Saints Row: The Third Remastered – recenzja. Święci, święci, święci…

Piękne zapachy odgrzewanych kotletów nie ustają w kuchni zwanej branża growa. Po 9 latach od premiery, dostajemy odświeżoną wersję Saints Row: The Third. Jak wypada trzecia odsłona przygód Świętych po tak długim czasie?

Pierwsze dwie części Saints Row starały się być konkurencją dla Rockstarowego GTA. I… nie do końca to wyszło. Produkcje te mają swoich fanów, ale wyjście z cienia giganta graniczyło niemal z cudem. Dlatego twórcy powiedzieli fuck it i zrobili jedną z najbardziej szalonych gier, w jaką było mi dane zagrać. W takim zdrowym, nieprzesadzonym sensie. Ma ona wiele wspólnego ze swoimi poprzedniczkami, przez co mimo iście zwariowanych motywów, dalej można było poczuć w pewnym momentach powagę historii, jakąś ambicję przedzierającą się przez niektóre sceny w grze.

Zobacz również: Persona 5 Royal – recenzja. Czy ta gra może być jeszcze lepsza?

Czwarta odsłona Saints Row poszła krok dalej, nie udając nawet, że sili się na górnolotną historię. Fabuła była tam już tylko pretekstem, by Święci umieli teraz w supermoce, miecze świetlne i temu podobne odloty. Jednym to pasowało, drugim niekoniecznie. Dlatego też The Third uważana jest po dziś dzień za najlepszą część serii, idealnie wyważoną pomiędzy szaleństwem a powagą. Zważywszy na zbliżającą się wielkimi krokami zapowiedź piątki oraz panującą na rynku posuchę, remaster trójki nie mógł wyjść w lepszym czasie.

saints row

Remaster trzeciej części Saints Row to przede wszystkim ulepszona grafika. Gdy po raz pierwszy zobaczyłem Steelport, miasto Świętych wzorowane na Nowym Jorku, wydałem z siebie ciche daaammmnnn. Wizualna strona gry naprawdę robi wrażenie i widać, że twórcy odrobili pracę domową. To nie zwykłe podbicie rozdziałki, ale ulepszone cienie, nowe tekstury i odpimpowane modele postaci. Gra wygląda naprawdę dobrze, od razu przywołując do głowy GTA V i patrząc wyłącznie na aspekt graficzny, wątpię by ktokolwiek mógł stwierdzić, że ma do czynienia z produkcją z 2011 roku.

Zobacz również: Drug Dealer Simulator – recenzja vademecum handlarza narkotyków

Gorzej już ze sterowaniem. Podczas prowadzenia pojazdów – czy to helikoptera czy samochodu – można zobaczyć gołym okiem liczbę wiosen trzeciej części Świętych. Przez 9 lat trochę się w branży pozmieniało, dlatego podczas odrestaurowanej przygody z Saints Row trzeba będzie się przyzwyczaić do nietypowego, trochę przestarzałego sterowania.

saints row

To, co wyróżnia Saints Row 3 z morza tepepowych strzelanek, to odjazdowy humor. Owszem, jest on bardzo specyficzny i być może nie do każdego trafi specjalny button odpowiedzialny za kop w genitalia czy broń, dzięki której naszych wrogów będą atakować… rekiny. Nie mniej, to odjazdowe, niesamowicie kreatywne pomysły, które w 2011 roku rozjaśniały ponurą branżę grową. I wiecie co? Rozjaśniają ją także i dziś, dla graczy, którzy styczności z Saints Row: The Third nigdy dotąd nie mieli. Warto tu wspomnieć świetny kreator postaci, dający nam możliwość stworzenia dosłownie każdej postaci. Od Elvisa, poprzez Jokera, na Donaldzie Trumpie kończąc – coś wspaniałego.

Zobacz również: TOP 30 – Najlepsze gry na PlayStation 3!

Saints Row: The Third to również masa, masa pobocznych aktywności, zachowanych w duchu całej gry. Mi najwięcej przyjemności sprawiły uzależniające oszustwa ubezpieczeniowe, gdzie w określonym czasie musimy zadać naszemu ciału (przełączając się w tryb ragdolla) daną liczbę obrażeń czy też wyzwania profesora Genki. Trzeba jednak zaznaczyć, że nie samym humorem gra się broni. Rozpisanie relacji między bohaterami to istny majstersztyk. Każda z postaci zapada w pamięć, każda z nich ma swoje momenty i te małe sceny interakcji naszego bohatera z nimi sprawiają, że czujemy się zżyci ze światem Saints Row i wszystkimi jego elementami. W morzu absurdu, klozetowego humoru i pokręconych akcji, twórcy wciąż byli w stanie zaimplikować graczom sporą dawkę bardziej poważnych, szczerych emocji. I za to chwała im, bo to zdecydowanie nie było łatwe zadanie.

saints row

Odpowiadając na pytanie zadane w pierwszym akapicie – Saints Row: The Third Remastered wypada… zaskakująco dobrze. Nie jest to remaster zrobiony na odpierdziel, „byleby Ci głupi gracze kupili”. Widać, że twórcy musieli trochę posiedzieć nad tytułem, aby pozbawić nas wrażenia, że to produkcja z 2011 roku. Może nie ma żadnej dodatkowej zawartości, ale przyznajmy – czy jest ona potrzebna trójce Świętych? Kto pokochał Święty Rów 3 w czasach PS3 i Xboxa 360, ten pokocha go na nowych sprzętach. Natomiast Ci z was, którzy jeszcze ze Świętymi nie mieli styczności – oto nadaża się idealna okazja, by to nadrobić.

A, i chciałbym zauważyć, że już w 2011 roku, właśnie w Saints Row: The Third można było ustawić sobie wielkość penisa. To tak odnośnie Cyberpunka 😉

Zastępca Redaktora Naczelnego

Początkujący scenarzysta, zapalony publicysta i sfiksowany popkulturowiec.

Więcej informacji o
, ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?