Advertisement



Zombieland: Double Tap – Road Trip – recenzja gry. Gdyby Dead Nation miało brzydkiego brata…

Narzekam od jakiegoś czasu, że dostajemy mało gier na filmowych licencjach i proszę! Raz na kilka miesięcy ktoś się tam wysili ostatkiem sił i wyda jakiś półprodukt, mając nadzieję na podbicie zysków tanim kosztem. Zombieland nie jest dobrą grą. Nie jest też ciekawą grą, ani innowacyjną grą. Trzeba jednak przyznać, że kilka rzeczy twórcom się – o dziwo – udało.

Największy przypływ gier na podstawie filmowych licencji przypada na zeszłą dekadę. Powiem wam szczerze, że bardzo lubiłem te gry. W znakomitej większości były to crapy, owszem, ale mimo wszystko często bardzo relaksujące i odstresowujące. Czasami zdarzały się też i perełki, których wcale nie było tak mało. Harry Potter i Komnata Tajemnic zapadł w pamięć przede wszystkim za sprawą wspaniałej ścieżki dźwiękowej, przygodówki z Różową Panterą stanowią dziś klasykę tego gatunku, zaś Wolverine przypominał God of Wara w świecie X-Menów. W ostatnich latach, ewenement jakim były gry na licencji ucichł i znacznie rzadziej dostajemy tego typu tytuły. Zombieland niestety idzie drogą Jak wytresować smoka, niżeli całkiem niezłego World War Z.

Zobacz również: Zombieland: Kulki w łeb – recenzja kontynuacji hitu sprzed dekady!

Zombieland: Double Tap – Road Trip (dłuższego tytułu nie dało się wymyślić) opowiada nam o wydarzeniach zaraz sprzed drugiej części filmu. Na próżno jednak oczekiwać tu jakiejkolwiek interesującej fabuły. Historia w Zombieland to 10 misji, w których czwórka naszych bohaterów przemierza drogę z zachodniego wybrzeża USA wprost do Białego Domu. Model rozgrywki niemal kropka w kropkę przypomina ten z leciwego już Dead Nation. Tyle, że w znacznie uboższej wersji. Twórcy nie zaimplementowali tu trybu sieciowego, więc pozostaje nam albo singiel, albo lokalny multiplayer. Rozgrywka sprowadza się do widoku z lotu ptaka, gdzie naszym bohaterem musimy przejść z punktu A do punktu B, pokonując przy tym masę zombiaków. Do wyboru mamy całkiem pokaźny zestaw broni, ale dość szybko pojmiemy, że najlepsze są bronie palne, szybkostrzelne, bo pozostałe nie mają większego sensu.

Nie liczcie na możliwość odepchnięcia przeciwników czy zrobienia uniku. Do obsługi gry wystarczy nam właściwie gałeczka i jeden przycisk, by pakować ołów w żywe trupy. Dead Nation ponad 10 lat temu oferowało znacznie, znacznie ciekawszy gameplay niż ten potworek. Po każdej misji, zależnie od tego jak nam poszło, dostajemy punkty cech, które wykorzystamy do usprawnienia wybranego bohatera. Poziom trudności jest zerowy, a frustracja przyjdzie wyłącznie wraz z ostatnią misją, gdyż ta jest zabugowana. Jest najdłuższą misją w Zombieland, więc możecie podejrzewać moje zdenerwowanie, kiedy po raz trzeci dotknęło mnie jażmo bugów w jej końcowych minutach, a co za tym idzie – jej trzykrotne powtarzanie.

Zobacz również: TOP 30 – Najlepsze filmy o zombie!

Dlatego jeśli ktoś chce zagrać w dobrą grę z zombiakami, to niech zainwestuje w ciągle miodne Dead Nation. Ewentualnie wspomniane już World War ZZombieland: Double Tap – Road Trip poleciłbym właściwie tylko maniakom serii, którzy chcą wcielić się Tallahassee, Columbusa, Wichitę czy Little Rock i pozabijać zombiaki, a przy tym trochę się pośmiać z charakterystycznego dla filmów humoru. Gra starcza na naprawdę niewiele czasu, a przy ubogiej rozgrywce, powinna była zadebiutować na telefonach, a nie konsolach. Chyba, że mówimy o konsoli PS3 i Xbox 360.

Zastępca Redaktora Naczelnego

Początkujący scenarzysta, zapalony publicysta i sfiksowany popkulturowiec.

Więcej informacji o
, ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?