• Zaloguj się
  • Zarejestruj
  • Połącz z Facebook

Klucz festiwalowego doboru filmów jest zawsze kwestią bardzo osobistą, zwłaszcza kiedy impreza jest dosyć niewielkich rozmiarów, a o projekcjach i pokazach przed nimi samymi wiadomo niewiele. Tak właśnie starałem się poruszać po krakowskim festiwalu Etiuda&Anima, na którym co roku natrafiam na nikomu nieznane absolutne perły. Podczas tegorocznej edycji na tle wielu nic niemówiących pozycji zdecydowanie wyróżniało się pełnometrażowe Window Horses, minimalistyczna animacja z Ellen Page dubbingującą jedną z postaci. I oprócz tych kilku wybiórczych informacji przedstawionych wyżej o kanadyjskim filmie nie wiedziałem absolutnie nic i wstyd trochę, bo najnowsze dzieło Ann Marie Fleming to pozycja co najmniej warta uwagi dla fanów niezależnej animacji.



Okraszone niedbałą kreską Window Horses intryguje już od samego początku. Za swoją protagonistkę obiera sobie wyróżniającą się wyraźnie od otoczenia Rosie Ming; wyróżniającą nie tylko dzięki jej dziecięcemu marzeniu podróży do Paryża, któremu podporządkowuje sobie całe swoje życie, czy też pisanej z młodocianą naiwnością pocieszną poezją, ale przede wszystkim przez sposób, w jaki została narysowana. O ile w całym Window Horses ludzkie sylwetki są raczej brzydkimi schematycznymi karykaturami, o tyle filmowa protagonistka okazuje się być po prostu schematem, przeniesionym na ekran wprost z toaletowych piktogramów. Prostota jej fizycznej budowy zręcznie koresponduje z prostotą jej pierwotnych motywacji i sposobu myślenia - dla Rosie wszystko jest w końcu bajecznie proste, swoje bezrefleksyjnie pocieszne gitarowe ballady spisała prędko i bez większych problemów wydała, a wycieczka do Iranu na festiwal poetycki, jest niczym poza piaskownicową przygodą, na którą wybiera się zresztą z nadąsaną miną, bo bliski wschód niewiele ma wspólnego z upragnionym sercem Europy. Z wartością tej podróży zderzy się dopiero na miejscu, odkrywając przy tym nie tylko jej rozwój artystyczny, ale i prawdę o samej sobie.

window-horses-2016-001-rosie-and-map-of-iran.jpg.png



Ale Window Horses jest przede wszystkim filmem o poezji. W animowanym Iranie nic innego zdaje się nie mieć tak wielkiej wartości, jak słowo, a wiersze układa każdy, od nauczyciela po broniącego kraj żołnierza. To film o szukaniu swojego własnego głosu pośród milionów, zakorzeniony głęboko w bliskowschodnim folklorze. Fleming zdaje się doskonale rozumieć, że poezja to nie tylko doszukiwanie się metaforycznych znaczeń, ale także wprawiające w trans brzmienie słowa, które eksploruje, przedstawiając utwory z całego świata jedynie w wersji oryginalnej. U Fleming inaczej, niż w Patersonie czy Skowycie poezja nie jest narzędziem do opisu rzeczywistości, czy społeczno-politycznym komentarzem, ale przede wszystkim podporą dla człowieka w jego codziennym życiu, rozumieniu samego siebie i spraw wokół. Kolejne spotkane przez Rosie osoby są dla niej żywymi drogowskazami, kierującymi ją ku poznaniu siebie i swojej barwy, która pomoże jej w przyszłości opowiadać o świecie ze swojej własnej, wyjątkowej perspektywy. Żeby to osiągnąć, protagonistka paradoksalnie musi zrozumieć, że jej niezwykłość nie polega wcale na odróżnianiu się od ludzi, a na różnorodności ludzkości w ogóle.

window-horses-2.jpg



Niewyzbyta inteligentnego humoru droga jest przy tym fantastyczną okazją do przedstawienia widzowi kultury Iranu. Bazując przede wszystkim na historii najnowszej, nie przedstawia Iranu naturalistycznie jako państwa depresyjnie popełniającego złe wybory do osiągnięcia celu, jak w Persepolis. Iran u Fleming jest kolorowym radosnym państwem zakochanym w swojej własnej kulturze, ale jednocześnie otwartym na zewnętrzne wpływy i obcą wrażliwość. Mimo widocznie naiwnej idealizacji ze strony reżyserki i czasem nazbyt prostej fabułki uderzającej w zbyt znajome rejony, w jej prostej animacji nie sposób nie zatonąć pod kilogramami najszczerszej miłości do poezji. I choć może nie wykorzystała ona w pełni formalnego potencjału historii, to sprzedała mi najsmaczniejsze postmodernistyczne tomiki codziennych poetyckich podpórek na świecie, tak pięknych, że aż żal, że w gimnazjum porzuciłem pisanie do poduszki swojej wstydliwej grafomanii. Bo jeśli istnieje bardziej sztubacki motywator do własnego tworzenia na rynku, motywator szczerszy w swojej wymowie i bezkrytycznym traktowaniu amatorskiej sztuki, to chciałbym dostać go jeszcze dziś, jeszcze teraz.

 

Wiesz, co z tym zrobić


Maciej Roch Satora

Maciej Roch Satora

O mnie:

Prędzej filmowy zapaleniec niż wysmakowany kinoman, który podobną miłością darzy najnowsze produkcje Marvela i kino Wima Wendersa. W przyszłym wcieleniu chciałby być Dzikim Stworem z filmów Spike'a Jonze'a. Tymczasem jest jednak zgarbionym i troszkę śpiącym nastolatkiem.


Więcej informacji o:

Wypowiedz się na ten temat...
Zaloguj się poprzez
albo skomentuj jako gość
Wczytywanie komentarza... The comment will be refreshed after 00:00.

Skomentuj jako pierwszy

Ilość ocen w tym artykule to : 0
Typ w bazie danych :
Wartość odebrana :

OCENA RECENZENTA

65/100

 

  • Bardzo dużo dobrej poezji
  • Dziecięca naiwność 
  • Pozostawia z motywacją do tworzenia 

 

  • Styl animacji
  • Chwilowa prostota i schematyzm fabularny


PRODUKCJĘ POLECA:

0%

UŻYTKOWNIKÓW


CZY POLECASZ TEN TYTUŁ?

MOVIES ROOM POLECA

Najnowsze Wiadomości

Polub nas


© 2016 MOVIESROOM.PL · Wszystkie prawa zastrzeżone · Korzystanie z serwisu jest równoznaczne z akceptacją regulaminu.