Stowarzyszenie miłośników literatury i placka z kartoflanych obierek – recenzja nowego filmu z Lily James

Miłość, tajemnice i cienie wojny. Tak w skrócony sposób można by opisać Stowarzyszenie miłośników literatury i placka z kartoflanych obierek. Jednak w tym przypadku nie warto stosować skrótów. Podobnie jak tytuł, film również jest dość obszerny, a historii w nim opowiedzianych nie da się zawrzeć w jednym zdaniu. Mike Newell snuje opowieść o mierzeniu się z konsekwencjami wojny oraz poszukiwaniu siebie i swojego miejsca w nowej rzeczywistości. Jego wizja powojennej Anglii zachwyca prostotą. Czy film ma jakieś wady?

Jest rok 1946…

… Juliet Ashton mieszka w Londynie i bardzo dobrze jej się powodzi. Ma przystojnego adoratora, szuka właśnie nowego mieszkania oraz jest u szczytu swojej kariery pisarskiej. Wydała już kilka książek, kolejna czeka na promocję, innych zleceń również jej nie brakuje. Ma m.in. napisać artykuł do brytyjskiego Times’a. Szukając inspiracji, niespodziewanie znajduje ją w liście od mieszkańca małej angielskiej wyspy Guernsey, Dawseya Adamsa. Mężczyzna przypadkiem kupił w antykwariacie książkę należącą kiedyś do Juliet, w której był jej adres. Początkowo mężczyzna prosi ją o pomoc w odnalezieniu pewnego tytułu, z czasem jednak ich znajomość się zacieśnia. Pisarkę coraz bardziej wciąga świat Dawseya i jego przyjaciół, członków niezwykłego klubu literackiego. Klubu, który powstał tylko po to, by uchronić uczestników pewnej kolacji przed aresztowaniem przez Niemców podczas II Wojny Światowej. Zafascynowana Juliet postanawia pojechać na wyspę i napisać artykuł o niesamowitym Stowarzyszeniu miłośników literatury i placka z kartoflanych obierek.

Zobacz również: Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara – recenzja filmu na tle całej serii

Kadr z filmu stowarzyszenie miłośników literatury i placka z kartoflanych obierek

Kadr z filmu stowarzyszenie miłośników literatury i placka z kartoflanych obierek

Film oparty został na bestsellerze autorstwa Mary Ann Shaffer i Annie Barrows o tym samym tytule. Książka składa się z samych listów, które wymieniają między sobą bohaterowie, co było sporym utrudnieniem przy ekranizacji. Na szczęście Thomas Bezucha oraz Don Ross poradzili sobie świetnie, tworząc sympatyczną i wzruszającą historię. Mike Newell prowadzi nas przez meandry swojej opowieści ani przez moment nie pozwalając nam się nudzić. Choć już od początku domyślamy się, jak potoczą się losy głównej bohaterki, wciąż przy niej tkwimy, próbując wraz z nią odkryć tajemnice skrywane przez mieszkańców wyspy. Newell opowiada o rzeczach trudnych, ani razu nie popadając w zbędny dramatyzm czy patos. Koncentruje się głównie na swoich bohaterach. Są to ludzie z krwi i kości. Osoby z przeszłością, która nie zawsze była prosta i została oznaczona piętnem II Wojny Światowej. Gdyby nie świetni aktorzy efekt z pewnością nie byłby tak dobry. Większość twarzy kojarzyć będziemy z Downton Abbey. Podobnie jak w serialu, tak i tutaj odtwórcy świetnie wczuli się w swoje postacie. Największe wrażenie robi główna para, czyli Lily James i Michiel Huisman. Chemia, jaka rodzi się między ich bohaterami, jest wręcz namacalna. Trzeba też przyznać, że duże wrażenie robi Glen Powell, który tchnął nowego ducha w swoją postać, która w książce nie była zbyt lubiana, a w filmie wręcz przeciwnie.

W Stowarzyszeniu… ogromne znaczenie mają miejsca, które zawierają swoje własne historie. Newell przedstawia nam Londyn głównie za pomocą ekskluzywnych restauracji, barów, apartamentów, czy biur. Brudne zniszczone ulice, ustępują miejsca odnawianym rezydencją. Wszystko to ma podkreślić wysoki status materialny bohaterki oraz ukazać bogate kręgi, w jakich się obraca. Guernsey jest zdecydowanie bardziej swojskie, ale też i tajemnicze. Twórcy zabierają nas w przepiękną podróż po uroczych zakątkach, które mają udawać wyspę. Niestety samej wyspy jest tam dość mało. Na szczęście nieświadomy widz w ogóle tego nie odczuje. Wszystko zostało zgrabnie zmontowane i okraszone sentymentalną muzyką. Pomimo że całość świetnie ze sobą współgra: przeszłość płynnie przeplata się z filmową teraźniejszością, piękne zdjęcia i muzyka uwypuklają dramaturgię, a aktorzy dodają opowieści życia; to jednak jest coś, czego nie mogę twórcom wybaczyć. Koniec filmu aż razi naiwnością i sztampowością. Rozumiem, że należało się trzymać pierwotnej historii, jednak można ją było przedstawić w zupełnie inny sposób.

Zobacz również: Good doctor – recenzja 1. sezonu

Kadr z filmu stowarzyszenie miłośników literatury i placka z kartoflanych obierek

Kadr z filmu stowarzyszenie miłośników literatury i placka z kartoflanych obierek

Pomimo tej wady, choć jest ona znacząca (przecież końcówka decyduje o całym odbiorze filmu) i tak uważam, że jest to pozycja godna uwagi. Stowarzyszenie miłośników literatury i placka z kartoflanych obierek posiada nieodparty urok, któremu trudno się oprzeć. Jednak przede wszystkim opowiada jakąś historię, o co w czasach, gdzie liczy się głównie tania i szybka rozrywka, dość trudno. Jest to opowieść o tolerancji, uprzedzeniach, odwadze i przyjaźni. Choć momentami może wydawać się naiwna, jednak zawiera w sobie morał, który jest ponadczasowy. Wreszcie jest to historia, która porusza serca, a koło takiej nie można przejść obojętnie. Jestem pewna, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie.

Stały współpracownik

Studentka dziennikarstwa. Miłośniczka kina. Zafascynowana Azją, a w szczególności koreańską kinematografią. Fanka Sherlocka. W wolnych chwilach ogląda seriale, podróżuje lub rozczytuje się w romansidłach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?