„Point Break – na fali” – recenzja remake’u kultowego akcyjniaka!

Powtórka z rozrywki po mocnym liftingu

W dobie remake’ów i rebootów nikogo nie powinno dziwić, że Fabryka Snów postanowiła odmłodzić prawdziwego klasyka kina akcji z lat 90., opowiadającego o śledztwie świeżo upieczonego agenta FBI, który dostał zadanie odnalezienia oraz zinfiltrowania grupy surferów odpowiedzialnej za napady na banki. Oryginalny pomysł polegający na połączeniu pasji do sportu z typowym kinem sensacyjnym, w którym prym wiodły dwie charyzmatyczne postacie o zupełnie odmiennych światopoglądach, zaowocowało absorbującą produkcją pełną zwrotów akcji. Czy odmłodzona historia Bodhiego i Utaha jest równie porywająca, jak ta, znana nam z oryginału? A może twórcy odstawili fuszerkę i po raz kolejny wykorzystali naiwność fanów pierwowzoru? Po odpowiedzi zapraszam do lektury poniższego tekstu.

„Point Break – na fali” to śmiałe przedsięwzięcie, a liczne zwiastuny zapowiadały świetne widowisko i godny hołd złożony oryginałowi. Niestety nie jest tak różowo, jak mogłoby się wydawać z trailerów. Fabularnie produkcja pozostawia wiele do życzenia. Dziwi taki stan rzeczy, ponieważ Kurt Wimmer (znany ze swoich scenariuszy do filmów: „Prawo zemsty”, „Equilibrium”, „Królowie ulicy”) słynie z przemyślanych i interesujących tekstów. Nie tym razem; szkoda. „Point Break – na fali” charakteryzuje się nieskomplikowaną oraz zwyczajnie płytką opowieścią. Mimo że film nie jest stuprocentową kalką pierwowzoru – twórcy próbowali wprowadzić kilka zmian i nieoczekiwanych zwrotów akcji – to zachowuje szkielet oryginału i jest w gruncie rzeczy bardzo przewidywalny. Reżyser zatem podąża wytartymi schematami charakterystycznymi dla kina akcji, ograniczając niemal do minimum warstwę fabularną, która zostaje zepchnięta na drugim plan przez wspaniałą oprawę audio-wizualną dzieła. Niezbyt dobrze służy to produkcji – historia jest mało rozbudowana, a postacie ledwo nakreślone. Twórcy poświęcają im za mało czasu, w wyniku czego ich charakterystyki są zbudowane początkowo na połączeniu dwóch lub maksymalnie trzech cech. Wracając jednak do fabuły widowiska… Głównym punktem programu w dalszym ciągu jest sport oraz akrobatyczne popisy, jednak różnią się w pewnym stopniu motywacje bohaterów. W pierwowzorze chodziło o bunt przeciwko systemowi, który ograniczał człowieka, w remake’u natomiast jest mowa o 8 próbach Ozakiego, a te podszyte są walką o ochronę środowiska. O ile sama ideologia rzeczonego pana wydaje się dosyć interesująca i sama w sobie jest niezłym pomysłem na zawiązanie akcji, to wraz z rozwojem filmu traci na znaczeniu przechodząc w swego rodzaju ekoterroryzm – szkoda tutaj zmarnowanego potencjału. Ponadto niektóre próby zostały przedstawione w krótkich retrospekcjach i niedostatecznie wyjaśnione. W związku z powyższym oryginalne pomysły Kurta Wimmera szybko zostają spłycone i przykryte znanymi do bólu motywami i schematami. Podsumowując, fabuła jest po prostu zbyt powierzchniowa oraz stosunkowo mało istotna. Na plus jednakże należy zaliczyć dobre tempo akcji, a także brak dłużyzn, dzięki czemu dwugodzinna seans mija, jak z bicza strzelił.

POINT BREAK

Mocną stroną filmu są zapierające dech w piersiach efekty specjalne i widowiskowe sekwencje akcji. To, co wyprawiają na srebrnym ekranie aktorzy i kaskaderzy przechodzi ludzkie pojęcie. Produkcji można naprawdę dużo zarzucić, lecz w przypadku realizacji, montażu oraz pomysłowości sekwencji akcji, twórcy spisali się na medal. Warto po zakończonej projekcji obejrzeć materiały zza kulis „Point Break – na fali”, w których zobaczycie, ile pracy i wysiłku kosztowało ekipę uzyskanie tak imponujących i dynamicznych scen. Ponadto twórcy postawili na realistyczność swojego dzieła, w związku z czym, praktycznie zaniechali korzystania z CGI. Znamienita część filmu to czysta kaskaderka, co współcześnie jest już rzadkością. Na pochwałę zasługują także bajeczne wręcz zdjęcia ukazujące przepiękne krajobrazy – po prostu zachwycające ujęcia. Warto też wyróżnić dobrze pasujący do filmu utwór „Still Breathing„, który zgodnie z przyjętą powszechnie praktyką został puszczony tylko podczas końcowych napisów, co jest zupełnym nieporozumieniem w wypadku remake’u „Point Break”.

Point Break (5)

Znacznie gorzej wypada obraz od strony aktorskiej. Początkowo na ekranie po prostu nie iskrzy. Aktorzy grają wedle ściśle ustalonych schematów i regułek; zupełnie bez serca czy krzty improwizacji oraz własnej interpretacji odgrywanych przez nich postaci. Wynikiem tego są bezpłciowi bohaterowie, których losy są widzom nadzwyczajnie obojętne. Szczęśliwie sytuacja diametralnie odmienia się na korzyść obrazu po upłynięciu pierwszej godziny seansu, a dokładniej rzecz ujmując, po zaliczeniu przez Utaha jego pierwszej próby Ozakiego. Od tego momentu aktorzy w końcu biorą swoje role we własne ręce – przestają być melancholijnymi kukiełkami na sznurkach, za które non-stop pociągają producenci filmu – i z dużym powodzeniem udaje im się tchnąć życie w niezmiernie słabo zarysowane i rozpisane przez scenarzystę produkcji postacie. Dzięki temu akcja nabiera tempa, każdemu kolejnemu wyczynowi towarzyszy coraz większe napięcie, a „Point Break – na fali” przybiera dramatycznego posmaku, szczególnie w minutach poprzedzających finał przygodowego widowiska.

Point Break (6)

Druga część obrazu opiera się praktycznie w całości na relacji Utah-Bodhi, która z początkowej fascynacji przeobraża się w zażartą konfrontację. Obaj aktorzy dają tutaj sto procent swoich umiejętności, a odgrywane przez nich postacie przestają być obojętne widzom i bez znaczenia dla dzieła. Bohaterowie również zmieniają swoje początkowe stanowiska. Bodhi z pewnego rodzaju idealisty walczącego o dobry natury staje się pozbawionym skrupułów szaleńcem, opacznie rozumiejącym słowa dawnego mentora – Ozakiego. Utah natomiast ze spokojnego, zdystansowanego i ambitnego sportowca zmienia się w żądnego zemsty agenta zdolnego do sięgnięcia po najbardziej bezlitosne rozwiązania. O niewątpliwie dobrych umiejętnościach aktorskich Édgara Ramíreza i Luke’a Bracey’a świadczy, chociażby jedna scena – spotkanie obu panów na dworcu kolejowym. To, co dzieje się na twarzach bohaterów – wachlarz najprzeróżniejszych emocji i uczuć – jest wymowniejsze niż tysiąc słów. Jak więc możecie zauważyć, aktorstwo prezentuje dość nierówny poziom, za co winę ponosi wyłącznie scenarzysta – Kurt Wimmer, a zatem kiepsko zarysowane postacie, a nie utalentowana kadra. Ostateczny odbiór pogarsza ponadto zestawienie remake’u z oryginałem, w którym Patrick Swayze dosłownie błyszczał na ekranie, (Édgar Ramírez nie dał rady zbliżyć się do poziomu wspomnianego aktora), Keanu Reeves zaś stanowił solidne zaplecze (w tym akurat wypadku można by polemizować, czy Luke Bracey nie wypadł czasem lepiej w roli Utaha, niż rzeczony przed chwilą aktor).

POINT BREAK

„Point Break – na fali” to zasadniczo powtórkowy i trochę zbędny remake, który w zestawieniu z pierwowzorem wypada dość blado. Nie można mu jednak odmówić naprawdę solidnego wykonania, rewelacyjnych efektów specjalnych i zapierających dech w piersiach sekwencji akcji. Czy warto zatem marnować swój cenny czas na odmłodzoną wersję klasycznego akcyjniaka z Patrickiem Swayzem i Keanu Reevesem w rolach głównych? Odpowiedź na postawione pytanie zależy od indywidualnych oczekiwań i kinowych doświadczeń każdego widza. Jeśli szukacie wypchanego po brzegi nieprzerwaną akcją obrazu, w którym fabuła stanowi tło, to nie mogliście lepiej trafić. Film Ericsona Core’a to nic innego jak niezobowiązujące kino sensacyjne zapewniające relaks po całym dniu męczącej pracy. I z takiej też perspektywy oceniam tę produkcję – to całkiem niezłe kino rozrywkowe, o którym jednak dość szybko zapomnicie.

„Point Break – na fali” reż. Ericson Core – ocena Movies Room to: 60/100

Point Break - plakat

 

Redaktor

Miłośnik kina akcji lat 80., produkcji młodzieżowych oraz wysokobudżetowych filmów przygodowych, fantasy i science-fiction. Widz szczególnym podziwem darzący oldskulowe animacje, a także pełne magii i wdzięku obrazy Disneya. Ukończył Politechnikę Gdańską i z wykształcenia jest specjalistą w dziedzinie szeroko pojętej chemii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nowe technologie

Wejdź do świata nowych technologii na: Tech-Room logo
Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?