Advertisement



World of Warships: Legends – recenzja spośród mórz i oceanów

Tuż przed świętami wielkanocnymi, swoją premierę miała specjalna adaptacja World of Warshpis na konsole. Tytuł ten zapewne jest dobrze znany graczom spod znaku komputerów osobistych, gdyż na tej platformie bitwy morskie od Wargaming debiutowały już kilka lat temu. Konsolowa edycja została opatrzona podtytułem Legends i według zapewnień producenta, stanowi wręcz osobny tytuł specjalnie przygotowany na potrzeby naszych padów i wzbogacony o doświadczenie związane z patchami i łatkami wersji na komputery stacjonarne.

Zobacz również: Mordhau – zobaczcie krwawy zwiastun średniowiecznego multiplayera

Schemat tejże produkcji jest raczej dobrze znany wszystkim tym, którzy mieli już styczność z produkcjami od Wargaming – free to play, rozbudowane drzewka rozwoju, starcia z innymi graczami i właściwie wyważone mikrotransakcje. Wszystko to zostało zaopatrzone w mechanikę rozgrywki, która stawia przede wszystkim na odgrywanie odpowiednich ról na polu bitwy, a także taktyczne podejście do pozycjonowania się podczas walki. O ile taki sposób gry pasuje do osławionych już czołgów, o tyle miałem wątpliwości jeżeli chodzi o wielkie, toporne i ociężałe statki na bezkresie oceanu, walące do siebie z dział salwami na odległość kilkunastu kilometrów. Całe szczęście dość sporo się myliłem, ale zacznijmy od samego początku…

W grze, na chwile obecną mamy dostępne trzy rodzaje statków, podzielone na trzy państwa: Japonia, USA i Wielką Brytanię. Do boju możemy ruszyć za sterami szybkich i zwrotnych Niszczycieli, ociężałych, siejących śmierć z oddali Pancerników, a także zbalansowanych, szybkostrzelnych Krążowników. Każdy z nich odgrywa swoją rolę na polu bitwy i ta jest bardzo ważna. Krążownikiem będziemy w stanie przejąć i utrzymać punkt, a take trzymać przeciwnika na średni dystans. Niszczyciel umożliwi nam wręcz niepostrzeżenie zakraść się do oponenta i posłać go na dno kilkoma celnymi salwami. Pancernik będzie sprawował osłonę ogniową dla swoich sojuszników podczas walki. Dobra znajomość cech swojego okrętu, jak i zadania, jakie spełnia on podczas starć jest wręcz kluczowa do owocnego i zwycięskiego zakończenia bitwy.

Fot. mat. prasowe

Zobacz również: Już w tym tygodniu crossover Fortnite i Avengers!

Jeżeli już wybraliśmy odpowiadający nam rodzaj okrętu, należy zadbać o odpowiednią załogę dla naszego flagowca. World of Warships: Legends oferuje nam do zrekrutowania na pokład okrętu aż 20 historycznych kapitanów. Każdy z nich posiada swoje odrębne bonusy dla statku, którym dowodzi, a także specjalne drzewko rozwoju i unikalne dla każdego z nich punkty doświadczenia. Dzięki temu mamy spory wachlarz możliwości, jeżeli chodzi o dostosowanie naszego okrętu do bitwy.

Statki oczywiście również posiadają swoje bonusy. Niektóre mogą zostać wyposażone w specjalne radary, inne w samoloty zwiadowcze, jeszcze inne mogą otrzymać wzmocnione turbiny, czy też ulepszone torpedy lub działa. Wszystko zależy od rodzaju okrętu. Sumując drzewka rozwoju okrętów i kapitanów, otrzymujemy całkiem pokaźny zasób elementów do odblokowania, a więc rozgrywki mamy co nie miara!

Fot. mat. prasowe

Tak więc, jeżeli mamy już wybrany statek, dobrane wyposażenie, a także zwerbowanego kapitana, pora ruszać do boju. Jak zatem wygląda najważniejsza część World of Warships: Legends, a więc rozgrywka? Przede wszystkim bardzo dynamicznie. O dziwo statki nie są tak ociężałe i toporne, jak to ma miejsce w rzeczywistości. Ten aspekt symulacji został pominięty na rzecz lepszej radości z gry, całe szczęście. Oczywiście proporcje odpowiednie zostały zachowane tak, że Pancernikiem nie będziemy kręcić bączków w błękitnej lagunie. Mapy zostały zaprojektowane tak, iż posiadają sporo elementów, za którymi można się schować lub w których można wymanewrować przeciwnika. Sam początek rozgrywki trwa stosunkowo długo, gdyż statki mają kawałek drogi do przebycia, aby spotkać się ze sobą, jednak, gdy już dojdzie do owego spotkania, wszystko rozgrywa się bardzo szybko. Ostrzał pada z przeróżnych stron, a my jako kapitanowie musimy jednocześnie unikać salw przeciwnika i celować do oponentów znajdujących się w zasięgu naszych armat, jednocześnie lawirując pomiędzy torpedami. Pierwsze moje walki, kończyły się w zaledwie kilka minut, gdyż zaślepiony przekonaniem, że przecież statki to trochę potrzebują żeby wycelować, ustawić się, no trzeba na środek płynąc i powolutku usiąść nad tym, tonąłem sparaliżowany mnogością akcji dziejących się wokół mego biednego okrętu.

Całości dopełnia przyjemna dla oka grafika. Statki zostały pieczołowicie wykonane, tak jak otoczenie i sama fizyka walki. Salwy z pancerników, grając na słuchawkach, mogą przyprawić nas o ciarki na skórze!

Fot. mat. prasowe

Zobacz również: Mortal Kombat 11 – kolejna postać zaprezentowana. Poznajcie Frost!

Produkcja pomimo łatki wczesnego dostępu, jest świetnie wykonana. Nie notuje ona spadków w wydajności, a także uciążliwych błędów, zarówno jeżeli chodzi o graficzne glitche, jak i połączenie z serwerami.  World of Warships: Legends bez problemu radzi sobie z technologią HDR, a już we wakacje będzie mieć dostęp do rozdzielczości 4K.

Podsumowując – odświeżona produkcja od Wargaming sprawuje się świetnie. Posiada ona najważniejszą cechę, jaką można oczekiwać od tego typu produkcji, a więc syndrom jeszcze jednej gryWorld of Warships: Legends bardzo szybko potrafi wciągnąć swoją dynamiką i mnogością elementów do odblokowania. Wszystko to zaopatrzone w ładną grafikę i solidną fizykę tworzy mieszankę będącą po prostu dobrze wykonaną i przemyślaną produkcją. Tak jak wspominałem wcześniej, gra aktualnie jest w fazie wczesnego dostępu, a producent zapewnia intensywny jej rozwój, tak więc już nie mogę się doczekać co przyniesie przyszłość dla tego tytułu.

Ilustracja wprowadzenia: mat. prasowe

Dziennikarz

Zagorzały fan fantasy, szeroko pojętego gamingu oraz student w jednym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?