Ben 10 kontra wszechświat: Film – recenzja.

Ben 10 przeszedł spory kawał drogi od swego debiutu na ekranach telewizorów w 2005 roku. Właśnie ta, pierwotna wersja animacji, umilała mi dzieciństwo wraz z innymi hitami Cartoon Network – Johnnym Bravo, Atomówkami czy psem Chojrakiem. Od premierowego odcinka przygód Bena serialu minęło 15 lat. Ja z bajkami nie mam już za wiele wspólnego, ale Ben 10 niezmiennie bawi kolejne pokolenie dzieciaków.

Zazwyczaj zmiany w szacie graficznej czy ogólnym klimacie historii, które twórcy stosują względem animacji uznawanej w niektórych kręgach za kultową, jeszcze przed premierą spotykają się ze sporą dezaprobatą. Świetnym przykładem jest tu casus Scoobiego-Doo, Młodych Tytanów czy właśnie Bena 10. Wszystkie te bajki przechodziły w mniejszym lub większym stopniu bardzo drastyczne zmiany kreski czy tonu opowieści. I niemal we wszystkich przypadkach, główne (a może jedyne) głosy krytyki pochodziły od starych pryków, którzy bajek nawet nie oglądają. Zmiany stylu w takich markach są potrzebne i powiem nawet więcej – zarówno Wyluzuj, Scooby-DooMłodzi Tytani: Akcja jak i reboot Bena 10 są bardzo udanymi produkcjami. Innymi, niż swoje pierwowzory, owszem, ale – wciąż – udanymi.

Zobacz również: TOP 10 – Najlepsze filmy dla dzieci na HBO GO

Prawdopodobnie dlatego właśnie, że nowy Ben 10 jest udany, powstała recenzowana tu produkcja. Bardziej może pełnometrażowy odcinek, niżeli film. Ben 10 kontra wszechświat: Film skupia się na wydarzeniach z przeszłości bohatera, które powracają ze zdwojoną mocą, doprowadzając do wielu nieszczęśliwych wypadków na całej Ziemi. Ben zmuszony jest podjąć heroiczną walkę i udać się w  międzygalaktyczną podróż. W międzyczasie kuzynka Gwen i dziadek Max współpracując z Kevinem połączą swoje siły, by bronić planetę pod  nieobecność chłopca. Sytuacja wymyka się spod kontroli, gdy Młody Tennyson będzie musiał sprostać kolejnym kosmicznym wyzwaniom. Chłopiec postara się znaleźć sposób, na to jak bezpiecznie wrócić na Ziemię, by pomóc ją uratować.

Zobacz również: Crash Bandicoot 4: Najwyższy Czas – recenzja gry. Powrót Jamraja!

Jeśli nie mieliście styczności z tym uniwersum w ostatnich 5-10 latach, a z ciekawości włączycie pełnometrażowego Ben 10, możecie poczuć się lekko skołowani. Jak mówiłem, w 2016 roku światło dzienne ujrzał pełen reboot serii, a co za tym idzie sporo rzeczy zostało zmienionych względem oryginalnej historii. Sama bajka skierowana jest raczej do niewymagającej, najmłodszej widowni. I dla nich, produkcja ta powinna sprawdzić się idealnie. Sporo tu akcji, fajnie wyglądających potworków czy głupkowatego (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) humoru. Całość jest też okraszona cennymi lekcjami i morałami. Miałem również nieodparte wrażenie, że twórcy czerpią sporo inspiracji z kilku kultowych produkcji, takich jak Star Wars Dragon Ball. Być może jednak, to wyłącznie powielanie przemielonych schematów, które w popkulturze (a w szczególności w bajkach) występują już do porzygu.

Czy dobrze się bawiłem podczas seansu Ben 10 kontra wszechświat: Film? Gdybym znowu miał 10 lat, bawiłbym się pewnie o wiele lepiej. Niemniej, to dość standardowa produkcja, która bazuje na znanych z tysiąca innych filmów kliszach. Spełnia jednak swoje zadanie celująco – zapewnia sporą dawkę rozrywki najmłodszym widzom.

Zastępca Redaktora Naczelnego
Więcej informacji o
,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?