Advertisement

Steel Rats – recenzja gry twórców Kangurka Kao

Studio Tate Multimedia, kojarzy się głównie z pewną grą platformową o pociesznym żółtym kangurku. Jednak od już dobrych paru lat firma przerzuciła się na zręcznościowe produkcje o… motocyklistach! Po bardzo ciepło przyjętym Urban Trial Freestyle i przeciętnej kontynuacji wspomnianego tytułu, dostarczają nam kompletnie nową grę, wciąż o jeżdżeniu na jednośladach, ale przy tym bardzo różniącą się od ich wcześniejszych dzieł. W przypadku Steel Rats bowiem postawiono bardziej na fabułę oraz klimat, nie odchodząc przy tym od klasycznej trialsowej rozgrywki.

Gra na początku wita nas klimatyczną i bardzo tajemniczą sceną przesłuchania, w której jeden z bohaterów zaczyna snuć powoli opowieść. Akcja rozgrywa w pierwszej połowie XX wieku, a nasz narrator jest członkiem gangu motocyklowego tytułowych szczurów. W skutek nieznanych nam wydarzeń, Ziemia nagle zostaje zaatakowana przez dziwaczne kreatury zbudowane ze złomu. Nasz protagonista szybko zbiera ekipę i wspólnie zabierają się za walkę z nieznanymi istotami.

Zobacz również: SoulCalibur VI – recenzja wielkiego powrotu kultowej serii

Tak właśnie prezentuje się zarys fabularny Steel Rats. Historia jest tu bardziej pretekstem do pokonywania kolejnych etapów, niż trzonem całej produkcji, a szkoda, bo można było to zrobić o wiele lepiej. Zaprezentowana intryga jest okropnie wręcz sztampowa, z bohaterami bez grama charakteru i mimo całkiem niezłych wstawek – nie wciąga.  Pozytywnie natomiast prezentuje się cały klimat gry. Surowe, brudne, spowite mrokiem i deszczem miasto oraz tajemnicze wydarzenia o których praktycznie nic nie wiemy tworzą naprawdę ciekawą, mroczną otoczkę, dzięki czemu gra mimo słabej fabuły potrafi zaciekawić.

Warstwa audiowizualna także jest tu naprawdę udana. Grafika, jak na grę indie, prezentuje się nad wyraz dobrze, lokacje są dość szczegółowe, motory, postacie oraz przeciwnicy także wyglądają świetnie i genialnie wpisują się w ciężką otoczkę tytułu. To samo można powiedzieć o ścieżce dźwiękowej skomponowanej przez Arkadiusza Reikowskiego, która jest fenomenalna i często to ona głównie tworzy mroczny klimat świata przedstawionego.

fot. screen z gry Steel Rats

Zobacz również: Red Dead Redemption 2 – recenzja kandydata do miana gry generacji

No ale przejdźmy do tego, na czym opiera się cała produkcja, czyli jeżdżeniu motorami. Dostajemy bardzo standardowy model rozgrywki; gaz, wsteczny, przycisk do zawracania oraz przechylanie się w przód i w tył. Do tego do dyspozycji mamy kilka postaci, między którymi możemy się w każdej chwili przełączać.  O ile bardzo przyjemnie się gra kiedy jedziemy prosto, skacząc tu i ówdzie, tak kiedy dojdziemy do etapów bardziej wymagających, ta przyjemność się kończy. Gdy przyjdzie nam jeździć po typowo platformowych poziomach pojawia się bardzo poważny problem, mianowicie zbyt duża bezwładność postaci. Podczas wykonywania bardziej wymyślnych akrobacji nie raz mój motocyklista zaczynał hamować z opóźnieniem i ciężko było precyzyjnie określić jego położenie na płaszczyźnie. Przez to w trudniejszych momentach gra staje się po prostu nieznośna.

Zobacz również: TSIOQUE – recenzja przygodówki o królewnie w opałach

Rozgrywkę ratuje trochę różnorodność bohaterów, z których każdy ma inne specjalne umiejętności. Możemy wszystkich z osobna dowolnie ulepszać oraz modyfikować wygląd ich samych, jak również ich motocyklów. Ten element jest naprawdę dobrze zrobiony, każdy grywalny charakter ma swoje wady i zalety, każdym gra się odrobinę inaczej, każdy jest skuteczny na inny typ przeciwników. Warto tu też wspomnieć o projektach poziomów, które są zrobione bardzo solidnie. Jest tu dużo etapów niezwykle pomysłowych, do tego nie ma tu mowy o zbyt dużej powtarzalności. Jedyne co razi to wcześniej wspomniane zbyt trudne momenty, które są frustrujące ze względu na niedokładne sterowanie.

fot. screen z gry Steel Rats

Steel Rats to niezła gra, jednak produkcja ta mogła wyjść o wiele lepiej. Przez nudną i sztampową fabułę oraz papierowych bohaterów, ciężko zainteresować się przedstawioną historią. W tym przypadku ratuje to wszystko ciężki, mroczny klimat, potęgowany dzięki genialnej ścieżce dźwiękowej, przyjemnej grafice i ciekawym projektom lokacji. Niezrozumiałe jest dla mnie natomiast dlaczego twórcy oddali w ręce graczy produkt ze sterowaniem, które ewidentnie jest niedopracowane i wymaga poprawy. Jak przez większość gry to nie daje się mocno we znaki, tak przy wymagających etapach po prostu męczy. Podsumowując dostajemy grę bardzo przeciętną, z marną fabuła oraz niedoszlifowaną mechaniką rozgrywki, a gdyby tylko poświęcić odrobinę więcej czasu wspomnianym elementom tytuł miałby szansę być naprawdę bardzo dobry.

Recenzja powstała w oparciu o wersję na PlayStation 4.

Ilustracja wprowadzenia: mat. prasowe

Miłośnik wysoko budżetowego kina, gier, anime, seriali, a także maniak Gwiezdnych Wojen. Na Fb do znalezienia na stronie Popkulturysta 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?