Chadwick Boseman: Portret artysty – recenzja krótkometrażowego dokumentu Netflixa

Postać znana prawie każdemu fanowi kinematografii. Można powiedzieć, że był niepowtarzalny. Człowiek, który jak sama nazwa filmu mówi – był artystą. Nie można odmówić tego, że Chadwick Boseman był naprawdę dobrym aktorem. Jego role jako Levee w Ma Rainey: Matka bluesa czy T’Challa w Czarnej Panterze zapadły ludziom w pamięć na bardzo długo. Chadwick Boseman: Portret artysty przedstawia nam jednego z najautentyczniejszych aktorów w historii.

Po śmierci znanej osoby zazwyczaj wypuszcza się książkę bądź film dokumentalny o jej życiu. Mieliśmy tak na przykład po śmierci Lemmy’ego Kilmistera, bo dostaliśmy książkę Lemmy, mieliśmy tak po śmierci Stana Lee (Stan Lee: Człowiek Marvel) i tym razem Netflix podał nam na tacy dokument o życiu Bosemana. Śmierć Chadwicka przyprawiła mi dreszcze na plecach, gdyż aktor zmarł nagle dzień po moich urodzinach. Byłem wielkim fanem Czarnej Pantery i serio zrobiło mi się przykro, gdy Marvel potwierdził, że aktor nie żyje. Niestety, życie toczy się dalej. Trzeba wstać i otrzepać się z wydarzeń przeszłości. Niemniej jednak ludzie tęskniący za Chadwickiem, mogą obejrzeć przez jeszcze kilka dni tenże dokument, który swoją drogą mógłby być lepszy.

Sam film chce przedstawić nam Chadwicka Bosemana jako prawdziwego artystę. Nie człowieka, który odgrywa rolę. Człowieka, który chce nam przekazać w tych rolach cząsteczkę siebie. Prawdziwe emocje pokazane w tym filmie dają nam duszę tego artysty. Aktor – to był po prostu zawód. Tutaj jest coś więcej niż tylko odegranie roli. Fajnym przykładem jest to, że pokazano nam scenariusz do Ma Rainey: Matka bluesa, gdzie Chadwick zapisywał sobie różne notatki, by bardziej pokazać emocje. Jest to przykład człowieka, który przykłada się do tego co robi i nie chce zawieść swoich fanów. Czy w odgrywaniu roli można być autentycznym? Oczywiście, że tak. Dodatkowo wybrano wspaniałe postacie, które pojawiły się w życiu aktora. Spike Lee, Glynn Turman, a także Viola Davis, którzy w znacznym stopniu odznaczyli piętno w życiorysie Chadwicka Bosemana.

Niestety bolesnym dla mnie jest to, że film jest taki krótki. Niby jest wszystko, co chcieliśmy wiedzieć o artyście, lecz czułem wielki niedosyt. Dodatkowo czułem się strasznie dziwnie, bo sam montaż wyglądał strasznie dziko. Wyglądało to troszkę jak zlepek fragmentów wypowiedzi, które ktoś kiedyś powiedział o nim, ale nie były nagrane specjalnie pod ten film.

Chadwick Boseman

kadr z filmu Chadwick Boseman: Portret Artysty/Ma Rainey: Matka bluesa

Zobacz również: Miłość i potwory – recenzja filmu Netflixa. Nie taki zły ten koniec świata

Niemniej jednak dowiadujemy się bardzo ciekawych rzeczy na temat artysty. Odnośnie tego jak podchodził do swojej pracy, jak wyróżniał się na studiach aktorskich. On po prostu chłonął teatr. Nie jest to zły dokument, ale jest zdecydowanie za krótki i zbyt „dziki”. Lepszy montaż, więcej ciekawostek na temat Chadwicka Bosemana i więcej ludzi, którzy z nim współpracowali. Naprawdę zachłysnąłem się jego postacią i film podobał mi się. Troszkę smuci znikoma ilość wiadomości odnośnie Czarnej Pantery, gdyż wydaje mi się, że ta rola przyniosła mu największą sławę. Film godny polecenia. Spoczywaj w pokoju, Chad.


Ilustracja wprowadzenia: Netflix

Dziennikarz

Geek, student, audiofil. Zbieram komiksy i płyty winylowe. Poza filmami, kocham także muzykę. Wierny fan X-Men, Scarlett Johansson, Elizabeth Olsen czy Anyii Taylor-Joy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nowe technologie

Wejdź do świata nowych technologii na: Tech-Room logo
Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?