poprzez
albo skomentuj jako gość
Wczytywanie komentarza... The comment will be refreshed after 00:00.
  • Ten komentarz jest nie opublikowany
    Lexa · 1 miesięcy temu
    Jedyne z czym się zgadzam, to : słabe zaangażowanie Andy'ego do roli oraz krótkie momenty muzyczne. I to tyle, ponieważ mnie się osobiście podobał film. Byłam mile zaskoczona, bo myślałam, że będzie, to klapa. No, ale przecież, każdy ma swoje gusta.
  • Ten komentarz jest nie opublikowany
    Kama28083 · 1 miesięcy temu
    Osobiście kocham ten film. Nie mogłam się doczekać momentu, w którym go obejrzę i nie żałuję! Można mówić wiele złych rzeczy o tej produkcji. Ja mówię - chrzanić was. Film jest dobry, choć ma wiele niedoskonałości. Pokochałam grę aktorską Andy'ego, nawet jeśli nie grał idealnie. Żaden film opowiadający o cenie sławy, nie jest idealny. Ten przyciąga uwagę mimo tego, że wieku go potępia, lub po prostu nie lubi. Wiecie co? Czekam na więcej takich chłam. Życie nie jest idealne, dlaczego więc wszystkie filmy muszą być idealne?
  • Ten komentarz jest nie opublikowany
    missmistyfikacja · 1 miesięcy temu
    Jedyna obiektywna i profesjonalna recenzja na temat tego filmu w internecie. Za którą jestem niezmiernie wdzięczna, ponieważ między zachwytami fanek (do których swoją drogą się zaliczam) pod tytułem Pana Biersack’a nie mogłam znaleźć sensownych opini.
Ilość ocen w tym artykule to : 0
Typ w bazie danych :
Wartość odebrana :

OCENA RECENZENTA

5/100

  • Początkowe sceny napawały mnie entuzjamem
  • Beznadziejna reżyseria i operatorka
  • Tragiczny montaż dźwięku 
  • Fatalna gra aktorska aktorów drugoplanowych 
  • Trywialny scenariusz


PRODUKCJĘ POLECA:

0%

UŻYTKOWNIKÓW


CZY POLECASZ TEN TYTUŁ?

MOVIES ROOM POLECA

Najnowsze Wiadomości

Polub nas


© 2016 MOVIESROOM.PL · Wszystkie prawa zastrzeżone · Korzystanie z serwisu jest równoznaczne z akceptacją regulaminu.