• Zaloguj się
  • Zarejestruj
  • Połącz z Facebook
Barry Seal moviesroom 1200x200 preview

Alexander Payne (reżyser) zaczyna swój film prezentując ewidentne zrozumienie motywu, który chce ukazać, aczkolwiek gdzieś w połowie seansu kompletnie nie ma pojęcia co z nim zrobić. I to jest tak naprawdę jedyny mankament, którym zaczynam ten tekst i równie dobrze mógłbym nim skończyć. Wyłapując luźną konwencję już w pierwszych minutach seansu raczej nie oczekujemy wyżyn jakości, czy też odważnych komentarzy społecznych (na które jest tutaj spory potencjał), mamy po prostu nadzieję, że to będzie przyjemne w oglądaniu. I przez pewien czas naprawdę było. Samo wprowadzenie do świata, gdzie pomysł na zmniejszenie ludzi w celu zminimalizowania zużycia zasobów i w efekcie zapewnienia przetrwania gatunkowi jest bardzo ok. Cały ten zminiaturyzowany świat malusińskich przez większość czasu cieszy oczy, więc na tej płaszczyźnie za bardzo nie ma się do czego doczepić. Jasne, cały ten świat i fabuła ma niesamowity potencjał do komentarzy społecznych, gospodarczych, politycznych itp., gdzie stanowią one jedynie jakieś 5% całości, więc można od biedy zarzucić niewykorzystanie w pełni potencjału.

Fot. mat. prasowe

Pomniejszenie powinni tutaj zastosować na czasie trwania projekcji, ponieważ film jest zdecydowanie za długi. Nie ma absolutnie żadnego powodu, aby to wszystko trwało 135 minut. Jeśli reżyser miałby na imię Martin, a na nazwisko Scorsese i kręcił akurat przypadkiem Wilka z Wall Street, wtedy nie mam problemu nawet z trzygodzinnym seansem. Tutaj całość jest po prostu naciągnięta do bólu i to czuć nie tylko pod kątem całości, ale poszczególnych scen. Miałem wrażenie, jakbym oglądał jakąś live improwizację, gdzie twórcy specjalnie przeciągają poszczególne sceny, ponieważ jeszcze nie wiedzą, gdzie przeskoczyć dalej. Zwłaszcza że większość  tych scen nie ukazuje właściwie nic, a wnosi jeszcze mniej.

Jest tu na pewno sporo rzeczy, które się udały i właściwie wszystkie znajdziemy w pierwszej połowie filmu. Całe to wprowadzenie do sci-fi rzeczywistości jest zbudowane w odpowiednim tempie i w pewien sposób nie sposób tego nie kupić. Akurat jedyna sekwencja, która była długa i mi się podobała, to cały proces miniaturyzacji. Dodać do tego wszystkie te wizualne smaczki w pokazywaniu mikro-świata i jest całkiem miło. Cóż z tego, skoro na pewnym etapie przestałem się tym cieszyć, czy też zwyczajnie przyzwyczaiłem się do pewnych rzeczy, gdzie film dalej próbuje wcisnąć mi ten "wow" małego świata.

Fot. mat. prasowe

Spośród wszystkich możliwych potencjalnych ścieżek rozwoju fabuły, Pomniejszenie obrało tę najnudniejszą z możliwych. Do tego dostajemy w połowie seansu postać ze śmiesznym wietnamskim akcentem i łamanym angielskim pokroju "this good", "how you this do", czy "what kind of fuck did you give me". Przez pierwsze 10 min może to skraść kilka uśmieszków, ale ten żart ciągnie się do samego końca, dalej próbując wykrzesać te resztki humoru, jakie w nim zostały. Dowcip tego kalibru sprzedany za pierwszym razem już nie robi wielkiego wrażenia, powtórzony kilkanaście razy – żenuje.

Zawsze powtarzam, że gorsze od złych filmów są te, które rozczarowują. W tym przypadku rozczarowanie następuje gdzieś od połowy seansu, po tym jak już zdążyliśmy zbudować sobie jakiekolwiek nadzieje. I to wydaje się być motywem przewodnim, ponieważ nawet kiedy już wy-oh i ah-owaliśmy się nad tym miniaturyzowanym światem, Pomniejszenie do samego końca próbuje nam go wciskać w oczekiwaniu na aplauz.

Fot. mat. prasowe

Z tego co widzę, na rottentomatoes ma jakieś 50%, czyli w zasadzie mój ulubiony próg skrajnych opinii. Zakładam bez czytania, że ci negatywni będą narzekać na któryś z powyższych aspektów, ale co w takim razie uważa ta druga połowa? Trzeci akt, chociaż tak na niego narzekam, nawiązuje też trochę do szerszego "big picture" całego tego świata. Widzę to, jak ktoś uważa, że jest to spójnie klamrowe domknięcie tego świata z emfazą na głównego bohatera. Osobiście uważam jednak, że główny bohater jest tutaj nieco chaotyczny i w ważniejszych momentach wybiera sobie to, co scenariusz mu dyktuje, a nie jego charakter. Cały drugi akt nie wprowadza właściwie nic oprócz ukazania życia w tej mało-landii. Gdyby go usunąć (łącznie z wątkiem miłosnym), mielibyśmy bardziej spójny, zdecydowanie krótszy, o wiele bardziej interesujący film sci-fi. Argumentacja typu "przecież te wszystkie imprezy i interakcje były zabiegiem budującym świat" kompletnie tutaj nie działa. Mógłbym to zrozumieć, gdyby seans trwał 90 minut, ale tutaj jest to po prostu zbędnym wydłużeniem. Zresztą, dobry reżyser jest w stanie pokazać zawiłą historię w pięcie sekundach. I autentycznie nie koloryzuję, pięć sekund na ekranie to wystarczająca ilość klatek, aby ukazać: przepływ czasu, metamorfozę postaci i zmianę otoczenia. Odsyłam Payne'a do szkoły wizualnego opowiadania historii, może wtedy zmieści się w dwóch godzinach.

Seans obejrzałem przedpremierowo dzięki życzliwości Katowickiego kina Kosmos, prowadzonego przez Instytucję Filmową SILESIA FILM.

Ilustracja wprowadzenia: mat. prasowe / kosmos.katowice.pl

 

Wiesz, co z tym zrobić


Patryk Sławicki

Patryk Sławicki

Stały współpracownik

O mnie:

https://www.facebook.com/nocnefilmowanie/ |....| http://www.filmweb.pl/user/pestowsky |....| i tyle.


Więcej informacji o:

Wypowiedz się na ten temat...
Zaloguj się poprzez
albo skomentuj jako gość
Wczytywanie komentarza... The comment will be refreshed after 00:00.

Skomentuj jako pierwszy

Ilość ocen w tym artykule to : 0
Typ w bazie danych :
Wartość odebrana :

OCENA RECENZENTA

50/100

  • Miniaturyzowany świat
  • Kilka dobrych pomysłów
  • Brak ukierunkowania
  • Za długi
  • Tendencja spadkowa od drugiej połowy seansu
  • Nuda
  • Niewykorzystany potencjał


PRODUKCJĘ POLECA:

0%

UŻYTKOWNIKÓW


CZY POLECASZ TEN TYTUŁ?

MOVIES ROOM POLECA

Najnowsze Wiadomości

Polub nas


© 2016 MOVIESROOM.PL · Wszystkie prawa zastrzeżone · Korzystanie z serwisu jest równoznaczne z akceptacją regulaminu.