Niewinne – recenzja DVD dramatu Anne Fontaine

Polska po II wojnie światowej. Mathilde (Lou de Laâge) to lekarka francuskiego Czerwonego Krzyża, w którego szpitalu pewnego dnia zjawia się siostra zakonna, błagając o pomoc. Początkowo sceptyczna, młoda pani doktor decyduje się pojawić w pobliskim klasztorze i niedługo po tym, co odkrywa, zmienia swój stosunek do pacjentek – zgwałconych, ciężarnych zakonnic pozostających pod opieką surowej Matki przełożonej (Agata Kulesza). 

Agata Kulesza – jak zwykle niebywała. Koncertowo ukazuje zarówno niewzruszoność, wręcz posągowość granej przez siebie postaci, jak i pęknięcia pozwalające na dostrzeżenie w niej kogoś, kto ostatecznie upada pod ciężarem brzemienia, które sam na siebie nałożył. Zaledwie kilka kroków, ale mimo wszystko za nią, znajduje się Agata Buzek, filmowa siostra Maria – początkowo prawa ręka Matki przełożonej, decydująca się wymówić jej posłuszeństwo po odkryciu zatrważającej prawdy o losie wynoszonych poza klasztorne mury niemowląt.

Lou de Laâge, jak na wschodzącą gwiazdę francuskiego kina przystało, gra po prostu bez zarzutu, co – w porównaniu z dwoma, wspomnianymi powyżej, kreacjami polskich aktorek – pozostawia pewien niedosyt. Jeśli chodzi o kobiece role drugoplanowe, ich odtwórczynie poprawnie spełniają swoją powinność: pokazują, że takie same habity kryją zupełnie różne osoby. Jednostki o określonej przeszłości, określonych planach na przyszłość i określonym sposobie na stawienie czoła traumatycznym wydarzeniom. Nawet, jeśli po seansie nie pamiętamy ich imion, z całą pewnością pamiętamy emocje. Sprawdza się również jedyna pozytywna postać męska w Niewinnych – lekarz Samuel (Vincent Macaigne). Niezgodne z prawdą byłoby stwierdzenie, że jego pojawienie się w klasztorze całkowicie rozluźnia atmosferę, z całą pewnością jednak udaje mu się sprawić, by na twarzy widza zamajaczył choćby cień uśmiechu.

Niewinne nie są ani pochwałą nawrócenia, ani zwątpienia; ani stronie religijności, ani laickości. To historia o zezwierzęceniu i bezduszności, o pokracznie pojmowanym miłosierdziu, o trudach powołania, o nieludzkiej krzywdzie i niebywałym poświęceniu, o wierze, tak w Boga, jak i w człowieka, oraz o tym, że różnice światopoglądowe wcale nie wykluczają możliwości znalezienia wspólnego języka, zbudowania więzi. Fontaine nacisk kładzie – przede wszystkim, choć nie tylko – na siłę kobiecej wspólnoty. Rozsadza ją od wewnątrz, a potem spaja zewnętrznym czynnikiem. Szkoda tylko, że momentami reżyserka prowadzi swoje bohaterki zbyt oczywistymi ścieżkami – niektóre sceny są mocno odtwórcze i przez to przewidywalne, inne trącą trywialnością. Z jednej strony: entuzjastyczne reakcje sióstr na okazaną im pomoc i empatię usprawiedliwiają okoliczności, z drugiej: wewnętrznych dramatów postaci nie trzeba podkreślać tak oczywistymi środkami, jak zbliżenia na ich poblakłe twarze i pusty wzrok.

Mocne strony filmu, poza surowym klimatem całości, na który składają się między innymi: zimowy krajobraz, nieprzystępne, grube klasztorne mury, równie głośno odbijające echo zarówno gorliwych modlitw, jak i płaczu kobiet i dzieci, to także charyzmatyczne, niejednowymiarowe i różnorodne bohaterki. Nawet, jeśli habity sprawiają, że trudno je od siebie odróżnić, w każdej odnaleźć można rys indywidualności. Jeśli zaś chodzi o Mathilde, zmiana perspektywy, z jakiej postrzega swoje pacjentki, wypada tym autentyczniej, że dokonuje się nie za sprawą boskiej ingerencji, lecz fizycznego ataku zezwierzęconych oprawców. Bądź co bądź optymistyczne zakończenie nie tyle przełamuje więc przygnębiającą atmosferę filmu, co raczej wyłamuje się z konsekwentnie utrzymywanego porządku i po prostu odstaje, osłabiając siłę rażenia produkcji. Akurat w tym przypadku chyba lepiej byłoby, gdyby Fontaine odważyła się dobić i swoje postaci, i widza, zamiast ich oszczędzić.

https://www.youtube.com/watch?v=0P3e40YJm7A

W dodatkach do wydania DVD, prócz zwiastuna filmu, znalazły się także materiały making of oraz wywiady. 

Ilustracja wprowadzenia: mat. prasowe 

Dziennikarz

Studentka czwartego roku Tekstów Kultury UJ.
Ze świata literatury najbardziej lubi powieści, ze świata muzyki - folk, ze świata kina - (melo)dramaty oraz indie. I Madsa Mikkelsena, oczywiście.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?