Advertisement



Heliborne – recenzja polskiej gry sieciowej z helikopterami w roli głównej

W przeciągu ostatnich lat w rozgrywkach sieciowych zasiadaliśmy już za sterami czołgów, samolotów, czy też okrętów. Wszystko to głównie za sprawą studia Wargaming, które serwowało nam dotychczas produkcje dedykowane dla konkretnej kategorii maszyny bojowej, lub studia Gaijin, które postanowiło skondensować wszystko to w jednym tytule. Tak więc, mając już doświadczenie w walce różnorodnym orężem, czemu by nie spróbować swoich sił jako pilot helikoptera? Nie mam tu na myśli niedawnego patcha do War Thunder, który wprowadza do rozgrywki owe maszyny, a naszą rodzimą produkcję – Heliborne.

Fot. mat. prasowe

Zobacz również: Spawn w Mortal Kombat 11?!

Heliborne to debiutancka produkcja studia JetCat, która czerpie swoją inspiracje właśnie z wymienionych powyżej produkcji. Sama w sobie stanowi grę akcji łączącą aspekty gry zręcznościowej z symulatorem śmigłowca. Pozycja nastawiona jest przede wszystkim na rozgrywkę sieciową. Jednak jak gra się w naszą rodzimą produkcję?

Tytuł od JetCat oferuje nam zarówno rozgrywkę sieciową, jak i tą przeznaczoną dla jednego gracza. Kampania singleplayer składa się z kilku misji podzielonych na armię amerykańską i radziecką/rosyjską. Nie ma co tutaj się rozwodzić nad nimi, bo w głównej mierze stanowią one odbicie trybów z rozgrywki sieciowej opatrzonych historycznym zarysem w postaci tekstu wprowadzającego do gry. Rewolucyjnych odkryć i fabularnych fajerwerków zdecydowanie nie ma co szukać i raczej nie jest to dziwne przy tego typu produkcji, która główny nacisk kładzie na rozgrywkę sieciową. Istnienie tego typu kampanii jest po prostu tutaj czystko zbędne.

Tryb sieciowy oferuje nam kilka rodzajów map, osadzonych w różnych ramach czasowych, na których możemy zagrać w trzech trybach: Potyczka, Przejęcie Linia Frontu. Pierwszy tryb stanowi coś na zasadzie klasycznego podboju: na mapie rozmieszczone są punkty, które należy przejąć i utrzymać. Drugi i trzeci są już bardziej odkrywcze i stanowią unikalny aspekt produkcji. Przejęcie  stawia na współpracę. Gracze muszą wykonać określoną liczbę zadań w danym przedziale czasowym, aby wygrać rozgrywkę. Zadania te są różne: przejęcie punktu, wyeliminowanie wrogich jednostek w danej strefie, ewakuacja jednostek sojuszniczych itd. W ostatnim trybie gracze stają naprzeciw siebie, po dwóch stronach konfliktu, a ich celem jest utworzenie bezpiecznego korytarza powietrznego do bazy przeciwnika. Aby tego dokonać muszą przejąć i zabezpieczyć odpowiednie sektory na mapie, a także bronić ich przed nalotami ze strony wroga.

Fot. mat. prasowe

Zobacz również: Lootboxy już niedługo w Fallout 76?

Jak jednak wygląda sama rozgrywka? O ile gra w pojedynkę, bez komunikacji ze swoją drużyną zdaje się być nudna i pozbawiona sensu, o tyle, gdy znajdziemy zgraną drużynę, to Heliborne nabiera zupełnie innego oblicza. Produkcja kładzie ogromny nacisk na taktyczne i zespołowe podejście do rozgrywki sieciowej. Wymagany jest przede wszystkim odpowiedni dobór śmigłowców. Otóż przed rozpoczęciem gry możemy wybrać jedną z trzech maszyn w naszej eskadrze. Czym jest eskadra? Tworzymy ją jeszcze przed dołączeniem do jakiejkolwiek rozgrywki i składa się ona z maksymalnie trzech śmigłowców, które posiadamy w hangarze. Dołączając do rozgrywki wybieramy eskadrę, która ma wziąć udział w misji i już do końca danej partii będziemy mogli posługiwać się jedynie tymi maszynami. Tak więc, odpowiedni dobór helikopterów ma ogromne znaczenie. Widząc, że nasza drużyna traci ziemie, lub misja wymaga od nas eskorty/desantu trzeba wybrać śmigłowiec transportowy, z kolei, gdy wróg napiera i nasze jednostki potrzebują wsparcia, do akcji wkroczyć musi maszyna szturmowa. Jest to zdecydowanie największy plus jaki stawiam od siebie tej produkcji. Pomysł na rozgrywkę jest dość oryginalny i potrafi zainteresować gracza.

Zobacz również: Lego The Hobbit za darmo w Humble Store

Niestety produkcja cierpi pod dwoma głównymi aspektami. Przede wszystkim zacznijmy od tego, że jest pusto. Zarówno jeżeli chodzi o serwery i samych graczy, jak i mapy. Tak jak wspominałem, gra rozwija swoje skrzydła po znalezieniu zgranej drużyny, jednak to może zająć nam naprawdę sporo czasu. Przeważnie na mapach znajduje się 2 do 3 graczy, gdy w rozgrywce może wziąć udział nawet do 16. Mapy również zdają się być zwyczajnie puste same w sobie.

Drugim aspektem jest samo wykonanie, głównie chodzi tutaj o aspekty wizualno-dźwiękowe. Grafika w Heliborne nie jest brzydka, ale również nie jest porywająca. Grunt powiedzieć, że zdecydowanie odstaje od dzisiejszych standardów tworzenia gier. Dodatkowo większość odgłosów i dźwięków jakie wydawane są przez działka, karabiny, otoczenie i śmigłowce nie są zbyt wysokiej jakość i przywodzą na myśl produkcje sprzed kilku dobrych lat. Ciężko też mówić tutaj o zaimplementowanej fizyce, gdyż ta wydaje się bardzo podstawowa. Mam tutaj na myśli fizykę otoczenia, gdyż samo poruszanie się śmigłowcem wypada już dużo lepiej pod tym względem. Jedyne co broni się pod względem wykonania są modele helikopterów. Tutaj trzeba przyznać, że są one dokładnie odwzorowane, przez co bardzo przyjemnie się na nie patrzy i ogląda w locie.

Fot. mat. prasowe

Zobacz również: Mikrotransakcje nadchodzą do Red Dead Online!

Na samym końcu poruszmy kwestię gałęzi rozwoju helikopterów. Ogólnie w Heliborne mamy do czynienia z dwoma frakcjami: Stany Zjednoczone i ZSRR/Rosja. Każde z tych dwóch państw oferuje nam kilkanaście maszyn, z których każda dodatkowo posiada indywidualne środki rozwoju. Całość przypomina bardzo drzewka znane nam z takich produkcji jak World of Tanks i War Thunder. Nie posiada może tyle pozycji i rozgałęzień, co w przypadku wymienionych przed chwilą tytułów, jednak wydaje się być wystarczająca na potrzeby tejże produkcji.

Podsumowując, Heliborne ogólnie daje wrażenie jakby jeszcze znajdował się głęboko w fazach testowych. Nieduża liczba graczy, wykonanie map i zaimplementowane niskiej jakości dźwięki sprawiają wrażenie jakbyśmy grali w zamkniętą wersję beta, czy może nawet alfa. Z drugiej strony, gdy poszczęści nam się i znajdziemy dobrą drużynę, to pomysł twórców na rozgrywkę otwiera przed nami swoje podwoje i raczy bardzo przyjemnymi odczuciami.

Grę do recenzji udostępnił polski dystrybutor – CDP

Ilustracja wprowadzenia: mat. prasowe

Dziennikarz

Zagorzały fan fantasy, szeroko pojętego gamingu oraz student w jednym.

Więcej informacji o
,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?