A Plague Tale: Innocence – recenzja. Szczury, szczury, wszędzie szczury!

XIV-wieczna Francja, zaraza, śmierć, stada szczurów, a w tym wszystkim dwójka rodzeństwa walcząca o życie – tak pokrótce prezentuje się historia nowej gry od francuskiego Asobo Studio. Jednak ciekawe realia i historia to nie wszystko, czym może chwalić się A Plague Tale: Innocence – gra to też niezwykle wciągająca rozgrywka oraz przepiękna oprawa graficzna. Zapraszam do recenzji.

Francuskie Asobo Studio nie miało jak dotychczas wielkich gier w swoim portfolio – wystarczy wspomnieć, że ich największe produkcje to między innymi The Crew, Fuel czy adaptacja animacji Pixara Ratuj (tak, to nie pierwsze spotkanie studia ze szczurami). Nie dziwi więc, że wiele osób do ambitnych planów twórców związanych z grą przygodową osadzoną w XIV-wiecznej Francji podchodziło z duża rezerwą. Przełożyło się to też na małą rozpoznawalność nowego tytułu od francuskiego studia. Na przekór wszystkim Asobo wywiązało się jednak ze swoich obietnic, dając nam nadspodziewanie angażującą gameplayowo oraz wciągającą fabularnie produkcję, która nie odstaje nawet od najgłośniejszych gier generacji.

Zobacz również: Risk of Rain 2 – wrażenia z early access. Piękno w prostocie!

A Plague Tale: Innocence przenosi nas do XIV-wiecznej Francji. Na początku poznajemy bogatą rodzinę De Rune. Nastoletnia Amicia De Rune udaje się z ojcem do na polowanie, które nie kończy się najlepiej. Ginie jej ukochany pies, wciągnięty do jamy w ziemi przez „coś”. Gdy wracają do posiadłości, zostają zaatakowani przez Inkwizycję, która za wszelką cenę chce dorwać jej brata Hugo. Wydarzenia przybierają dramatyczny obrót, a rodzeństwo musi uciekać w nieznane. Fabuła w grze pędzi od samego początku, niezwalniająca prawie wcale. Przez kilkanaście godzin rozgrywki wiele razy przyjdzie nam mierzyć się z wrogami – czy to ze wspomnianą inkwizycją, czy z niezliczonymi zastępami szczurów, które opanowały całą okolicę. Do tego na własne oczy ujrzymy, jak wyglądają skutki szerzącej się zarazy – góry rozkładających się ciał ludzi i zwierząt to tu codzienność.

Potyczki z napotkanymi wrogami nie są jednak tym, do czego możemy być przyzwyczajeni z innych produkcji. Związane jest to z tym, że nasi bohaterowie to żadni mistrzowie walki czy wyjadacze wojenni – to tylko dwójka dzieciaków, która pochodzi z dobrego domu i nie miała nigdy do czynienia z walką. Dlatego też większość czasu w grze spędzamy na unikaniu zagrożenia oraz jak najcichszym przedostawaniu się w kolejne miejsca. Twórcy w tym celu udostępniają nam kilka mechanik, które mają nam to ułatwić. Główną bronią Amicii w Plague Tale jest proca oraz kamienie. Przy ich pomocy możemy odwrócić uwagę strażników (strzelając w metalowe elementy), a także od czasu do czasu odstrzelić jakiegoś marudera, choć ta opcja zawsze jest najmniej bezpieczna.

Zobacz również: Człowiek człowiekowi wilkiem, a zombie zombie zombie – recenzja Days Gone

Z czasem w grze zyskujemy ulepszenia do naszej procy w postaci pocisków z efektami. Mamy między innymi pociski nasączone żrącą substancją, która zmuszą ustrzelonych wrogów do zdjęcia hełmu, a dzięki temu odsłaniają głowę na ataki kamieniem z procy. Mamy też pociski zapalające czy gaszące, co pomaga nam bronić się przez licznymi stadami szczurów, a z czasem wykorzystywać gryzonie do walki z inkwizycją. Im dalej posuwamy się w fabule w grze, tym więcej zdobywamy możliwości radzenia sobie z zagrożeniami i możemy kombinować, jak uporać się z wrogami oraz przejść bezpiecznie w kolejne miejsce. Przez większość czasu więc skradamy się, analizujemy otoczenie i przygotowujemy plan działania.

A trzeba przyznać, że momentami gra daje nam trudny orzech do zgryzienia. Ekran pokazujący, że nasza postać lub sojusznik zginęli, pojawia się podczas zabawy z Plague Tale zaskakująco często (nie ma się czego wstydzić przed From Software i ich serią Dark Souls). W grze nie mamy bowiem praktycznie marginesu błędu – wykrycie wiąże się ze śmiercią i przymusem zaczęcia fragmentu od początku.

A Plague Tale: Innocence

Fot. Screen z gry: A Plague Tale: Innocence

Zobacz również: Silence – recenzja. Gorzki smak baśni!

Warto wspomnieć jeszcze o chyba najważniejszych bohaterach gry – szczurach. To one odpowiadają za rozprzestrzenienie się plagi oraz w efekcie śmierci wielu ludzi. Mówiąc o szczurach w Plague Tale nie mam na myśli kilku przemykających tu czy tam, ale ogromną masę, która dosłownie wystrzeliwuje spod ziemi. W wielu miejscach pokrywają one ziemię w każdym jej fragmencie oraz pożerają wszystko, co spotkają – a zwłaszcza nieświadomego zagrożenia człowieka. Z tak ogromny zagrożeniem muszą radzić sobie nasi bohaterowie, a ich głównym sprzymierzeńcem jest ogień, którego gryzonie się boją. Podczas rozgrywki musimy więc przemykać od jednego źródła światła do drugiego.

Niestety nie wszędzie go znajdziemy, więc musimy kombinować. W jednym miejscu zestrzelimy wiszące na sznurze ciało, szczury się pożywią, a my wykorzystamy chwilę czasu i przejdziemy dalej. Innym razem wykorzystamy krótko palący się patyk, by odganiać szczury i przedostać się w bezpieczną strefę. Twórcy za urozmaicanie rozgrywki powinni dostać jakiś medal, bo mamy tu do czynienia z ogromem pomysłów, przez które nie sposób się nudzić.

A Plague Tale: Innocence

Fot. Screen z gry: A Plague Tale: Innocence

Zobacz również: We. The Revolution – recenzja. A świadek co robił podczas Rewolucji?

W kontekście szczurów w Plague Tale warto wspomnieć, jak sprawnie twórcy poradzili sobie z zaimplementowaniem tak ogromnej liczby tych zwierzątek na mapy gry. Nierzadko na ekranie pojawia się ich grubo ponad setka, a gra ani na chwilę nie traci płynności, a przecież sama gra może się pochwalić olśniewającą grafiką. W aspekcie technicznym tak mało doświadczone studio w tego typu grach poradziło sobie na szóstkę z plusem.

No właśnie, A Plague Tale: Innocence wygląda przepięknie! Gra zapiera w dech w piersi już od pierwszych minut, gdy spokojnie spacerujemy po lesie. Prawdziwe piękno pokazuje jednak trochę później, gdy przenosimy się do miasta czy terenów podmiejskich. Widok zabudowań skąpanych w płomieniach szerzącego się ognia, na tle nocnego niema z ogromnym księżycem w tle – obok tego nie sposób przejść bez zatrzymania (mimo że ciągle mamy na plecach inkwizycję). Bardzo dobrze prezentują się także bohaterowie, których przedstawiono z dbałością o najmniejsze szczegóły. Do tego dochodzą fajne designy, jak dowódcy Inkwizycji ukrytego za żelazną maską z wielkim krzyżem na środku.

Plague Tale może pochwalić się naprawdę dobrze napisanym bohaterami. Mamy Amicię postawioną w trudnej sytuacji, która musi zająć się pięcioletnim bratem Hugo i jeszcze uporać się z jego tajemniczą chorobą. Podczas naszej kampanii napotkamy też sprzymierzeńców, a każdy z nich ma swoje charakterystyczne cechy, które skłonią nawet do poświęcenia życia. Dobrze prezentują się także antagoniści w postaci Inkwizycji. Wspomniany wcześniej dowódca to prawdziwy twardziel, z którym nie sposób się mierzyć bezpośredniej walce. Mamy też rządzącego Wielkiego Inkwizytora, który ze swoimi szalonymi zapędach prezentuje się wyśmienicie. W Plague Tale można przyczepić się tylko do angielskiego dubbingu, który brzmi trochę sztucznie, gdy aktorzy głosowi próbują naśladować francuski akcent.

Zobacz również: Sekiro: Shadows Die Twice – recenzja, pot i łzy

A Plague Tale: Innocence mimo prawie zerowego marketingu okazał się być perełką, obok której nie można przejść obojętnie. Pięknie prezentuje się XIV-wieczna Francja, która zachwyca za sprawą obłędnej oprawy graficznej. Nie można powiedzieć złego słowa również o zaprezentowanej tu fabule – ta mimo prostej formuły zdecydowanie wypada pozytywnie. Wisienką na torcie w Plague Tale jest jednak rozgrywka, która angażuje i nie daje się nudzić ani przez chwilę. Jeśli macie dość otwartych światów, a szukacie przede wszystkim dobrej historii z ciekawym gameplayem, to w tej chwili przestańcie. Plague Tale da wam to wszystko z nawiązką.

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Dziennikarz

Zawodowy kanapowiec, którego siłą trzeba powstrzymywać przed obejrzeniem kolejnego odcinka serialu. Wieloletni fan kina azjatyckiego - żaden łamiący prawa fizyki chiński wojownik czy wytatuowany japoński gangster nie jest mu straszny. Podczas wypadu do kina ze znajomymi nie pogardzi również dobrym filmem superbohaterskim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?