Anthem – recenzja zakuta w zbroje

Niestety, gameplay w Anthem cierpi na jedną, okropną i bardzo poważną chorobę – EKRANY ŁADOWANIA. One są po prostu wszędzie. Podczas wykonywania jednej misji możemy zostać nawet kilkukrotnie wczytani do jakiś pomniejszych pomieszczeń. Odseparowana jest nawet strefa, w której gracze mogą spotkać się pomiędzy ekspedycjami od tej, w której prowadzony jest główny wątek fabularny. Na samym początku nie wydaje się to być dużym problemem, jednak przy dłuższej rozgrywce można poczuć, jak dużo gra traci ze swojej dynamiczności.

Zobacz również: Nowy zwiastun Power Rangers: Battle for the Grid!

Javeliny – szykownie do boju

Najlepszą rzeczą, jaka spotkała mnie w Anthem, są zdecydowanie same Javeliny. Ich wykonanie i ogólny pomysł jest świetny. Każdy z nich się diametralnie różni pod względem wyglądu i postury, a dodatkowo BioWare udostępnia dość spory wachlarz personalizacji. Możemy wybrać jakiego  koloru mają być elementy naszego pancerza, jakie mają mieć rysunki, a nawet z jakiego materiału powinny być wykonane. Wszystko to sprawia, że możemy bardzo szykowanie wyruszyć do boju i wyróżnić się na tle innych Freelancerów. Brakuje tutaj jeszcze trochę więcej wyglądów, które mogłyby przybrać elementy pancerza, ale to jest raczej kwestia kilku patchy – o ile oczywiście takie w ogóle będą mieć miejsce.

Anthem

Fot. mat. prasowe

Śmierdzi malizną 

Niestety, endgame w produkcji od studia BioWare trochę mija się z celem. Gra od samego początku twardo i jasno mówi o tym, ze chce być rozwiniętym multyplayerem, w którym od groma rzeczy gracz może wykonywać. W rzeczywistości to wygląda zupełnie inaczej. Po zakończeniu wątku fabularnego możemy przemierzać otwarty świat, w którym co jakiś czas zaskoczą nas zdarzenia losowe, całość do złudzenia przypomina swobodną rozgrywkę z Destiny i jest równie średnio wciągająca. Inną opcją są Fortyfikacje, które może i są ciekawe, ale jest ich zaledwie trzy, z czego jedną wykonujemy w ramach misji fabularnej.

Anthem posiada również system reputacji, a także Sojusz, który nagradza graczy za regularną aktywność, jednak jedno i drugie jest zwyczajnie związane z monotonnym powtarzaniem tych samych aktywności. Grunt powiedzieć, że endgame w Anthem nie zabierze wam kilku godzin z życia dziennie, może nawet nie tygodniowo…

BioWare, dlaczego?

Podsumowując w kilku słowach, Anthem wyszedł zbyt szybko. Gameplay i pomysł na tą produkcję jest na prawdę ciekawy, jednak samo wykonanie zewsząd uwydatnia cięcia w czasie. Gra zwyczajnie wygląda jakby ktoś nagle wpadł do studia BioWare i nie patrząc na nic krzyknął, że jutro premiera. Ekrany ładowania łatają poszczególne lokacje, fabuła tak jakby chciała trochę być rozwinięta, ale nagle zostaje urwana i skończona, dużo glitchy bugów i na domiar złego nie przemyślany system lootwania i zbierania przedmiotów… Gdyby tak tylko poświęcić jeszcze może z pół roku tej produkcji i dopieścić ją, to moglibyśmy tutaj mówić o hicie tego roku, jednak wyszło, jak to EA ma ostatnio w zwyczaju – słabo.

Ilustracja wprowadzenia: mat. prasowe

Dziennikarz

Zagorzały fan fantasy, szeroko pojętego gamingu oraz student w jednym.

Więcej informacji o
, ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Bartchi pisze:

Gra się mega. No i cena w media expert mnie przekonuje

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?