Advertisement
Advertisement

Red Dead Redemption 2 – recenzja kandydata do miana gry generacji

To kolejny dzień na dzikim Zachodzie… Siedzę przy barze, popijając co jakiś czas whiskey. Miejscowi miłośnicy pokera, siedzący w kącie, nie mogą pogodzić się z przegraną. Cóż, szczęście sprzyja lepszym, a lepszy byłem ja. Sączę złoty trunek, a barman wyciera brudną ścierką klejące się szklanki. Drzwi się rozchylają; wchodzi szeryf ze swoją trupą. Mam świadomość, że będzie nieprzyjemnie, gdy podchodzi do grupki tutejszych szumowin. Dopijam whiskey, rzucam beznamiętnie pieniądze na ladę i wychodzę, zakładając kapelusz i upewniając się, że stary Colt wciąż siedzi w mej kaburze. Skwar uderza mnie od razu po opuszczeniu saloonu. Dosiadam swego konia i opuszczam tę zapomnianą przez boga mieścinę, a w tle towarzyszy mi dźwięk wystrzałów. Tak, to kolejny dzień na dzikim zachodzie…

Nie wiem jak wy, moi drodzy czytelnicy, ale ja okropnie nie lubię długich recenzji, zarówno będąc po stronie czytelnika jak i po tej drugiej, powiedzmy, bardziej kreatywnej i twórczej stronie. Trudno napisać coś odkrywczego tudzież zaskakującego o grze będącej prawdopodobnie na ustach wszystkich graczy od dobrych kilku miesięcy. Bo to, że Red Dead Redemption 2 to gra dobra, wie już chyba każdy dumny posiadacz konsoli, a nawet i pecetowcy – wszakże YouTube jest wspaniałym wynalazkiem, że pozwolę sobie na odrobinę uszczypliwości. Pojawiają się jednak głosy, iż najnowsze dzieło studia Rockstar Games to mocny kandydat nie tyle do gry roku, co do gry generacji.

Zobacz również: Wiedza to Potęga: Dekady i Szymparty – recenzja nowych gier imprezowych od PlayLink!

Historia tym razem zabiera nas w przeszłość, do 1899 roku, czyli 12 lat przed wydarzeniami z Red Dead Redemption i kilka lat po tych z Red Dead Revolver (ktoś jeszcze pamięta o tej grze?). Wcielamy się w Arthura Morgana – moim zdaniem jednego z najlepszych growych protagonistów ostatnich lat. Oczywiście jego natura w pewnej części zależy od nas i naszych postępowań w grze, ale w takich momentach jak cutscenki czy zwykłe rozmowy z innymi bohaterami, widać gołym okiem prawdziwą naturę Morgana. To typ podobny do Marstona, bohatera RDR – dobry z natury, lecz zmuszony do złych czynów przez niezbyt ciekawą sytuację życiową. Trudno Artura nie polubić, szczególnie po dłuższym obcowaniu z tą postacią. Mnie osobiście uwiodła prostota myślenia i światopoglądu prezentowana przez Morgana, w dobrym tego słowa znaczeniu, rzecz jasna. Warstwa fabularna nie wprowadza rewolucji w świecie gamingu; nie znaczy to, że zawodzi – nie, wręcz przeciwnie – wciąga, ale przy tym nie oferuje niczego, co mogłoby klasyfikować się jako coś niesamowitego. Coś niesamowitego zostało zarezerwowane przez inny element Red Dead Redemption 2…

Zobacz również: TOP 20 – Najlepsze gry na PlayStation VR | PS VR

Red Dead Rdemption 2

fot. screen z gry Red Dead Redemption 2

Red Dead Redemption 2 mamy do czynienia z najlepszym otwartym światem w historii elektronicznej rozrywki. Żadna gra nie oferowała dotychczas czegoś tak kompleksowego i bogatego we wszelkiej maści kontent. Na pierwszy rzut oka wygląda to jak kilka większych i mniejszych miasteczek zagubionych w rozległych i dzikich obszarach Ameryki opanowanej przez naturę. To, jaki ten świat jest żywy, można jednak zauważyć zaraz po opuszczeniu zimowych krain z rozdziału pierwszego. Każdy NPC na dzikim zachodzie żyje swoim życiem. Można powiedzieć, że jest to udoskonalony, bardziej rozwinięty świat z którym mieliśmy już przyjemność obcować w pierwszym Red Dead Redemption.

W 2010 roku zachwycaliśmy się, gdy stary sklepikarz wychodził i wylewał kubeł wody na ziemię, a miasteczkowy szeryf przybijał do słupa list gończy. Osiem lat później zachwycamy się kolejny raz nad tym, czego dokonało Rockstar Games w kwestii otwartego świata. Masa aktywności pobocznych – że wspomnę tu o polowaniach na legendarne zwierzyny, cholernie angażujących znajdźkach czy też zdarzeniach losowych, często zamieniających się w długie i ciekawe misje –  stanowią o sile i wyjątkowości RDR2.

Zobacz również: SoulCalibur VI – recenzja wielkiego powrotu kultowej serii

Grę cechuje bardzo powolne, żeby nie powiedzieć ślimacze tempo. Trzon rozgrywki charakteryzuje duży realizm, tak też nie powinien dziwić nacisk postawiony na nieszybką eksplorację. Mam co do tego dość ambiwalentny stosunek, bo oczywiście, jak najbardziej doceniam efekt końcowy, lecz równocześnie jestem przekonany, iż duża część graczy może się do tego tempa zniechęcić po kilku godzinach przed konsolą. Do wspomnianego realizmu, dochodzi jeszcze potrzeba zaspokajania podstawowych funkcji życiowych naszego bohatera – jedzenia, picia czy spania. Aby uczynić doświadczenie z RDR2 jeszcze bardziej rzeczywistym, istnieje opcja wyłączenia mapy, co prowadzi z kolei do pytania się NPC-ów o drogę. Proste, a niebywale udane uatrakcyjnienie.

To, co opisałem w powyższych akapitach, stanowi wyłącznie uogólnioną cząstkę wspaniałego, złożonego świata Red Dead Redemption 2. Produkcja Rockstar Games jest jednym z tych tytułów, które zdecydowanie powinno się poznawać samemu, nie sugerując się żadnymi recenzjami ani tym bardziej filmikami z rozgrywki (chyba, że jest się PC-towcem, ekhm…). Zanim nadejdzie czas na podsumowanie to chciałbym jeszcze polecić tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, kanał na YouTubie użytkownika Shirrako. Było o nim dość głośno w ostatnich dniach ze względu na nałożonego na niego bana za niewłaściwe treści w jego zapisach z rozgrywki. Aby zrozumieć jak bardzo złożony i bogaty jest świat RDR2, myślę, że wystarczy zapoznać się choć z jednym takim filmikiem autorstwa Shirrako. Najpierw obrażam pecetowców (dwa razy), potem propaguję bicie feministek. Coś czuję, że to moja ostatnia recenzja…

Zobacz również: TOP 2018 – Najlepsze Gry 2018 Roku! Ranking aktualizowany!

Jeszcze w kwietniu tego roku podejrzewałem, że ciężko będzie wyprzedzić God of War w wyścigu o miano najlepszej gry roku. Starał się Marvel’s Spider-Man, starał się grecki Assassin’s Creedale nie udało się im, w moim mniemaniu, przegonić Kratosa. Red Dead Redemption 2 zrównuje się z dziełem Santa Monica Studio, a społeczeństwo graczy ma przed sobą piękny dylemat z udziałem dwóch wyjątkowych tytułów. Możliwe, że w tej walce Spartiaty z Arthurem Morganem sprawdzi się stara zasada – gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Wstrzymujemy się więc z werdyktem gry generacjiRed Dead Redemption 2 wystawiamy dychę i czekamy na The Last of Us 2. 

Gra recenzowana na konsoli PlayStation 4

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Zastępca Redaktora Naczelnego

Początkujący scenarzysta, zapalony publicysta i sfiksowany popkulturowiec.

Więcej informacji o
,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?