Advertisement
Advertisement

World of Warcraft: Shadowlands – recenzja podróży w zaświaty

Kiedy Shadowlands zostało zapowiedziane, wywołało mocno średnie odczucia. Brakowało tego czegoś. Zawartość która została zapowiedziana wydawała się zwyczajnie biedna w porównaniu do poprzednich dodatków. Nie mniej jednak mocno wierzyłem w to, że tym razem Blizzard postanowił mniej gadać i obiecywać, a więcej zrobić, gdyż poprzedni dodatek Battle for Azeroth, mówiąc kolokwialnie, mocno się przejechał na hucznych i niedotrzymanych obietnicach. Jak zatem wypada najnowszy dodatek do World of Warcraft?

Śmierć przyjdzie po wszystkich? Wszyscy przyjdziemy po śmierć!

Zacznijmy od krótkiego wstępu fabularnego. Shadowlands zabiera graczy do dotychczas obwianej tajemnicą, krainy zaświatów uniwersum Warcrafta. Jest to przyczynowo skutkowy ciąg zdarzeń ciągnący się od poprzedniego dodatku, który doprowadził do otwarcia przez Sylvanas przejścia do krainy zmarłych wskutek zniszczenia Hełmu Dominacji – tak, tego kozackiego hełmu Lich Kinga. Słysząc złowieszczą obietnicę, że śmierć przyjdzie po nasz świat, bohaterowie Azeorth postanawiają przenieść się do Shadowlands w poszukiwaniu zarówno odpowiedzi na motywy działania Sylvanas jak i jej samej.

Fot. mat. prasowe

Na miejscu okazuje się, że za ścianą dzielącą życie od śmierci pracuje (a przynajmniej dotychczas pracowała) skrupulatnie zaprojektowania machina. W wyniku jej pracy dusze z całego uniwersum rozdysponowywane są w zależności od ich dokonań w życiu doczesnym, pomiędzy pięcioma krainami: Bastion, Revendreth, Maldraxxus, Ardenweald, oraz The Maw – będącym śmeitnikiem na najbardziej zepsute dusze. Czemu zatem już nie pracuje? Otóż ktoś ją popsuł. Od jakiegoś czasu dusze nie przechodzą weryfikacji, lecz trafiają bezpośrednio do The Maw, przez co w pozostałych krainach panuje susza.

Jako dzielni bohaterowie ruszamy zatem dziarsko na pomoc utrudzonym krainom, poznając przy tym głównego złego zaświatów – Jailera, który okazuje się być w kolaboracji z Sylvanas.

Piękne życie po śmierci

Zacznijmy zatem od części wizualnej. Jeszcze żaden dodatek do World of Warcraft nie zawodził pod względem przedstawienia audiowizualnego świata – i tak też jest w przypadku Shadowlands. Wszystkie krainy, łącznie z głównym miastem znajdującym się w centrum wszystkiego – Oribossą mocno unikatowe, a przy tym ani na chwilę nie pozwolą nam zapomnieć, że jesteśmy w zaświatach.

Fot. mat. prasowe

Tak o to podczas swojej podróży zwiedzimy niebiański i pełny złotych pól Bastion, baśniowe, tętniące energiami natury Ardenweald, gotyckie i podzielone na kasty Revendreth, nekromantyczne, wypełnione szkieletorami i abominacjami Maldraxxus oraz przerażajace, chaotyczne The Maw. Wszystkie krainy są duże i rozbudowane. Do tego stopnia, że spora ich część pozostanie dla graczy do odkrycia nawet po ukończeniu wszystkich questów głównej linii fabularnej. Dzięki czemu można odkrywać nowe obszary i aktywności podczas tzw. endgame.

Przedstawienie opowieści na zupełnie nowym poziomie.

Przejdźmy zatem do spraw kluczowych – zaczniemy od głównych questów. Wątek fabularny w Shadowlands wchodzi zdecydowanie na zupełnie nowy poziom. Jakość questów, ciekawe ich przedstawienie i zróżnicowanie to cechy charakterystyczne już od kilku dodatków wstecz. Shadowlands oczywiście podtrzymuje tą wspaniałą passę, wzbogacając dodatkowo wszystko o dynamiczne prerenderowane na silniku z gry filmiki. Jest ich cała masa przez co wszystko spina się w dynamiczną i trzymającą w napięciu fabułę.

Fot. mat. prasowe

Oczywiście można było tego typu filmiki oglądać już w poprzednich dodatkach, nie mniej jednak w Shadowlands przestają one być drętwe. Postacie korzystają z nowych animacji, podjęto nawet próbę odtworzenia ruchu warg. Niewielka rzecz można powiedzieć, a drastycznie wpływa na odbiór fabuły i zaciekawienie całym wątkiem.

 Mniej gadania – więcej zawartości!

Tak jak wspominałem na wstępie pierwsze zapowiedzi Shadowlands nie obiecywały zbyt wiele. Okazuje się jednak, że rzeczywiście Blizzard postanowił więcej robić, a mniej gadać, ponieważ zawartości endgame’owej jest całkiem sporo. Po wbiciu maksymalnego poziomu rozpoczyna się tak na prawdę prawdziwa zabawa z dodatkiem. Gracze otrzymując całkiem spory wachlarz możliwości. Co konkretnie?

Zagorzały fan fantasy, szeroko pojętego gamingu oraz student w jednym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nowe technologie

Wejdź do świata nowych technologii na: Tech-Room logo
Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?