Advertisement
banner

Beat Cop – recenzja. Gliniarzem być to nie prosta sprawa

Lata 80., na ulicach czarne, narkotykowe gangi ścierają się z włoską mafią, a nad tym wszystkim musi zapanować jeden glina – Jack Kelly, były detektyw zdegradowany do roli szarego stróża prawa. To właśnie jego losy poznamy w Beat Cop i na własnej skórze przekonamy się, że życie policjanta to nie lada wyzwanie.

Beat Cop może wydawać się produkcją, w której większość czasu spędzimy na patrolowaniu jednej ulicy i wlepianiu mandatów, ale czy na pewno? Mimo, że z początku tytuł może wydawać się nieciekawy, a wręcz nudny, wcale taki nie jest, bo gdy tylko zagłębimy się w grę, ciężko jest się od niej oderwać.

Zobacz również: Dark Souls Remastered – recenzja gry o umieraniu

Fabuła Beat Cop, z początku wydawała się nie grać tu roli ważnej, ot prosta historia o policjancie, z drobną tajemnicą w tle. Jednak w miarę jej rozwoju, poznawaniu kolejnych faktów, szukania informacji na własną rękę u lokalnych sklepikarzy, a także członków gangów i mafii, staje się ona czymś naprawdę interesującym. Intryga jest świetnie napisana i pomimo małych uproszczeń, gdy zacząłem poznawać coraz więcej szczegółów, kto mówi prawdę, a kto szuka w naszej tragedii własnego interesu, śledziłem ją z realnym zainteresowaniem.

Najlepsze okazują się jednak być drobne historie lokalnych mieszkańców patrolowanego przez nas rewiru. Nie chcę za wiele spoilerować, ale nie braknie tu wątków poważnych, jak patologie społeczne, przemoc domowa, czy uzależnienie od alkoholu i narkotyków, a także mnóstwa opowieści humorystycznych: od krótkich anegdot naszych kolegów z policji podczas porannych apeli, poprzez robacze perypetie właścicielki jadłodajni, aż po werbowanie aktora do filmu dla dorosłych. Wszystko to okraszone jest genialnymi, pełnymi bluzgów i często przezabawnymi dialogami

fot. screen z gry Beat Cop

Zobacz również: The Division 2 – recenzja. Jak tu nie lubić strzelanek TPP?

Świetny jest też klimat gry. Wylewające się zewsząd nawiązania o filmów gangsterskich i policyjnych z lat 80. są nie lada gratką dla miłośników tego typu kina. Easter eggów jest tu mnóstwo, jeśli ktoś lubi wyłapywać przeróżne niespodzianki przygotowane przez twórców, to w Beat Cop dostanie tego pod dostatkiem. Bohaterowie poboczni są fantastyczni. Jedni rozwinięci bardziej, inni mniej, jednak obcowanie z kolegami z komisariatu i mieszkańcami naszego rewiru sprawiło mi dużo przyjemności, do czego przyczyniły się również, wcześniej wspomniane dialogi oraz mini historyjki. Jest w tej małej ulicy coś co przyciąga, dzięki czemu chce się tam przebywać jak najdłużej i coraz bardziej poznawać perypetie jej lokalnej społeczności.

Dobrą robotę robi także oprawa wizualna, która mimo dużej prostoty świetnie oddaje klimat produkcji. Podobnie jest ze ścieżką dźwiękową, która bardzo umila obcowanie z tytułem i nieraz zdarzyło mi się nucić pod nosem jakąś melodyjkę podczas wlepiania mandatów.

fot. mat. prasowe

Zobacz również: One Piece: World Seeker – recenzja gry z ogromnym, nie do końca wykorzystanym potencjałem!

Rozgrywka w Beat Cop nie jest zbyt skomplikowana, dostajemy po prostu parę zadań, które musimy w danym dniu wykonać, aby otrzymać wynagrodzenie. W większości jest to wypisywanie mandatów, czy poszukiwanie podejrzanych samochodów lub postaci. Esencja tkwi jednak w zadaniach pobocznych oraz utrzymywaniu dobrych relacji równocześnie z mafią, policją oraz gangiem. Gra ma kilka różnych zakończeń, a nawet może zakończyć się przedwcześnie, np. poprzez śmierć bohatera, gdy podpadniemy którejś z frakcji. Dokonywanie wyborów pomiędzy lojalnością policji, a pomocą mafii lub gangowi, które nieraz zaoferują nam dużo więcej niż nasi pracodawcy, jest czasem naprawdę trudne. Mały problem pojawia się jednak, gdy w danym dniu wypełnimy wszystkie zadania poboczne, wyrobimy normy mandatowe i przez pozostały czas pozostaje nam szwędać się bezcelowo po rewirze, co może czasem wydać się nużące.

fot. mat. prasowe

Zobacz również: LEGO Przygoda 2 Gra wideo – recenzja. Klockowa apokalipsa w kosmosie!

Podsumowując, Beat Cop nie jest tworem idealnym, lecz mimo wszystko, ciężko znaleźć równie wciągającą i przyjemną, a zarazem tak prostą w założeniach grę. Ciekawa fabuła i postacie, genialne dialogi, solidny gameplay oraz przyjemna dla oka i ucha oprawa audio-wizualna tworzą z tej produkcji coś naprawdę świetnego. Co prawda nie znajdziemy tu niesamowicie widowiskowej akcji, pościgów, czy strzelanin w których krew leje się gęsto, jednak nie o to tu chodzi. Życie zwykłego, szarego gliny może i nie obfituje w takie atrakcje, ale samo w sobie ma dużo ciekawych rzeczy do zaoferowania.

Recenzja oparta o wersję na PlayStation 4.

Ilustracja wprowadzenia: mat. prasowe

Dziennikarz

Miłośnik wysoko budżetowego kina, gier, anime, seriali, a także maniak Gwiezdnych Wojen. Na Fb do znalezienia na stronie Popkulturysta 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?