• Zaloguj się
  • Zarejestruj
  • Połącz z Facebook
patticakes zwiastun

W jednej ze scen Wojny o planetę małp widzimy na murze napis „ape-ocalypse now”, ale na tym skojarzenia z wojennym kinem Francisa Forda Coppoli się nie kończą. Wygolony na zero pułkownik i samozwańczy lider rozpadającej się utopii wypełnionej żołnierzami, jest - podobnie jak Kurtz - człowiekiem zainfekowanym łatwo rozsiewalnym szaleństwem. W trzeciej części tej zrestartowanej serii o inteligentnych małpach dostajemy połączenie postapokalipsy z kinem wojennym. Wyszło danie nad wyraz smaczne, choć można mu zarzucić, że odgrzano je w mikrofalówce.

wojna o planete malp recenzja 1Fot. mat. prasowe

Mija kilka lat, od kiedy Cezar wszedł w konflikt z innym naczelnym, Kobą, wybierając tym samym przewodnictwo nad zagubionymi małpami. Wciąż pokojowo nastawiony wobec ludzi, choć zgorzkniały i coraz mniej wierzący w dobre zakończenia, w wyniku osobistej tragedii staje po stronie swoich braci nie tylko jako lider, ale również pomału formująca się legenda. Małpy trafiają do obozu pracy, którym kieruje wspomniany Pułkownik. Okazuje się, że u ludzi również dochodzi do rozłamu ideologicznego. Zegar odmierzający nadejście dnia sądu ostatecznego nieubłaganie tyka. Jeśli obie strony nie znajdą strategii na zakończenie konfliktu, wojna może doprowadzić do ostateczności - eksterminacji obu ras.

Zobacz również:Transformers: Ostatni Rycerz – recenzja widowiska, które roztapia mózgi

Pobrzmiewają w tym wszystkim echa Trumpowskiej Ameryki (pytania o powinowactwa rasowe, odgradzanie się murem, a także retoryka oparta na manifestacji siły), ale o wiele ciekawsze jest to, co stało się z trylogią w samym jej obrębie. Seria, podobnie jak zainfekowane wirusem małpy, staje się świadoma swojej siły, inteligentniejsza, a przez co konsekwentna w działaniu. Wojna o planetę małp nie potrzebuje już równomiernie rozłożonych punktów odniesienia, a rozpadający się świat obserwujemy z perspektywy małp. Tkwi w tym pomysł na najrówniejszą trylogię science fiction od czasów Star Wars, bo to powolne zrywanie z człowieczym punktem widzenia pozwala wybrzmieć się pesymistycznej konkluzji – te filmy mówią o końcu znanego nam porządku świata. Wszystko, co widzieliśmy w poprzednich odsłonach doprowadziło do tej krwawej eskalacji konfliktu.

wojna o planete malp recenzja 3Fot. mat. prasowe

Reżyser i współscenarzysta, Matt Reves, mógł jednak dać homo sapiens nieco inną funkcję niż bycie mięsem armatnim. I to jest największy zarzut wobec filmu, który tanimi zabiegami wskazuje, komu należy kibicować w tym rozdaniu. Być może uczynienie z ludzi papierowych postaci to cena, jaką Reves musiał zapłacić za służebność wobec pomysłu na zamknięcie trylogii, więc Woody Harrelson w roli antagonisty wypada zaledwie poprawnie. Zniuansowanie tej postaci mogłoby wyjść jej na dobre, choć niekoniecznie całemu filmowi, bowiem reżyser dwoi się i troi, abyśmy przez te dwie godziny kibicowali małpiemu plemieniu. To legenda właśnie o nich.

Zobacz również: Volta - recenzja nowego filmu Juliusza Machulskiego

Zresztą jest komu kibicować. Andy Serkis mógłby w końcu dostać Oscara za całokształt swojej pracy jako aktor, który wypożyczając komputerowi plastyczność swojego ciała, tworzy pełnokrwiste, skrzące od emocji charaktery. W jednej ze scen Pułkownik mówi, że oczy małp są prawie jak ludzkie. Otóż nie – one są ludzkie. To, co robi Serkis wraz z drużyną (a szczególnie Karin Konoval, która ową część siebie od początku trwania serii oddaje postaci Maurice) redefiniuje aktorstwo motion capture. Reżyser powiedział ostatnio, że w tworzeniu opowieści interesuje go osobista, intymna perspektywa, obiecując przy tym podobne podejście do postaci z następnego projektu filmowego, czyli Batmana. Serkisowy wódz małp samą postawą ciała oraz zafrasowaną miną tworzy protagonistę, w którego nie tylko da się uwierzyć, ale mimo jego ograniczeń oraz odmienności - budzi nieustanny szacunek.

wojna o planete malp recenzja 4Fot. mat. prasowe

Wojna o planetę małp jest wyjątkowo wyciszoną rozrywką jak na standardy panujące w science fiction, momentami wręcz opowiada historię za pomocą ciszy, pomruków, ekspresji twarzy, postaw ciała małp. Efekty specjalne dążą do tworzenia ekosystemu zbliżonego do kina postapokaliptycznego zamiast widowiskowej eskalacji wojennej, a muzyka przechodzi od cieplejszych do ponurych, pesymistycznych tonów. To dobrze. Te małpy potrzebowały epilogu właśnie w takim stylu. 

Ilustracja wprowadzenia: mat. prasowe

 

Wiesz, co z tym zrobić


Kuba Koisz

Kuba Koisz

Stały współpracownik

O mnie:

Skończył polonistykę i kulturoznawstwo. Pisze więc, a to o komiksach, a to o filmach i książkach, uczy mówienia, uczy pisania... Mógłby całymi dniami biegać za piłką lub opowiadać przyjaciołom o filmach, które go ostatnio podjarały. Zapewne choć raz w życiu polecił Ci "Big Lebowskiego", komedie Franka Capry lub "Avengers". Jeśli byłaś kobietą i uznał, że sympatyczną, bredził Ci o "Przed wschodem słońca". Jeśli Cię nie polubił, kazał Ci obejrzeć "Salę samobójców" lub "Efekt motyla". Lubi boks i kino bokserskie.


Więcej informacji o:

Wypowiedz się na ten temat...
Zaloguj się poprzez
albo skomentuj jako gość
Wczytywanie komentarza... The comment will be refreshed after 00:00.

Skomentuj jako pierwszy

Ilość ocen w tym artykule to : 0
Typ w bazie danych :
Wartość odebrana :

OCENA RECENZENTA

75/100

  • Serkis oraz ekipa motion capture – w tym są emocje, w tym jest serce
  • Reżyser oraz scenarzyści, którzy dbają o strukturę
  • Brak efekciarstwa
  • Konsekwencja wobec poprzednich części serii
  • Woody Harrelson zaledwie poprawny jako antagonista
  • Muzyka, choć dobrze buduje klimat opowieści, nie zapada w pamięć


PRODUKCJĘ POLECA:

100%

UŻYTKOWNIKÓW


CZY POLECASZ TEN TYTUŁ?

MOVIES ROOM POLECA

Najnowsze Wiadomości

Polub nas


© 2016 MOVIESROOM.PL · Wszystkie prawa zastrzeżone · Korzystanie z serwisu jest równoznaczne z akceptacją regulaminu.