Pamiętam cię – recenzja paranormalnego kryminału z Fest Makabra 2

Jeśli kiedykolwiek mieliście zamiar rozmyślać nad tym jak wyglądałoby połączenie nordyckiego kryminału z horrorem o duchach, to już możecie przestać. Islandzki Pamiętam cię, ekranowa adaptacja książki o tym samym tytule, to dowód empiryczny, a do tego naprawdę udany.

Zobacz również: Trwa Fest Makabra! Ogólnopolski przegląd horrorów 

Początkowo niewiele wskazuje na to, że będziemy mieli do czynienia z  czymś więcej niż rasowym skandynawskim kryminałem. Reżyser Óskar Thór Axelsson dzieli film na dwa równolegle prowadzone wątki.  Pierwszy to historia lekarza psychiatry pomagającego pani detektyw przy sprawie dziwnego samobójstwa w kościele, które powiązane jest z zaginięciem chłopca w dalekiej przeszłości. Drugi to losy małżeństwa i ich przyjaciółki, którzy postanawiają zamienić niezamieszkały od dekad i zapyziały domek na odludziu w pensjonat. Punkt wspólny: przeorani życiowo bohaterowie, którzy utracili dziecko i próbują ułożyć sobie życie.

https://www.youtube.com/watch?v=tHOnOqTXeT8

Co oczywiste, kryminalna intryga nabiera w trakcie trwania filmu coraz większej ilości wspólnych elementów, ale co ciekawe z biegiem czasu postaci napotykają na do tego stopnia irracjonalne punkty, że na poważnie zastanawiają się czy to nie jest przypadek zemsty zza grobu rodem z azjatyckich ghost story. Nagle okazuje się, że większość osób zakreślonych na pewnym tajemniczym zdjęciu zginęło w dramatycznych okolicznościach, a ostatnia żyjąca postradała zmysły. Co więcej, osoby te z nieznanych przyczyn szukały zaginionego syna psychiatry, a jedna z nich zdaje się szyfrem wskazywać miejsce jego przebywania. Zmianie atmosfery towarzyszy więc przemiana filmu w horror. Islandzki reżyser z precyzją mistrza kuchni odmierza kolejne składniki z menu kina grozy: od łagodniejszych do ostrych. Z początku są to więc ledwo słyszalne szepty, odgłosy kroków, nocne pobudki, gasnące światła, przechodzące w oddali postaci, aż po bliższe spotkania, końcową konfrontację i poznanie mocy oraz motywacji zmory niepokojącej żywych. I tu trzeba poinformować, że choć raczej niewielka ich część ma szansę nas przerazić, to jednak umiejętnie w połączeniu z mroźnymi islandzkimi plenerami oraz muzyką kreują suspens i napędzają nasze zainteresowanie tajemnicą ukrywaną w scenariuszu.

Zobacz również: TOP10 – Arcydziwne horrory

Można się przyczepić, że kosztem klimatu i intrygi cierpią w filmie inne ważne elementy, które mogły wznieść Pamiętam cię o poziom wyżej, czyli zarysowane wątki społeczne o przemocy wobec dzieci i psychologia przeżywających traumę bohaterów. Do tego sama fabuła ostatecznie okazuje się być grubymi nićmi szyta i nie da się tego usprawiedliwić wyłącznie wprowadzeniem paranormalnych elementów do filmu. Na szczęście wady nie mają wielkiego wpływu na odbiór seansu. Wszelkie niedostatki wynagradza świetny tzw. klimat, zaskakujący do końca scenariusz oraz wyjątkowo udane gatunkowe zintegrowanie kryminału z horrorem.

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Dziennikarz

Kinonarkoman. Fan J. Chastain, M. Wasikowskiej i kina azjatyckiego (w szczególności południowokoreańskiego). W wolnych chwilach ogląda piłkę nożną i udaje, że prowadzi bloga. Kontakt: [email protected]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?