Advertisement Advertisement
banner

Beat Saber – recenzja gry o… perkusistach Jedi?!

Co by powstało, gdyby tak połączyć Trona, dodać szczypty Gwiezdnych Wojen i dużą łyżkę Guitar Hero? Nie musicie się długo głowić nad odpowiedzią, bo oto w sukurs przybywa Beat Games z grą rytmiczną Beat Saber. Gra rytmiczna – brzmi niewinnie, nieprawdaż? Nic bardziej mylnego! Ten tytuł to na utworach o wyższym poziomie trudności prawdziwe wyzwanie!

A wyzwania to zdecydowanie coś, co gamingowe tygryski lubią najbardziej. Beat Saber zadebiutował na PS4 w listopadzie ubiegłego roku, premiery na PC jeszcze nie ogłoszono. Gra w swojej koncepcji nie jest niczym skomplikowanym. Ot, uzbrojeni w gogle VR oraz kontrolery w obu dłoniach (lub jeden kontroler, jeśli ktoś jest kreatywny i ma sentyment do Dartha Maula!) wybieramy interesujący nas utwór muzyczny. Przeważnie w ciągu kilku sekund, tj. podczas trwania intra, mamy chwilę, żeby wczuć się w rozkręcający się utwór i ilość uderzeń na minutę. Warto też się przeżegnać, jeśli jest się jegomościem, któremu trening cardio nie jest znajomy… O co chodzi? To przybliży Wam JoshDub, istny przekocur w kwesti Beat Sabera.

Gdy intro się skończy to już nie ma przebacz. W naszą stronę pędzą neonowe bloczki, które mamy za zadanie przeciąć w odpowiednim momencie, używając kontrolerów. Odpowiednio tego dzierżonego w prawej lub lewej dłoni, zależnie od koloru bloczka. Bułka z masłem! Och… Zapomniałem wspomnieć, że bloczki wędrują po 12 torach, tj. na 4 różnych szerokościach i 3 wysokościach, zdarzają się takie, których mamy nie ruszać. Musimy także przeciąć każdy z nich wzdłuż określonej symbolem płaszczyzny – nie tylko wertykalnie lub horyzontalnie, co warto nadmienić. Są także przeszkody od których z dala musimy trzymać nasze wirtualne ostrza. Byłbym zapomniał także o ścianach, których musimy unikać kucając lub robiąc zejście na prawo lub lewo. Ale poza tym prościzna!…

fot. screen z gry Beat Saber (2018)

Zobacz również: Metro Exodus – recenzja postapokaliptycznej rewelacji

I właśnie te elementy gry to coś, co czyni ją tak wyjątkową i wciągającą. Współzawodnictwo oraz ogromna baza utworów, którą rozwijają także gracze, napędza ten tytuł. A co najważniejsze – Beat Saber to kolejna z tych ekscytujących gier, które rozwijają. Nie tylko koordynację – a więc stricte mózg, skłaniając go do zaadaptowania nowych schematów ruchowych. Ta gra rozwija ciało – kilka minut energicznego machania rękami według rytmu przypomina nieco trening z linami (battle rope), mimo znacznie mniejszego obciążenia – liny mają swój ciężar, znaczny w porównaniu do kontrolera. Gra rozwija także wydolność oddechową – bez właściwego oddychania nie powinno dziwić wymiękanie w połowie wymagającego utworu. No i nogi – niczym w boksie, gdzie cios wychodzi począwszy od stóp, poprzez kolana, obręcz biodrową, centrum, bark i dłoń, tak i tutaj praca nóg i reszty ciała względem nich jest bardzo istotna. Wniosek? Jeśli chcesz być choć trochę jak Muhammad Ali – zacznij od Beat Sabera

fot. screen z gry Beat Saber (2018)

Na pochwałę zasługuje intrygujący, neonowy styl graficzny. Podróżujemy bezkresnym torem w kierunku czegoś co można nazwać portalem. Wszystko jest dynamiczne, a ciemność i neony, tak uwielbiane przez fanów Trona, to coś co nas zewsząd otacza. VR sprawia, że wsiąkamy bez reszty w grę, chcąc być jak najlepszym, jednocześnie bawiąc się w  rytmie ulubionych utworów muzycznych. No i ze względu na aktywizację ruchową, jakiej wymaga gra, nikt już nam nie powie wstałbyś w końcu od tego ekranu, poruszałbyś się trochę!

fot. screen z gry Beat Saber (2018) użytkownika Twittera – @FlashJomm

Zobacz również: Resident Evil 2 – remake prawie że idealny

Reasumując – Beat Saber to klimatyczna gra, która w atrakcyjny sposób rozwija ciało i umysł. To sprawia, że sięgać po nią mogą zarówno dojrzali gracze jak i młodzi fani VR-owej imersji. Twórcy zadbali o to, by nie mogła się szybko znudzić – gracze kreują ją na bieżąco, co sprawia, że gra żyje tak długo jak jej fani. Powoduje to, że nie będzie z całą pewnością atrakcją na jeden sezon. Pomysł jest podany w zachęcającej graficznie formie, a to jak bardzo energetyczny jest ten tytuł wiedzą tylko ci, którzy grali. Wszystkich pozostałych – z całą odpowiedzialnością – mogę zachęcić do poprawienia tego błędu. A więc kontrolery w dłoń i do boju!

Grę mogliśmy dla Was przetestować dzięki uprzejmości PlayStation Polska. Serdecznie dziękujemy!

Ilustracja wprowadzenia: materiały promocyjne

Mały, szary człowiek. Tak podsumowałby go pewnie Adam Ostrowski. Albo też "bardzo dziwny, zaczarowany chłopiec" jak zrobiłby to Nat King Cole. Niepoprawny politycznie obserwator współczesności - świata, kina, książek i gier wideo.

Więcej informacji o
, ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Pixi pisze:

Beat Saber jest na PC, na steamie można go znaleźć…

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?