Fernando – recenzja animacji nominowanej do Złotego Globa!

AND HIS NAME IS… Fernando? Dla niewtajemniczonych – w angielskiej wersji językowej voice-actorem naszego głównego bohatera jest John Cena! Najbardziej znany ze swoich występów wrestler w federacji WWE, któremu od niedawna zdarza się występować w filmach, z reguły jednak w rolach epizodycznych (korzystając z okazji, polecam jego występ w Wykolejonej). Mówię o tym wszystkim nie bez powodu. Można rzec, że byk Fernando jest bardzo podobny do Ceny z charakteru i nawet wyglądu (no, może nie jeden do jednego…). To ten sam zabieg, jaki wykonano w Vaianie, gdzie postać Mauiego była wzorowana na Dwaynie The Rocku Johnsonie, ale do tego jeszcze wrócę w dalszej części recenzji.

FERDINAND movie

W Hiszpanii byki rodzą się tylko w jednym celu: aby mierzyć się z torreadorami na wielkich arenach. Fernanda już od małego nie interesuje rywalizacja czy walki na śmierć i życie, zajmuje go tylko przyroda. Gdy ojciec naszego byczka nie wraca z areny, mały stwierdza, że nie jest to miejsce dla niego i ucieka z rancza. Następnie zostaje przygarnięty przez pewną rodzinkę, na których farmie Fernando spędzi swój okres dorastania. Jednak po tym czasie przeszłość upomni się o niego i będzie zmuszony stawić czoła byczemu przeznaczeniu.

Kto zna Cenę z WWE, ten wie, iż jego postać nigdy nie szuka zwady, ale jeśli trzeba, to potrafi przyłożyć. Jest wielki, lecz potulny jak baranek i zawsze kieruje się zasadami lojalności i szacunku – kropka w kropkę Fernando! Poprzez trzymanie się swoich idei potrafi on zjednać sobie nawet początkowo wrogo nastawione postacie. Choć nie jest to droga łatwa, to warta zachodu.

Ferdinand movie john cena manning

Zanim jednak trafimy na arenę, gdzie rozegra się finałowa potyczka, to Fernanda i jego przyjaciół czeka kilka przygód. Moją ulubioną stał się kontest taneczny między bykami a końmi. Jest tak pomysłowy i tak zabójczo zabawny, że aż doprowadził mnie do łez i z tego, co słyszałem na sali, to nie tylko moją skromną personę. Śmiało mogę stwierdzić, że choćby tylko dla tej sceny warto odwiedzić kino.

Jedna rzecz mnie zaskoczyła. Mianowicie, dlaczego polski dystrybutor nie zdecydował się przetłumaczyć tytuł filmu na Byczek z klasą? Jestem pewny, że to przyciągnęłoby większą liczbę ludzi do odwiedzenia kina. Żarty żartami, ale na samym końcu chciałbym powiedzieć, iż najnowsza animacja ze stajni Foxa jest warta zabrania ze sobą swoich pociech, a jeśli się nie ma takowych, to samemu również jak najbardziej. Fernando nie wyróżnia się niczym specjalnym – jest to opowieść jak jedna z wielu o przyjaźni, zrozumieniu i akceptacji. Co do chodzenia samemu lub z kimś na BAJKI, nie wstydźmy się tego! Tak jak Fernando, który mimo swoich gabarytów, nie boi się pokazać, że najbardziej co lubi robić, to wąchać kwiatki.

Ilustracja wprowadzenia: kadr z filmu Fernando

Stały współpracownik

Pasjonat kina niezależnego jak i popularnego. Trójca Święta - Lynch, Tarantino, Paul Thomas Anderson.

Więcej informacji o

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?