Liga sprawiedliwosci

Czwarta władza – recenzja oscarowego samograja, czyli filmu Spielberga z Hanksem i Streep

Łatwo posądzić Stevena Spielberga o manipulatorstwo i zimną kalkulację. Jeden z najbardziej znanych reżyserów na świecie obsadził w swoim filmie dwójkę ikonicznych aktorów w rolach głównych, aby zapewnić sobie rozgłos poprzez niemalże pewne nominacje do Oscarów i Złotych Globów. Jeżeli jednak rzucimy trochę światła na historię powstania Czwartej władzy, może spojrzymy na tą produkcję trochę inaczej.

Na początku 2017 roku Spielberg ukończył zdjęcia do swojego następnego dzieła – Ready Player One. Jako że kolejnym etapem w produkcji filmu jest dopracowywanie efektów specjalnych, nie zostało mu wiele do roboty. Dlatego kiedy w jego ręce trafił scenariusz autorstwa Liz Hannah, reżyser postanowił rzucić się w wir pracy nad nowym projektem. Najbardziej przemówiła do niego tematyka – oparta na faktach historia publikacji tzw. Pentagon Papers, tajnego raportu amerykańskiego rządu dotyczący ich zaangażowania w wojnę w Wietnamie. Walka o swobodę wypowiedzi prasy i prezydent starający się zamknąć usta dziennikarzom – paralela do poczynań Donalda Trumpa jest chyba bardziej niż oczywista. Jeżeli dołożymy do tego silną kobiecą postać, wychodzącą z cienia mężczyzn jasnym stanie się, że to materiał idealny dla zaangażowanego politycznie Spielberga, którego poprzednie filmy nigdy nie unikały ważnych społecznie tematów. Czy znaczy to, że przygotowana w niecałe dwanaście miesięcy Czwarta władza jest jakimś podrzędnym, pośpiesznie skleconym produktem? Absolutnie nie, bo za Spielbergiem zawsze idzie pewna jakość. Nawet jeżeli nie ma w nich latających spodków, kosmitów i wykreowanych w komputerze metropolii.

czwarta wladza the post 01

Reżyser Listy Schindlera skupia rozgrywającą się w 1971 roku opowieść wokół dwóch kluczowych postaci. Jedna z nich to Katherine Graham (Meryl Streep), właścicielka wydawnictwa, które drukuje The Washington Post, lokalną gazetę z dużymi aspiracjami. Kobieta otrzymała swoje stanowisko niejako z musu, po zmarłym niecałe dziesięć lat mężu, który popełnił samobójstwo. Nie do końca odnajduje się w swojej roli, przytłoczona otaczającymi ją doradcami (mężczyźni w średnim wieku). Wie, jak ważne jest dobre i rzetelne dziennikarstwo równie dobrze jak to, że warto utrzymywać osobiste kontakty z najwyższymi sferami rządowymi oraz z ludźmi z otoczenia prezydenta. Dlatego decyzja, którą przyjdzie jej podjąć w kluczowym momencie filmu, będzie tak dramatyczna: doskonale umotywowana, świetnie wygrana aktorsko. Czy skazać siebie i swoją firmę na potencjalne bankructwo oraz na izolację z wyższych sfer? Czy podążyć za romantyczną, ale nierozważną wizją idealistycznego dziennikarstwa?

czwarta wladza the post 02

Dostarczycielem tych dywagacji będzie druga kluczowa osoba dramatu – Ben Bradlee (Tom Hanks), redaktor naczelny The Post. Ten wiecznie niezadowolony ze swoich dziennikarzy redaktor natknie się w końcu na żyłę złota. Po trzech artykułach opisującymi materiały, które wyciekły z Pentagonu, New York Times zamilknie, po tym jak prokuratora na żądanie Richarda Nixona wszczyna śledztwo w sprawie popełnienia przestępstwa. Dzięki kontaktom reportera Bena Bagdikiana (Bob Odenkirk) do jego gazety trafiają tajne papiery, które dobitnie pokazują, że władze USA już od czasów urzędowania JFK doskonale wiedzieli, że wojna w Wietnamie będzie wielką i krwawą porażką. Bradlee nie ma wątpliwości, że raporty muszą ujrzeć światło dzienne. To zadanie prasy, która stoi straży demokracji i powinna informować obywateli o tym, co dzieje się na szczytach władzy. Innego zdania są prawnicy (Jesse Plemons, Zach Woods) oraz członkowie rady doradczej The Post. Czasu na podjęcie decyzji – publikować czy nie – jest niewiele, bo lada chwila konkurencyjna gazeta może wypuścić materiał w oparciu o ten sam raport.

Zobacz również: TOP 30 – Najbardziej oczekiwane filmy 2018

Droga do spotkania się obydwu postaci widzie z jednej strony przez piękną i przestronną willę na przedmieściach, w której bywają zamożni i wpływowi, z przez ciasne i zagracone pomieszczenia redakcyjne i mały domek rodzinny, gdzie palący papierosa za papierosem dziennikarze stukają z prędkością karabinu w klawisze maszyn do pisania. Kiedy już Hanks i Streep znajdą się razem w kadrze, najpierw osobiście, potem rozmawiając przez telefon, emocje sięgają zenitu. O ile postać Ben Bradlee’a jest odrobinę rozczarowująca (porównując do innych rol Hanksa) poprzez swoją nonszalancję i irytujący akcent, to już postać Graham ma wszelkie znamiona minimalizmu, którego Streep w ostatnich latach raczej unikała. Jej procesy myślowe, emocje i stopniowo budowana niezależność (od mężczyzn, od przeszłości) aktorka buduje drobnymi gestami, spojrzeniami, mową ciała. Aż żal, że Meryl nie dostała trochę więcej czasu ekranowego.

czwarta wladza the post 04

Podobnie jak z aktorstwem w Czwartej władzy, większego problemu nie ma ze stroną realizatorską. Dopieszczone w szczegółach realia lat 70., od kostiumów po wystrój wnętrz należy zaliczyć na plus. Może gdzieniegdzie jest zbyt czysto i perfekcyjnie, a komuś peruka średnio spasowała, ale to są drobnostki. Gdy kamera Janusza Kamińskiego zaczyna swoje piękne, płynne ruchy po planie, nie możemy oderwać wzroku od ekranu. Jest tu kilka absolutnie ikonicznych ujęć, jak choćby jedna z finałowych scen podczas rozmowy telefonicznej, kiedy kilku mężczyzn z rady nadzorczej osacza postać graną przez Streep, niemalże zmuszając ją do zaniechania publikacji. Montaż i tempo opowieści są świetne – poza ślamazarnym początkiem, w którym mam wrażenie nikt nie wie co za bardzo ma z sobą począć. Ale drugi i trzeci akt, kiedy Bob Odenkirk próbuje pozyskać kompromitujące materiały, to już klasyczne kino opowiadające o śledztwie dziennikarskim, które śledzimy z zapartym tchem do samego końca. Muzyka Johna Williamsa spełnia swoje zadanie, budując nastrój i napięcie, ale ani jedna z kompozycji nie zostaje z nami na dłużej. Zakończenie nie jest oczywiście żadną niespodzianką, to i tak mamy poczucie obejrzenia jeszcze jednej walki Dawida z Goliatem, w której niepozorny przeciwnik był na pozycji z góry skazanej na porażkę. A jeżeli chodzi o jego oponenta – doskonałym posunięciem było użycie autentycznych taśm z nagrań rozmów Nixona z Białego Domu z czasu jego prezydentury. Nie tylko pokazują go jako człowieka mściwego, żądnego władzy i niekwestionowanego posłuszeństwa, ale każą nam myśleć, że bardzo niewiele zmieniło się w polityce Stanów Zjednoczonych w ciągu czterdziestu pięciu lat.

czwarta wladza the post 03

Mimo ważnej politycznej wypowiedzi film Spielberga nigdy nie prawi morałów, nie jest pretensjonalny i nie sili się na wykładanie kawy na ławę. Wszelkie aluzje do współczesności pozostają kwestią interpretacji, ale moralnego i historycznego zwycięstwa trudno mu odmówić. Choć Czwarta władza jest dziełem świetnym, to tylko ocierającym się o genialność. Nie będę wymieniał tego tytułu jednym tchem z takimi klasykami jak Wszyscy ludzie prezydenta, Sieć, Informator czy Spotlight, ale na pewno lokuje się on gdzieś niedaleko za nimi.

Ilustracja wprowadzenia i plakat: materiały prasowe / Monolith Films 

Redaktor

Dziennikarz filmowy i kulturalny, miłośnik kina i festiwali filmowych, obecnie mieszka w Londynie. Autor bloga "Film jak sen".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta