Advertisement
banner

The Division 2 – recenzja. Jak tu nie lubić strzelanek TPP?

Ależ ze mnie dyletant… Jak można być fanem strzelanek z perspektywy trzeciej osoby, narzekać, że ostatni dobry tytuł z tego gatunku to Max Payne 3, a jednocześnie ignorować przez lata serię Tom Clancy? 2019 rok, a ja się w końcu obudziłem i wziąłem na warsztat The Division 2. I była to moja najlepsza gamingowa decyzja od czasu niegrania w Fallouta 76!

Zobacz również: Assassin’s Creed Odyssey: Dziedzictwo Pierwszego Ostrza – recenzja kiepskiego DLC

Mało kto na świecie nie słyszał o osobie Toma Clancy’ego. Tom był amerykańskim pisarzem, lubującym się w powieściach sensacyjnych, na których to podstawie powstawały gry z serii Rainbow Six. Clancy, w przeciwieństwie do Sapkowskiego, bardzo chętnie sygnował swoim imieniem gradaptacje jego twórczości i… No, może na tym zakończmy porównania, bo okaże się, że CD Projekt nie będzie jedynym pozwanym przez pana Andrzeja. Tak czy inaczej – tak jak Rainbow Six, Splinter Cell czy Ghost Recon, tak i The Division przekształciło się w coś więcej niż pojedyncza odsłona.

Pamiętam zwiastun z E3, zapowiadający pierwsze The Division. Postapokaliptyczny, okryty śniegiem  Nowy Jork, grupa żołnierzy, rozwinięta fabuła, dobre mechaniki walki oraz rozwoju i niczego właściwie więcej nie trzeba. Tak dobrze jednak nie było, bo rzeczywistość okazała się mniej kolorowa od tej z trailera. Dopiero kilka DLC niejako spełniło obietnice tego, co nam zapowiadano przed premierą (tak, nie grałem, ale się o tym wypowiadam – oto dziennikarstwo godne XXI wieku!). Dwójka już na starcie miała być dopicowana. Miała poprawiać błędy poprzedniczki i oferować kilka nowych rozwiązań. I… nie wiem, czy rzeczywiście tak jest względem części pierwszej, ale The Division 2 daję ogrom funu.

Zobacz również: LEGO Przygoda 2 Gra wideo – recenzja. Klockowa apokalipsa w kosmosie!

Powiem wam szczerze, że fabuła jakaś jest, lecz skonstruowano ją na zasadzie dobra, dajmy jakąś historię, żeby nam nie zarzucili, że nie ma fabuły. I mi to kompletnie nie przeszkadza. Trudno w grach tego typu wymyślić coś nowego i świeżego pod względem scenariusza. A skoro graniczy to z cudem, to logicznym jest, że twórcy skupią się na tym, by to rozgrywka zatrzymała gracza na jak najdłużej. Celne założenie, z którego dodatkowo wyszli obronną ręką, bo gameplayowo The Division 2 wymiata. Jak ktoś uważa się za fana TPS-ów to nie wyobrażam sobie, by przeszedł koło tego tytułu obojętnie.

Oczywiście, wszystko można przejść w singlu, można wczuć się w klimat gry i mieć radochę. Tylko o wiele, wiele ciekawiej i przyjemniej będzie przejść to w co-opie z kumplem. Nic wam nie zastąpi uczucia, gdy przemierzacie ulice Waszyngtonu, z naprzeciwka pojawia się grupa zwyroli, a Ty i kumpel obieracie kompletnie inne taktyki, tj. ty planujesz się schować, a kolega biegnie z imieniem boga na ustach i wali do nich z shotguna z odległości jakichś 15 metrów. Bo w The Division 2 chodzi ogólnie rzecz biorąc o strzelanie i rozwijanie swojego bohatera. Proste, żeby nie powiedzieć prostackie założenie. A mimo tylu lat na karku wciąż może zaskoczyć.

Zobacz również: TOP 20 – Najlepsze polskie gry!

System strzelania to miód na me serce. Pamiętam, gdy zagrywałem się w Spec Ops: The Line, gdzie rzeczywiście czuło się moc karabinku dzierżonego w łapie. Tu towarzyszyło mi dokładnie to samo uczucie. Strzelania będzie dużo, bo i aktywności w grze jest dużo. Prócz głównych i pobocznych misji fabularnych, czeka na nas odbijanie dzielnic czy wież radiowych. Każda taka potyczka to prawdziwe wyzwanie, gdyż przeciwnicy bezmózdzy nie są i potrafią graczowi napsuć sporo krwi. Liczba pobocznych aktywności jest duża, to też przejście gry na sto procent zajmie nam sporo, sporo czasu.

Do dyspozycji gracza oddano przeogromny arsenał broni, gadżetów i wyposażenia. Oczywiście, każdy ze swoimi specjalnymi statystykami, stąd też czasami można się poczuć jak kobieta w sklepie z odzieżą. Przymierzacie to, porównujecie z tamtym i hop, po 10 minutach (w przypadku kobiety w sklepie nieco więcej) jesteście już zdecydowani, by za chwilę znowu znaleźć coś nowego i skończyć w przymierzalni. Multum broni i gadżetów równa się także z szerokim wyborem strategii, jakie obierzemy podczas gry. Zarówno kamperzy jak i lubujący się w taktyce cyka blyat rush B będą mogli dostosować wszystko do swoich wymagań.

 

The Division 2 najlepiej można podsumować jako Borderlandsy z TPP i w klimacie The Last of Us. Jak to was nie zachęci, to już nie wiem jak można by lepiej zareklamować ten tytuł. Dawno nie miałem takiej radochy ze strzelania. Okej, fabuła dalej nie wciąga, ale rozgrywka za to już tak. Grą roku raczej nie będzie, ale do TOP 10 może się – całkiem zasłużenie – załapać. Bardzo fajny tytuł do co-opa – jak najbardziej polecam!

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Zastępca Redaktora Naczelnego

Początkujący scenarzysta, zapalony publicysta i sfiksowany popkulturowiec.

Więcej informacji o
, ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?