Movies Room - Najlepszy portal filmowy w uniwersum

Zabójczo dobre seriale w BBC First

Ta teksańska krew tom 1 - recenzja komiksu

Autor: Tomasz Drozdowski
19 lutego 2026
Ta teksańska krew tom 1 - recenzja komiksu

Mówią, że western jest martwy. Że Dziki Zachód spokorniał, stając się znudzoną prowincją, a dawni szeryfowie obrośli tłuszczem. Jednak na prerii wciąż niosą się odgłosy wystrzałów i choć nie zawsze przynoszą one sprawiedliwość, to ludzie tacy jak Joe Bob Coates są godnymi dziedzicami dawnych stróżów prawa. Ta teksańska krew tom 1 to western niosący legendę Dzikiego Zachodu z podniesioną głową, zwłaszcza jej mroczniejsze aspekty.

Strona komiksu Ta teksańska krew tom 1

Irving to niewielkie miasteczko z wieloma przywarami. Prowincjonalność, brak perspektyw, lokalne waśnie i drobna bandyterka, która jednak nie ośmiela się podnieść łba zbyt wysoko. Na straży czuwa bowiem szeryf Coates i choć daleko mu do brawury Wyatta Earpa czy Dzikiego Billa Hickoka, to jego obecność gasi nawet najgorętsze głowy. Doświadczony policjant wiele zawdzięcza swojemu instynktowi. A ten mówi, że powrót Randy'ego Terrilla nie skończy się na dopełnieniu formalności w sprawie śmierci jego brata…

W dzieciństwie byliśmy okłamywani na różne sposoby, a jednym z fałszerstw był heroizowany Dziki Zachód. W istocie esencją tego gatunku był proch, krew i pustynny pył. Chris Condon doskonale to rozumie i jego opowieść to mroczna dolina, w której bohaterowie łatwo gubią słuszną drogę. Randy Terrill może i urodził się w Teksasie, ale przez lata stał się mieszczuchem z LA. Powrót do domu budzi jednak dawne demony. Ta teksańska krew tom 1 to historia o upadku, ale i odkryciu swej prawdziwej natury i pogodzeniu się z nią. Nawet jeśli jest mroczna i podła. Terrill nie jest jednak głównym rozdającym w tej serii.

Strona komiksu Ta teksańska krew tom 1

Szeryf Coates to bohater skrojony perfekcyjnie. Chłop liczy sobie siedemdziesiąt pięć wiosen. W polskiej policji od kilku dekad byłby już na emeryturze. To nie uparty dziadyga, rozdający mandaty na lewo i prawo, a element lokalnego krajobrazu. Chodząca, nieco flegmatyczna sprawiedliwość. Condon świetnie ukazał prywatną stronę jego życia: relacje z lokalną społecznością, żoną i podwładnymi. Pośród szarej codzienności są jednak niespodzianki, które zaskakują swym realizmem. Prostym, wręcz prostackim i niestety, bezlitośnie brutalnym. Wydawcy czasem odpływają w opisach swych tytułów, zwłaszcza porównując je do innych, często kultowych dzieł. Nie tym razem.

Ta teksańska krew to posępna policyjna opowieść, której faktycznie blisko do True Detective czy Siedem. Coates to wzorowy stróż prawa, który dostrzega brak sensu w swych działaniach. Mimo to, funkcjonujący jak dobrze naoliwiona maszyna, nawet nie myśli o emeryturze. Tubylcy to ludzie nieskomplikowani, ale wyrywni. Grzechy skryte są pod płaszczem małomiasteczkowej nudy, ale wystarczy iskra, by szambo wylało. Chris Condon pisze w stylu, który przypadnie do gustu fanom Criminal i całej twórczości Eda Brubakera. Zresztą to niejedyne powiązanie z tą serią.

Strona komiksu Ta teksańska krew tom 1

Jacob Phillips to syn Seana Phillipsa i w tym przypadku jabłko padło niedaleko od jabłoni. Rysunki młodszego z Phillipsów są jednak bardziej nieokiełznane. Jego Teksas to nie dumny stan rodeo i ropy naftowej, a odległa od cywilizacji kraina, gdzie przeszłość ciąży, a prosta codzienność ma też potworne oblicze. Surowa brutalność miesza się ze szczyptą metafizyki i próżno szukać tu westernowych strzelanin. Sprawiedliwość przychodzi posprzątać często, gdy padły już strzały. Nie dlatego, że Coates to lebiega. Krew musi się czasem przelać, by reszta tkanki społecznej funkcjonowała należycie.

Ta teksańska krew tom 1 to nie tylko start znakomitej serii od Image, ale przede wszystkim powrót wydawnictwa Kboom. I to z przytupem. Wydawca ma na koncie już sporo niezłych tytułów, a kolejne zapowiedzi jedynie zaostrzają apetyt. Tymczasem Ta teksańska krew to pozycja obowiązkowa dla fanów niebanalnych kryminałów, gdzie śledztwo to nie przeintelektualizowane zagwozdki, a żmudna robota, w której trzeba ubrudzić sobie ręce. Szeryf Coates to z pewnością jeden z najbardziej wiarygodnych gliniarzy, z jakimi ostatnio miałem do czynienia. Nie heros z giwerą ani wybitny detektyw. Po prostu stróż prawa, niosący sprawiedliwość, gdy trzeba.


Tytuł oryginalny: That Texas Blood Vol.1
Scenariusz: Chris Condon
Rysunki: Jacob Phillips
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Wydawca: Kboom 2026
Liczba stron: 168
Ocena: 85/100 

Chcesz nas wesprzeć i być na bieżąco? Obserwuj Movies Room w google news!

Dziennikarz, felietonista. Miłośnik klasyki SF, komiksów i muzyki minionych bezpowrotnie dekad.

Komentarze (0)
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.