Advertisement

Gris – recenzja growego dzieła sztuki!

Czy grę można określić mianem dzieła sztuki? Dla wielu osób będzie to czysta herezja, bo przecież gry to tylko prosta rozrywka i nie mają one nic wspólnego z prawdziwą sztuką. Cóż, do niedawna mocno bym się z tym stwierdzeniem raczej nie spierał. Jednak po ukończeniu Gris nie jest już to dla mnie tak oczywiste, gdyż gra ta naprawdę ociera się o dzieło sztuki, czy to pod względem oprawy graficznej, oprawy muzycznej czy przedstawionej historii.

Czym więc jest gra Gris? W prostych słowach to platformówka z elementami logicznymi. Za jej powstanie odpowiada niezależne hiszpańskie Nomada Studio, które debiutuje na rynku właśnie tą grą. No to tyle z suchych faktów. Przejdźmy teraz do tego, co chcieli nam przekazać twórcy gry ze wspomnianego studia.

Zobacz również: The Settlers – History Collection – recenzja remastera kultowej serii RTS

Gdy rozpoczynamy grę, zostajemy wrzuceni do opowieści bez żadnego wprowadzenia. Widzimy budzącą się dziewczynę, która znajduje się na dłoni kamiennego posągu. Postać próbuje przemówić, niestety, okazuje się, że straciła głos. Jest zrozpaczona. Niedługo posąg się rozpada, a dziewczyna spada w przepaść. Ląduje w świecie pozbawionym kolorów. Dziewczyna w pierwszych krokach ledwo stoi na nogach, chwieje się. Sama jej postać jest mocno odrealniona – posiada szczegółowo narysowaną głowę, lecz ręce i nogi to zaledwie kreski, jakby ledwie istniały.

Po takim wstępie nasze myśli wariują, zastanawiamy się, o co tu tak naprawdę chodzi. Z pomocą przychodzą jednak twórcy, którzy krótkim opisem odrobinę rozjaśniają nam obraz. Gris to dziewczyna, która próbuje poradzić sobie po bolesnych doświadczeniach i błądzi we własnym świecie. Wiemy więc, że ta przybita i cierpiąca postać to Gris, którą spotkało coś złego. Świat gry to zaś jej wyimaginowane odzwierciedlenie psychiki/osobowości, pozbawionej kolorów i rozpadającej się. Wraz z postępem gry dziewczyna pokonuje przeszkody, uczy się nowych zdolności i posuwa się coraz dalej i dalej. Powoli do świata wracają kolory, a Gris odzyskuje utracone części siebie.

Zobacz również: Pokemon Let’s Go – recenzja wyjątkowo nostalgicznego powrotu do dzieciństwa

Nie wiemy, co się stało w życiu dziewczyny. W grze nie są wypowiadane żadne słowa, a o przeszłości postaci możemy jedynie gdybać, zbierając informacje z obserwacji otoczenia. Interpretacja tego to już osobista sprawa każdego gracza. Temat podjęty przez twórców oraz sposób jego nam prezentacji robi piorunujące wrażenie. Każdy kolejny etap gry to mnóstwo alegorii, które pobudzają naszą ciekawość i rozbudzają skojarzenia. Jednak to wszystko nie byłoby tak spektakularne, gdyby nie wspaniała oprawa graficzna i muzyczna. Sfery audio i wizualna idealnie się tutaj uzupełniają. Gdy rozpoczynamy w ponurym świecie, melancholijny podkład muzyczny w tle jeszcze mocniej podkreśla atmosferę.  Z czasem, wraz z powrotem kolorów, muzyka również się zmienia. Wszystko to współgra ze sobą perfekcyjnie.

W przypadku Gris powiedzieć, że muzyka jest piękna, to jak nic nie powiedzieć. Pisząc to, próbuję sobie przypomnieć równie dobrze udźwiękowione gry i mam z tym duży problem. Blisko będą chyba jedynie Podróż i Ori and the Blind Forest. Jeśli graliście w którąś z tych gier, to wiecie, z czym macie do czynienia. Za cały soundtrack do Gris odpowiada zespół Berlinist, a na ścieżce znajduje się aż 27 utworów. Zdecydowanie warto posłuchać. U mnie leci nieprzerwanie podczas pisania recenzji.

Gris

Fot. Screen z gry Gris

Zobacz również: Heliborne – recenzja polskiej gry sieciowej z helikopterami w roli głównej

Gra przepięknie prezentuje się również pod względem graficznym. Przemierzając kolejne poziomy, aż trudno było się nadziwić, jak to wygląda. Praktyczne co kilka minut trafiały się ładne kadry, które musiałem uwiecznić screenem. Oczywiście później miałem ogromny problem z wybraniem tych najlepszych do tej recenzji, gdyż okazało się, że zebrało się ich ponad setka. Oj tak, jest tu na czym oko zawiesić. Poziomy są bardzo urozmaicone. Najpierw stąpamy po ziemi, przemierzamy pagórki, tajemnicze budowle. Z czasem przenosimy się do lasów, podziemi, do wody, skaczemy w przestworzach. Twórcy poszaleli z lokacjami po całości. Do tego dochodzi aspekt pojawiających się kolorów, przez co gra wygląda coraz lepiej, im dalej zajdziemy. Sam osobiście zakochałem się w podziemnych lokacjach, utrzymanych w ciemnym tonie z przepięknym oświetleniem, pochodzącym, czy to z surrealistycznych roślin czy z tajemniczych zwierzątek. Aż żal było tutaj mrugać.

Zobacz również: Hitman 2 – recenzja nowej gry z Agentem 47 w roli głównej

Przed premierą Gris obawiałem się, że będzie to pięknie wyglądająca i brzmiąca gra, która przechodzić się będzie sama i praktyczne pozbawiona będzie rozgrywki. Niestety, z początku moje obawy się potwierdzały, ale to tyczy się jedynie wstępnej fazy gry. Im dalej, tym pojawiało się więcej nowych zdolności naszej bohaterki i tym bardziej złożone stawały się zagadki. Gris potrafi na przykład zmieniać postać na cięższą, dzięki czemu nie zdmuchnie jej wiatr. Potem uczy się pływać, podwójnie skakać, a z czasem dochodzi nawet zabawa z grawitacją. Przy połączeniu tych wszystkich elementów, gra robi się naprawdę interesująca i trzeba momentami nieźle pogłówkować. Nadal nie jest to nadzwyczaj skomplikowane, ale nie pozwala się nudzić.

Gris

Fot. Screen z gry Gris

Żeby nie było za różowo, na koniec wspomnę o tym, co nie podobało mi się podczas rozgrywki. A jest to zbyt duża schematyczność w konstrukcji poziomów. W kilku miejscach musiałem wielokrotnie powtarzać tę samą czynność, a konkretnie, zbierać odpowiednią ilość kulek porozrzucanych po mapie. W celu pchnięciach rozrywki dalej, naszym zadaniem jest przeszukanie lokacji, rozwiązanie łamigłówki, zdobycie kulki, a następnie powtórzenie tego w innym miejscu, aby zebrać wymaganą ich ilość. Potem umieszczamy kulki w odpowiednim miejscu i idziemy dalej. To zdecydowanie można było urozmaicić. Nie zdarza się to na szczęście w każdym etapie, ale powtarza się dość często. Za minus nie uważam mimo wszystko czasu gry. Gris można przejść w jakieś 4-5 godzin, a na tego typu grę jest to czas idealny. Historia została odpowiednio rozwinięta, a my nie przesycamy się gameplayem.

Zobacz również: My Brother Rabbit – recenzja przepięknej, polskiej przygodówki

Gris to świetna gra, która zachwyca oprawą audio-wizualną, subtelną opowiedzianą bez użycia słów historią, a także – co jest chyba największym zaskoczeniem – wciągającą rozgrywką. Nie jest to jednak produkcja idealna, gdyż pojawia się mała skaza w postaci schematycznej budowy poziomów. Mimo wszystko Gris to niepowtarzalne dzieło – a nie boję się nawet stwierdzić, że dzieło sztuki – które powinien poznać każdy bez wyjątku.

Grę Gris kupicie na:

Ilustracja wprowadzenia: Nomada Studio

Zawodowy kanapowiec, którego siłą trzeba powstrzymywać przed obejrzeniem kolejnego odcinka serialu. Wieloletni fan kina azjatyckiego - żaden łamiący prawa fizyki chiński wojownik czy wytatuowany japoński gangster nie jest mu straszny. Podczas wypadu do kina ze znajomymi nie pogardzi również dobrym filmem superbohaterskim.

Więcej informacji o
, ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?