Więzień labiryntu: Lek na śmierć – recenzja ostatniej części zwieńczającej trylogię!

Najnowszy film Wesa Balla, który jest ostatnią częścią, domykającą trylogię Więźnia labiryntu ma wiele wspólnego ze Spectre – 24. filmem o agencie jej królewskiej mości. Wszystko, co dobre dostajemy na otwarcie filmu, a po tym wszystkim, wielkie nic. Początek Leku na śmierć naprawdę imponuje. Akcja z przejęciem jednego z wagonów pędzącego pociągu do tak zwanego „ostatniego miasta” została zrobiona przede wszystkim z pomysłem, przez co sama rodzina Torreto nie powstydziłaby się takiego występku. Dalej nie ma co się już łudzić – akcja jest tak nudna, jak pościg samochodowy w wymienionym przeze mnie wyżej filmie Sama Mendesa.

CVT43RuMDkOuJh1wsobDjg

Akcja Leku na śmierć rozgrywa się mniej więcej 6 miesięcy po wydarzeniach z Próby ognia. Teraz Thomas (Dylan O’Brien) wraz ze swoimi przyjaciółmi wybiera się do głównej bazy niegodziwej organizacji DRESZCZ, która przetrzymuje Minho (Ki Hong Lee). Zanim jednak do niego dotrą, na swojej drodze napotkają grupy głodnych Poparzeńców oraz osobę, której obecność może zaskoczyć, lecz koniec końców niczego specjalnego nie wnosi.

W tym tkwi główny problem najnowszego Więźnia labiryntu – jest w tym filmie wiele elementów ciągnących się już nawet od części pierwszej i poprzedniej, które w finalnym rezultacie do niczego nie doprowadzają i w czasie trwania seansu gdzieś się rozmywają albo po prostu zostają pomijane. Za przykład może posłużyć postać Avy Paige granej przez Patricie Clarkson. Jej bohaterka pojawia się już w pierwszej odsłonie, a jedyne co robiła na przełomie całej trylogii to stała i ładnie wyglądała w swoim białym outficie. Końcowy rozrachunek tej postaci sprawia, że tak naprawdę nie była ona w ogóle konieczna. W ogóle nie sprawdziła się jako niejednoznaczny czarny charakter.

Maze Runner The Death Cure Trailer Preview

Zawsze można było pokładać wiarę w innym schwarzcharakterze – Jansonie, granym przez Aidana Gillana. Niestety jego postać okazała się również płaska, a można było się o tym przekonać już w Próbach ognia. Tutaj nikt nie próbuje poszerzyć tej postaci, przez co efekt jest taki, że szybko da się odczytać jego zamiary (a przecież to Lord Baelish!).

Na brak zainteresowania ze strony twórców cierpią niestety inni bohaterowie. Najbardziej zabolało jednak brak rozwinięcia Jorge. Po tak brawurowym występie w czasie chwalonego przeze mnie otwarcia miałem nadzieję, że film będzie należeć do Giancarlo Esposito. Niestety on, jak i wielu innych zaginęło na rzecz głównego wątku. To jest właśnie największą bolączką filmu Wesa Balla.

Od pewnego momentu, ciekawym pomysłem było zrobienie z Więźnia kina wojennego, dziejącego się w post-apokalitycznym świecie, lecz cały efekt rozmywa się przy zbyt częstym i przedłużonym wykorzystywaniu slow motion oraz niepotrzebnych wybuchów à la Michael Bay w każdym możliwym miejscu. Dosyć niesmaczne połączenie, które miało w sobie potencjał, ale gdzieś o nim zapomniało. Jak cała trylogia z resztą!

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Stały współpracownik

Pasjonat kina niezależnego jak i popularnego. Trójca Święta - Lynch, Tarantino, Paul Thomas Anderson.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?