The Walking Dead: The Telltale Definitive Series – recenzja kompletnego wydania przygód Clementine z masą dodatków!

Coby się nie myślało o Telltale Games i ich grach w odcinkach, trzeba przyznać – ta ekipa na stałe zapisała się w historii gier komputerowych. W końcu, nie każdy może pochwalić się bankructwem i anulowaniem ostatniej części swej flagowej serii po dwóch wydanych epizodach z planowanych czterech. Ale, co znacznie ważniejsze, nie każde studio mogło przyczynić się do spopularyzowania jakiegoś gatunku wśród graczy. Dla Telltale, były to przygodówki.

Choć studio miało już na koncie Sam & Max oraz Powrót do Przeszłości, dopiero pierwszy sezon The Walking Dead otworzył Telltale Games drzwi do rozpoznawalności. Żywe Trupy odniosły sukces. I to nie byle jaki! Ponad 90 nagród dla gry roku a także mnóstwo pozytywnych recenzji od dziennikarzy i graczy. Jak człowiek sobie pomyśli, że przygoda Clementine rozpoczęła się w 2012 roku, trudno nie poczuć obecności przybyłych zmarszczek i powiększonych zakoli. Po siedmiu latach, znamy już całą historię Żywych Trupów w interpretacji Telltale Games. Po siedmiu latach możemy pożegnać się z tą rewelacyjną marką. Po siedmiu latach… Dowiedziałem się, że Klementyna mimo swej białej skóry i nieco skośnych oczu, figuruje na wszystkich oficjalnych stronach jako Afroamerykanka. Skybound, odpowiedzialne za dokończenie finałowego sezonu TWD, postanowiło wydać kolekcję z zombiakami od Telltale, mając nadzieję zainteresować zarówno nowych graczy jak i tych, co znają na pamięć każdy epizod gry.

Zobacz również: Żywe Trupy – recenzja 9. sezonu, czyli wielki powrót do formy

The Walking Dead: The Telltale Definitive Series to zbiór czterech sezonów gry, dodatku 400 days oraz krótkiej historii poświęconej Michonne. To jednak nie kolejne zbiorowe wydanie, pozbawione jakichkolwiek urozmaiceń względem pierwowzoru, o nie. Grafika w poprzednich sezonach dostała liftingu na modłę finałowego sezonu. Może się wydawać, że to niewiele, jednakże efekt robi sporą różnicę. Klimat zdecydowanie stał się mroczniejszy i doroślejszy niż w pierwowzorze. To bardzo satysfakcjonująca zmiana. Dodatkowo, na graczy czeka masa dodatkowej zawartości. W menu głównym gry znajdziemy bowiem modele postaci, szkice koncepcyjne, ścieżki dźwiękowe z każdego sezonu oraz komentarze deweloperów. Dla tych, co serię śledzą od 2012 roku, będą to bardzo fajne i wartościowe dodatki, niejednokrotnie powodujące łezkę w oku.

Zobacz również: TOP 20 – Najlepsze gry z zombie!

Co się tyczy samego gameplaya, nie uległ on zmianie. Ci, którzy jakimś cudem jeszcze nie mieli okazji zaznajomić się z twórczością studia Telltale – słowem wyjaśnienia. The Walking Dead to nowoczesna przygodówka, stawiająca na interaktywne doświadczenie płynące z rozgrywki. Gracz w trakcie historii niejednokrotnie stawiany jest przed ciężkimi wyborami, które będą miały mniejszy lub większy wpływ na dalszy rozwój fabuły. Naszą grupę zaatakowały zombiaki – pomożemy dziewczynie, którą polubiliśmy, a którą przerasta wymiana baterii w radiu czy kolesiowi, mającemu łeb nie od parady, co może kiedyś pomóc grupie? To jeden z wielu ciężkich dylematów, które stawia przed graczem Walking Dead.  Poza wyborami, sporo tu eksploracji, niekiedy prostych zagadek logicznych oraz dialogów z innymi postaciami.

Jeśli o same gry chodzi, wciąż uważam, że Season One to najlepsza przygodówka tej dekady, a dorównać jej może jedynie… Wolf Among Us Tales From Borderlands, czyli dwie inne produkcje spod szyldu Telltale Games. Doskonały scenariusz przepełniony świetnymi postaciami, relacjami między nimi i zaskakującymi twistami, wzruszającymi momentami oraz soundtrackiem chwytającym za duszę. To jest właśnie pierwszy sezon The Walking Dead. To były też te wspaniałe czasy, kiedy Telltale wkładało spory wysiłek w to, aby gracza usatysfakcjonować. Epizody nie trwały 1.5-2.5 godziny, jak to w zwyczaju miały późniejsze produkcje tej firmy, a średnio 3.5 godziny. Początek historii Clementine i jej mentora, Lee, ograłem już kilkukrotnie na różnych platformach i wciąż lubię do niego czasami wracać.

Zobacz również: Gibbous: A Cthulhu Adventure – recenzja gry. Lovecraft na wesoło!

Zdecydowanie gorzej w mej opinii wypada sezon drugi. Tu wcielamy się już nie w Lee, a w Clem, co stanowi paradoksalnie największą bolączkę tej gry. Wszystko przez fakt, że dziewczynka ma 11 lat, a twórcy najwyraźniej zapomnieli, że gracz nie steruje już facetem w średnim wieku. Scenariusz to jeden wielki nieład, pozbawiony często sensu, głębi oraz cierpliwości reprezentowanych przez poprzednika. Ma kilka dobrych momentów, okej, jednak całość przyćmiewa brak jakiejkolwiek chemii między bohaterami. Akcja posuwa się zdecydowanie za szybko do przodu, a budowanie relacji postaci zostało całkowicie olane. Trzeci sezon ponownie powraca do idei, by Clementine była postacią w tle i to bardzo dobra decyzja. Mimo dwóch pierwszych, obiecujących epizodów, A New Frontier okazuje się być tylko (lub aż) dobrą, rzemieślniczą robotą.

Wisienką na torcie pozostaje doskonały sezon finałowy, którego o mały włos a byśmy nie ograli do końca. Tu nasza główna protagonistka ma już lat 16. Nie będę za bardzo wdawał się w szczegóły wątków fabularnych, aby nie psuć wam zabawy z rozgrywki. Gra swym klimatem mocno wzoruje się na pierwszym sezonie. Czuć również niemalże od początku, że to finałowa odsłona serii; masa odniesień do zdarzeń z wcześniejszych sezonów wywołuje u grającego smutny, nostalgiczny uśmiech. Ma swoje niewielkie mankamenty scenariuszowe, ale całościowo wypada iście doskonale. Po ostatnich scenach sezonu aż chce się usiąść na spokojnie w fotelu, otworzyć zimne piwko i powiedzieć Twoje zdrowie, Clementine.

Zobacz również: Krótka historia zombie movies w reżyserii George’a A. Romero

I tak oto, po siedmiu latach historia Clem dobiegła końca, a my dostaliśmy jej kompletne wydanie z odpicowaną grafiką, usprawnieniami technicznymi i sporą masą dodatkowej zawartości. Cena 2 stów może być nieco zaporowa zarówno dla graczy niezaznajomionych z serią jak i jej starych wyjadaczy. Mówimy w końcu o 5 grach, z czego cztery z nich są już na rynku od kilku lat. Jeśli jednak cena spadnie nawet do tych 160 złotych, to będzie to uczciwa scena. Nie zapominajmy, że mamy tu do czynienia z jedną z lepszych serii w ostatnich latach. Scenariusz gamingowego serialu The Walking Dead wywoła u was całą paletę emocji, a po ukończeniu ostatniego sezonu poczujecie, że za wami naprawdę kawał dobrej, satysfakcjonującej i zapadającej w pamięć historii. Nie każda gra to potrafi i chwała jej za to.

Grę do recenzji w wersji na PS4 dostarczył polski dystrybutor, firma CDP

Zastępca Redaktora Naczelnego

Początkujący scenarzysta, zapalony publicysta i sfiksowany popkulturowiec.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?