Zabójczyni – recenzja nagradzanego filmu

O Zabójczyni można przeczytać, że składa hołd filmom wu xia. Wiąże się to z pewnymi oczekiwaniami, z którymi obraz Hou Hsiao-hsiena może się rozminąć, bo film swoją formą może zaskoczyć wielu widzów.

Obeznani ze terminem wu xia widzowie mają przed oczami pewien obraz filmu. W dużym skrócie ma to być osadzony w  historycznej scenerii i piękny wizualnie film sztuk walki, w którym są liczne i spektakularne sekwencje akcji, w tym słynne „latanie”. Oczywiście w Zabójczyni odnajdziemy każdy z tych elementów, lecz trzeba zaznaczyć, że spodziewając się drugiego Hero, Domu Latających Sztyletów czy Przyczajonego Tygrysa, Ukrytego Smoka, można się srogo rozczarować. W filmie Hou Hsiao-hsiena oczekujący na długie sekwencje pościgów i walk doczekają się w zamian długich ujęć, ale pejzaży. Bo nagrodzony w Cannes film, to art-house’owa odpowiedź na filmy sztuk walki.

Zobacz również: recenzja „Attack on Titan” – ekranizacji live-action popularnej mangi i anime

Główną bohaterką filmu jest Nie Yinniang, która w młodości została oddana do klasztoru, gdzie została wytrenowana na zabójczynię. W otwierających Zabójczynię scenach utrzymanych w czerni i bieli oglądamy jej dwie misje. W pierwszej zakończonej powodzeniem podrzyna gardło jadącemu konno chińskiemu dostojnikowi. W drugiej przerywa zadanie, gdyż nie chce zabijać swojego celu w obecności dziecka. Aby zrobić z niej maszynę do zabijania mentorka dziewczyny zleca jej nowe zadanie. Ma wrócić do rodzinnej miejscowości i zabić Tian Ji’ana, jej byłego narzeczonego, który obecnie sprawuje rządy w autonomicznym Weibo.

Jak już wspominałem wyżej tytuł filmu i opis mogłyby sugerować film z dużą ilością akcji. Otrzymujemy jednak dzieło zupełnie przeciwne. Wydarzenia toczą się w tempie medytacyjnym, a liczba słów wypowiedzianych w filmie starczyłaby pewnie na pięć minut dowolnego w reżyserii Woody’ego Allena. Akcja, jak i kolejne elementy fabuły są jednak drugorzędne w stosunku do pieczołowitego odtwarzania rytuałów codzienności w Chinach IX wieku. To zainteresowanie reżysera potwierdza w końcu dbałość o jak największą dokładność w kwestii kostiumów oraz scenografii. W filmie zobaczymy jak skrupulatnie przygotowywana była kąpiel, jak damy dworu robiły się na bóstwo, jak wyglądały posiedzenia rządzących, jakimi rozrywkami raczyły się dzieci i dorośli. Intrygi polityczne oraz sekwencje pojedynków, choć pięknie sfotografowane oraz ułożone choreograficzne, są krótkie, albo dzieją się gdzieś w tle.

Zobacz również: zwiastun „Terra Formars” – nowego filmu Takashi Miike’go

Tytułową Zabójczynię widzieć można jako kobiecą wersję archetypowego męskiego bohatera kina akcji.  Ubrana w czerń dziewczyna mówi tylko wtedy, gdy ma coś do powiedzenia oraz definiuje się poprzez czyny. Nie prowadzi dysput z wszystkimi dookoła, tylko we własnych myślach ocenia czy wykonać zlecone jej zadanie. W uwiarygodnieniu postaci dużą rolę odgrywa minimalistyczna i enigmatyczna kreacja Qi Shu.

Zabójczyni jest więc przykładem jak w pozornie nieefektowny i minimalistyczny sposób stworzyć opowieść pełną rozmachu. Z tego powodu jednak jest pozycją dla bardziej wysmakowanego odbiorcy, konesera, dla którego seans nie będzie tylko stylowym testem cierpliwości. 

Dziennikarz

Kinonarkoman. Fan J. Chastain, M. Wasikowskiej i kina azjatyckiego (w szczególności południowokoreańskiego). W wolnych chwilach ogląda piłkę nożną i udaje, że prowadzi bloga. Kontakt: [email protected]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?