Advertisement
banner

Tunel – recenzja koreańskiego filmu katastroficznego

Tunel to produkcja jakiej można było się spodziewać po filmie koreańskim. Wnosząca świeże podejście do gatunku, tu filmu katastroficznego, ale i trzymająca w napięciu, na której też ubawimy się oraz uronimy łezkę. No i trochę reklama marki KIA, której to samochód okazuje się być prawdziwą gwarancją bezpieczeństwa.

Początek filmu to praktyczne i dosłowne odzwierciedlenie wyświechtanej frazy, że jest jak u Hitchcocka. Szybkie, parominutowe nakreślenie głównego bohatera, a potem trzęsienie ziemi, a konkretnie zawalenie tytułowego tunelu. I tak, dalej napięcie faktycznie rośnie jeszcze bardziej. Reżyser umiejętnie ogrywa atmosferę ciągłego zagrożenia życia z klaustrofobiczną sytuacją Jeong-soo (Jung-woo Ha) najpierw uwięzionego w betonowo-metalowej pułapce, a potem w związku z ewolucją wydarzeń przeciskającego się między prowizorycznymi tunelami między gruzami i prętami. Bohaterowi i nam udziela się lęk na każdy najmniejszy szmer, dźwięk czy pył, a koreański aktor wiarygodnie w trakcie filmu przechodzi między różnymi etapami stanu emocjonalnego bohatera: strachu, nadziei, determinacji, załamania.

th 2933824098 1090x728 tunel jung woo ha

Zobacz również: Dlaczego warto oglądać kino koreańskie?

Tunel ma oczywiście w sobie wiele z thrillera, ale nie ma zamiaru utrzymywać nas w ciągłej niepewności. Jest tu też sporo miejsca na udany humor i na trochę azjatyckiego przedramatyzowania. Tak samo też film nie skupia się wyłącznie na postaci Jeong-soo. Równorzędnie  prowadzone są wątki ratowników oraz żony.  W pierwszym z nich dominuje postać Dae-kyonga (Dal-su Oh), ratownika z krwi kości, który robi wszystko, by wyciągnąć Jeon-soo, lecz przekopanie się do uwięzionego w tunelu mężczyzny jest jego najmniejszym z problemów. Uruchamia się w tym segmencie u reżysera tryb ostatniego sprawiedliwego/trybuna ludowego, który znajduje tu okazję, by kąsać cyrk medialny, piętnować niekompetencję, patologie i oszustwa budowlane oraz celebrytyzm polityczny. Większość tych fragmentów mogliśmy obejrzeć już w podobnej formie, ale pojawiają się tu momenty, gdy Seong-hoon Kim udowadnia, że potrafi podejść do sprawy mniej łopatologicznie, jak chociażby w cudownie ironicznej dwuetapowej scenie medialnych relacji z postępem technologicznym w tle.  Natomiast wątek z żoną, to wymagane w komercyjnych produkcjach sceny głównie dramatycznych rozmów telefonicznych i gdyby nie tłumiące szarże aktorstwo świetnej Doony Bae, to pewnie ciężko byłoby je po raz kolejny przełknąć.

Uwagę przyciąga Tunel również tym, że nie idzie utartymi szlakami, bo zamiast klasycznego sukcesywnego zbliżania się do uratowania, tu właściwie z każdą sceną jest coraz dalej happy-endu. Cel tego jest jasny. Film stawia nam pod rozwagę pytanie o człowieczeństwo, które zawarte jest na plakacie filmu: jaka jest cena ludzkiego życia? Z jednej strony mamy Jeong-soo, który musi zadecydować czy podzielić się niewielkimi ilościami jedzenia i wody z odnalezioną towarzyszką niedoli i jej psiakiem, a z drugiej strony mamy akcent na rozważania materialne, czyli przedłużającą się, z małymi szansami na powodzenie, a liczoną w milionach akcję ratunkową oraz ideowe: czy warto oddać życie, by na koniec odnaleźć zwłoki? Niuansowanie antyratunkowych kwestii nie należy jednak do priorytetowych elementów scenariusza, ale udaje się poruszyć kilka istotnych rzeczy, w tym portret upowszednienia sytuacji, która przepoczwarzyła się z narodowego pospolitego poruszenia w znudzenie i irytację.

th 2933822962 1092x728 doona bae tunel film

Zobacz również: Gra cieni – recenzja stylowego filmu szpiegowskiego

Można pewnie przyczepić się, że jak na historię o przetrwaniu, to pojawia się tu zbyt wiele luk i znaków zapytania – w końcu ile dni można wyżyć na psiej karmie? – oraz zdarza się reżyserowi przeciągnąć strunę ze scenami rozpaczliwości. Na szczęście zalet jest więcej i dzięki nim Tunel to bardzo solidna, gatunkowa propozycja, która zapewni dwie godziny udanej rozrywki i skłoni do poseansowych refleksji.

Ilustracja wprowadzenia: materiały dystrybutora

Dziennikarz

Kinonarkoman. Fan J. Chastain, M. Wasikowskiej i kina azjatyckiego (w szczególności południowokoreańskiego). W wolnych chwilach ogląda piłkę nożną i udaje, że prowadzi bloga. Kontakt: [email protected]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

B38 pisze:

Film jest kapitalny. Recenzja w 100% prawdziwa. Oglądaliśmy z mężem, uśmialiśmy się w trakcie i popłakaliśmy na końcu. Wszystko bardzu segestywnie i realistycznie nakręcone. Bardzo dobre kino!

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?