Kapitan Ameryka tom 4: Człowiek, który kupił Amerykę – recenzja komiksu

Kapitan Ameryka nie żyje (na razie…), ale kraj Wuja Sama potrzebuje herosa ubranego w kolory flagi i ze skrzydełkami na masce. Mówiąc wprost – śmierć Steve’a Rogersa nie oznacza śmierci Capa. A najlepszym kandydatem na jego zastępcę jest jego dawny towarzysz broni. Cóż z tego, że przez dekady był sowieckim cynglem, a i dziś nie stanowi przykładu prawego amerykańskiego obywatela i wzoru cnót, jak Rogers? A może właśnie taki Cap jest potrzebny Ameryce po superbohaterskiej wojence?

Strona komiksu Kapitan Ameryka tom 4: Człowiek, który kupił Amerykę

Mimo szoku po tragicznej śmierci Kapitana Ameryki ustawa o rejestracji obowiązuje, a próby znalezienia winnych jego śmierci przez Bucky’ego bynajmniej nie są dokonywane w jej myśl. Tony Stark i S.H.I.E.L.D. mają jednak większy problem, niż niesforni przebierańcy. Red Skull nieoficjalnymi kanałami zdobywa coraz większą przewagę, a nielichą pomocą jest dla niego niejaki Doktor Faustus. Głównym łotrem nadal pozostaje Red Skull, ale osobnik o zdolnościach pozwalających wpływać na ludzkie umysły i zarazem posiadacz brody mogącej być równie dobrze zwierzątkiem futerkowym, staje teraz na drodze Bucky’ego i Sharon Carter, a w przypadku kobiety Rogersa pokazuje pełnię swej demoniczności. Co nie przeszkadza w narodzinach nowego Kapitana Ameryki.

Edowi Brubakerowi celnie udało się uchwycić całą odrażającą specyfikę Skulla i jego podkomendnych. Z jednej strony wyglądają jak postaci żywcem wyrwane z dawnego komiksu – choćby Arnim Zola i jego ekranik. Z drugiej unosi się wokół nich ponadczasowa aura zła, która groteskowy wygląd odsyła na drugi plan. Skull jest jednym z największych łotrów Marvela, a Faustus jest najgorszą wersją psychiatry, będący wręcz uosobieniem jakiejś fobii przed terapeutami.

Strona komiksu Kapitan Ameryka tom 4: Człowiek, który kupił Amerykę

Zmiana na stanowisku Kapitana Ameryki skłania do pewnej refleksji. Nie mogę pozbyć się z głowy porównywania duetu Cap/Bucky z Batmanem i Robinem. Idąc tym tropem, to James Buchanan Barnes jest skrzyżowaniem Dicka Graysona i Jasona Todda, z lekkim naciskiem na tego drugiego. Bucky zawsze był niepokorny, lecz idealizm Steve’a miał na niego wpływ. Zimowy Żołnierz, czy może raczej już Kapitan Ameryka nie jest ideałem, a widocznym dowodem na stosowanie innych metod, niż Steve. Nóż czy pistolet to narzędzia, po które oryginalny Cap sięgał rzadko, a Bucky stawia je na równi z tarczą. I może taki Kapitan w tamtym okresie był potrzebny bardziej, niż wzorzec moralności dla dziadków przeciętnego czytelnika albumu Kapitan Ameryka tom 4: Człowiek, który kupił Amerykę?

Uczucie to towarzyszy mi od poprzedniego albumu, lecz nie wpływa na ocenę czwartego tomu. Mianowicie zmiana na stanowisku Capa, mimo talentu Eda Brubakera, przez upływ czasu i działania Marvela w późniejszych latach sprawiły, że Cap/Bucky jest jedynie czymś pokroju Batmana/Azraela. Chwilowym kuriozum i ciekawostką. W tym konkretnym przypadku jednak mogącym być czymś więcej, niż dublerem. Dobrze chociaż, że Zimowy Żołnierz odnalazł swą niszę w świecie Marvela i dla mnie jest świetnym materiałem na niejednoznacznego bohatera, którego potencjał nie został jeszcze wykorzystany. A spektakularne zmiany? Pozwolę sobie sparafrazować Roy’a Batty’ego. Odeszły jak łzy na deszczu, ale nie pora umierać – run Brubakera to jedna z najlepszych serii tamtego czasu i do dziś może odnaleźć się w zestawieniach złotych standardów Marvela.

Strona komiksu Kapitan Ameryka tom 4: Człowiek, który kupił Amerykę

Kapitan Ameryka tom 4: Człowiek, który kupił Amerykę to jedno z najlepszych dzieł Brubakera z herosami. Filmowa sensacyjność miesza się z motywami superbohaterskimi ponurej ery po Wojnie domowej. Człowiek specjalizujący się w kryminałach i historiach szpiegowskich uszczknął co nieco z tych gatunków i z sukcesem przeszczepił na grunt heroiczny. W efekcie ten i pozostałe tomy to nie tylko pozycje obowiązkowe dla fanów Capa, ale bardziej wysublimowane propozycje ze świata Marvela, które miały wpływ na filmy. W końcu też Bucky to dobry Kapitan Ameryka, pod kilkoma względami ciekawszy od swego poprzednika i warto poznać, jak radził sobie z dźwiganiem tarczy. Zarówno w dosłownym, jak i symbolicznym aspekcie.


Okładka komiksu Kapitan Ameryka tom 4: Człowiek, który kupił Amerykę

Tytuł oryginalny: Captain America: The Man with No Face, Captain America: The Man Who Bought America
Scenariusz: Ed Brubaker
Rysunki: Steve Epting, Butch Guice, Mike Perkins, Roberto de la Torre
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Wydawca: Egmont 2020
Liczba stron: 292
Ocena: 85/100 

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?