Brawlout – recenzja piekielnie szybkiej bijatyki

Gatunek platformówkowych bijatyk nie jest mocno eksploatowany na rynku elektronicznej rozrywki. Największym przedstawicielem tego typu gier bez wątpienia jest seria Super Smash Bros., której kolejna odsłona ukaże się na rynku jeszcze w tym roku. Jest to jednak tytuł na wyłączność Nintendo, w co więc mają grać posiadacze innych platform? Z pomocą przychodzi firma Angry Mob Games, która stworzył Brawlout, pretendenta do miana uzyskania tytułu najlepszej bijatyki typu brawl.

Zobacz również: Pro Evolution Soccer 2019 – recenzja kopanki lepszej niż kiedykolwiek, ale…

Gdy słyszymy o bijatykach to automatycznie na myśl przychodzą serie takie jak Mortal Kombat, Tekken czy Street Fighter. Na rynku jednak jest dostępny cały podgatunek tzw. brawl, w których to przeciwnicy mierzą się na dwuwymiarowych planszach przypominających te dostępne w najlepszych platformówkach. Głównym zadaniem gracza nie jest pokonanie przeciwnika poprzez zmniejszenie jego paska zdrowia, a poprzez wypchnięcie go z areny. Jednym z najbardziej znamienitych przedstawicieli tego gatunku jest bez wątpienia seria Super Smash Bros.

Brawlout w odróżnieniu od swojego największego konkurenta jest tytułem multiplatformowym. Zagramy w niego na komputerze, konsolach obecnej generacji oraz na Nintendo Switch. Jest to pierwsza gra typu “brawl” dostępna na tą platformę, co stanowi duży atut. Co najważniejsze to to, że twórcy garściami czerpali inspirację od swojego konkurenta i nawet się z tym nie kryją. Producenci Brawlout prowadzili wiele konsultacji z największymi fanami Super Smash Bros. notując ich każdą sugestię co do tego jak stworzyć jak najlepszy produkt.

Brawlout

Zobacz również: Marvel’s Spider-Man – recenzja świetnej, superbohaterskiej gry!

Wszystkie te zabiegi przyniosły zamierzony skutek. Gra w kilka dni od premiery rozeszła się w liczbie kilkunastu tysięcy sztuk, co jak na niezależne studio, które wydaje tytuł w dość niszowym gatunku jest wynikiem wręcz fenomenalnym. Brawlout pomimo tego, że stara się wiernie naśladować sukces przedstawiciela tego gatunku od Nintendo, nie jest jego wierną kopią. Tytuł posiada swoją własną tożsamość, która pomimo podobieństwa – odróżnia go od konkurencji.

W recenzowanej produkcji brakuje pewnych dobrze znanych graczom ruchów, co mocno przekłada się na taktykę działania podczas starć. Mowa tutaj o bloku oraz rzucie – dwóch podstawowych defensywnych ruchów. Przez to, gra stale wymusza na grającym ofensywne działanie, które przekłada się na dynamikę starć. Bo trzeba sobie powiedzieć, że dynamiczne to one są… BARDZO! Czasem nawet tak bardzo, że momentami grający traci orientację i nie wie co się właśnie dzieje na ekranie. Wytrącenie się z rytmu starcia to jak zachęta dla przeciwnika chodź i pokonaj mnie, gdyż nasi rywale tylko czyhają na to, aż przystaniemy na jednej z platform, aby zorientować się w sytuacji. Kolejną ciekawą mechaniką jaką zaimplementowali twórcy jest procentowa wartość wrażliwości na ciosy. System ten działa na zasadzie, że im więcej ciosów otrzymamy, tym dalej odlatujemy po otrzymaniu uderzenia. Powoduje to, że w pewnym momencie z areny można wylecieć po zwykłym “sierpowym”. Jest to kolejny przykład na to, jak bardzo dynamiczna jest ta produkcja. W pewnym momencie starcia ciosy są tak mocarne, że uderzenia potrafią przerzucać postacie na drugi kraniec planszy.

Brawlout

Zobacz również: Zagrajmy w to jeszcze raz – The Last of Us: Remastered

Ta piekielnie szybka bijatyka wydaje się tytułem wręcz idealnie stworzonym do kanapowej rozgrywki. Wprawdzie gra oferuje dużo możliwości zabawy, od tradycyjnych pojedynków jeden na jeden z komputerem po wielkie turnieje rozgrywane online. Żaden jednak inny tryb nie oferuje tyle zabawy co wspólne pojedynki ze znajomymi, którzy siedzą obok nas.

Tutaj jednak ujawnia się największa wada Brawlout. To co sprawia, że jest to genialna produkcja do zabawy z innymi, pogrąża ją jako gra dla jednej osoby. Jeśli nie mamy z kim powalczyć, to gra szybko się znudzi. Przyczyn tego stanu rzeczy jest kilka. Dla mnie największym minusem jest mała liczba grywalnych postaci. Jest ich raptem osiem (serio… tylko osiem?!). Jak na bijatykę, która chce konkurować z największymi rekinami na rynku, liczba ta wydaje się mizerna. Każda z dostępnym postaci jest unikatowa, a grania nimi trzeba się uczyć wręcz za każdym razem od nowa. Nie pomaga także fakt, że do odblokowania jest dużo skórek zmieniających wygląd postaci, których odblokowanie wymaga potężnego i męczącego grindu. Za ukończenie całej wieży w stylu znanym z Mortal Kombat nie jesteśmy w stanie kupić chociaż jednej. Nie uda się tego zrobić także po zakończeniu drugiej wieży… ani trzeciej. Dodać należy również, że odblokowywanie nowych wdzianek dla walczących stworów to jedyny realny wyznacznik progresu w grze.

Brawlout

Brawlout to bez dwóch zdań bardzo ciekawa produkcja. Dostarcza całą masę zabawy, szczególnie w starciu ze znajomymi. Ciekawa grafika i widowiskowe walki tylko dodają nieziemsko szybkim walkom pikanterii. Mała liczba grywalnych wojowników niektórych zniechęci, a dla niektórych będzie to plus. Każda z postaci to unikalny styl grania, więc na pewno na nudę nie ma co liczyć. Jednak produkcja nie ma wiele do zaoferowania dla osób szukających zabawy dla pojedynczego gracza. Nawet tryb online został okrojony tylko do starć 1vs1 co w dużym stopniu wypacza istotę starć typu brawl. Tytuł jest za to idealny jako imprezowa gra akcji, gdzie wraz z znajomymi będziemy wyrzucać się poza planszę.

Grę do recenzji w wersji PS4 udostępnił wydawca

Ilustracja wprowadzenia: Angry Mob Games

Miłośnik gier i wszystkiego co związane z tematyką fantasy.

Więcej informacji o
, ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?