Sekiro: Shadows Die Twice – recenzja, pot i łzy

From Software po raz kolejny przenosi trudność gry na zupełnie nowy poziom. Mistrzowie w uprzykrzaniu życia graczom, znów serwują tytuł, który wzbogaci waszą głowę o kilka siwych włosów. Sekiro: Shadow Die Twice, to produkcja jednocześnie diabelnie wciągająca i misternie trudna, a to połączenie tworzy na prawdę złą mieszankę dla naszych klawiatur, padów, ekranów, żony, dzieci, rodziców, czegokolwiek co stanie w pobliżu podczas rozgrywki.

Gra już od samego momentu zapowiedzi, została utożsamiana i porównywana z innymi największymi dziełami From Software – Dark Souls Bloodborne. Część z tych porównań była trafna, gdyż Sekrio przypomina wcześniejsze dzieła Japończyków, jednak posiada kilka aspektów, które znacząco wyróżniają tą grę. Jednym z nich jest fabuła, która można rzec, w końcu trzyma wszystko w ryzach. Gracz wciela się w shinobi zwanego Wilkiem, który posiada jedyny życiowy cel – chronić życie królewskiego potomka – Kuro. Owy młodzieniec jest dziedzicem smoczej krwi, dzięki czemu jest on w stanie uczynić swoich wybranków nieśmiertelnymi. Takim darem został obdarzony właśnie nasz Wilk. Jak nie trudno się domyślić, Kuro zostaje uprowadzony, a wierny shinobi wyrusza za nim w pogoń.

Sekiro: Shadows Die Twice

Fot. Materiały prasowe

Zobacz również: Wreszcie jest! Oficjalny zwiastun Borderlands 3!

Sama warstwa fabularna może nie należy do tych ambitniejszych, jednak jest ona spójna i ciekawa. Co najważniejsze, gracz dowiaduje się o jej przebiegu na podstawie filmów renderowanych w grze, dialogów i wydarzeń, a nie jak to miało miejsce w poprzednich produkcjach Form Software – znajdując strzępki informacji w postaci kartek, listów i notatek. Dodatkowo warto tutaj wspomnieć o tym, że gra posiada aż cztery zakończenia fabularne, które prowadzą do różnych finałowych bossów. Jest to niezbyt oczekiwany aspekt gry w tego typu produkcji, ale jakże podnosi jej wartość.

Wspomniałem wcześniej, że nasz shinobi jest nieśmiertelny. Może wydawać się zatem, że gra posiada jakiś system, który będzie na siłę przepychał co mniej utalentowanych graczy. Nic bardziej mylnego. Dar Wilka, jest jednocześnie jego największym przekleństwem. Z każdą śmiercią i odrodzeniem, traci on znaczną część swojego doświadczenia, a często nawet znalezione przedmioty. Dodatkowo nasi towarzysze zaczynają chorować na Smoczy Mór, który redukuje szansę na pomoc losu – mechanikę, która daje niewielki procent nadziei na to, że po śmierci nic nie stracimy. Tak więc, z każdą śmiercią gra zaczyna się robić coraz trudniejsza.

Sekiro

Fot. Materiały prasowe

Zdecydowanie największym plusem całej gry jest system walki. Posiada on zdecydowanie najtrudniejszą mechanikę, spośród wszystkich gier Form Software, przy czym jest też najbardziej satysfakcjonujący. Pokonanie oponenta sprowadza się do zadania mu śmiertelnego ciosu. Bossowie, ci więksi jak i pomniejsi, wytrzymają kilka takich ciosów, najczęściej dwa lub trzy, co symbolizowane jest przez czerwone kropki nad paskiem życia. Aby wyprowadzić taki właśnie cios, gracz posiada dwie możliwości: pierwszą jest klasyczne sprowadzenia paska życia oponenta do wartości zerowej. Drugą, znacznie trudniejszą i zdecydowanie szybszą metodą jest wyprowadzenie wroga z równowagi. Jak to osiągnąć? Nad przeciwnikiem znajduje się pasek równowagi. W momencie, gdy blokujemy uderzenia przeciwnika, lub je kontrujemy, albo zadajemy własne, pasek rośnie. W momencie osiągnięcia wartości maksymalnej oponent traci równowagę i przez chwilę odsłania się na śmiertelny cios. W teorii brzmi to łatwo, jednak w praktyce jest bardzo trudne. Technika ta wymaga wręcz idealnego opanowania naszej broni i zachowania przeciwników, gdyż nie każde uderzenie można odbić, a tym bardziej skontrować. Nie ma mowy tutaj o ślepym atakowaniu i bronieniu się wszelkimi dostępnymi metodami. Pojedynek sprowadza się do czystej sztuki fechtunku, co przy każdym pokonaniu przeciwnika sprawia ogromną satysfakcję.

Zobacz również: Wolfenstein: Youngblood – córki Blazkowicza w natarciu! Oto zwiastun

Warto też wspomnieć o klimacie produkcji. Gra została osadzona w alternatywnej Japonii w XV w. Był to najbardziej burzliwi okres w historii kraju Kwitnącej Wiśni i to widać w Sekiro. Gra rozgrywa się w głównej mierze na zamku Ashina, który w dzień strzegą tylko nieliczni wartownicy, jednak nocą zamienia się w pole krwawej bitwy pomiędzy rywalizującymi klanami. W tym momencie całą mapę ogarnia chaos, w którym roi się od nowych przeciwników i mini-bossów. Z początkiem poruszanie się w takich warunkach graniczy z niemożliwością, jednak wraz z nabywaniem doświadczeniem w walce, gracz jest w stanie bardzo zwinnie przemieszczać się, likwidując oponentów w bardzo kreatywne sposoby.

Sekiro posiada także elementy zbierackie, znane z poprzednich gier od From Software.  W trakcie naszej wędrówki natrafimy na przeróżne znajdźki, które mogą ulepszyć nasz rynsztunek, lub pomóc nam w walce. Dodatkowo shinobi wyposażony jest w specjalną protezę, którą można modyfikować. W zależności od odnalezionych elementów i naszych preferencji, może ona zamieniać się w topór, wypuszczać petardy, czy też przyciągać wrogów liną.

Podsumowując, Sekiro: Shadow Die Twice, to zupełnie nowy rozdział w twórczości studia From Software. Gra łączy nowości ze sprawdzonymi mechanikami znanymi z Bloodborne i Dark Souls. Nowy poziom trudności, na jaki wchodzi japońskie studio, może zaskoczyć nawet wprawionych w boju fanów tychże dwóch produkcji.

Gra została zrecenzowana na platformie Playstation 4.

Ilustracja wprowadzenia: mat. prasowe

Dziennikarz

Zagorzały fan fantasy, szeroko pojętego gamingu oraz student w jednym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?