Jeszcze nie koniec – recenzja społecznego dramatu, który straszy niczym horrory

Jeszcze nie koniec okazał się czarnym koniem zeszłorocznego festiwalu filmowego w Wenecji. Zachwycił nie tylko widzów, ale i jury – Xavier Legrand wyjechał z Włoch z prestiżową nagrodą Lew Jutra, przyznawanego dla najlepszego debiutanta. I jak na pierwszą produkcję, która jest rozwinięciem krótkiego metrażu tego reżysera, mamy do czynienia z kinem dojrzałym, przemyślanym i – co najważniejsze – działającego na widza.

Zanim udacie się do kina, muszę was ostrzec. Czeka was prawdziwy gatunkowy misz-masz, rozwijający się organicznie przed naszymi oczami. I z początku może wydawać się nudno, bo oglądamy dramat społeczny, którzy uwielbiają kręcić Francuzi. Potem jest jeszcze więcej realistycznego kina, które stopniowo zaczyna przechodzić w dramat psychologiczny, dreszczowiec, a kończy się jak najstraszniejszy horror. Tym bardziej przerażający i prawdziwy, że doświadczają go codziennie rodziny na całym świecie.

Jusqu a la garde 1

Przed sędziną, w towarzystwie swoich adwokatów, spotykają się Antoine (Denis Ménochet) i Miriam (Léa Drucker), walcząc o opiekę nad niepełnoletnim synem – Julienem (Thomas Gioria). Z przedstawionych przez dzieci relacji – Julien ma pełnoletnią już siostrę, Joséphine (Mathilde Auneveu) – wynika, że ojciec jest brutalnym, nieprzyjemnym typem, który przysparza samych problemów, a każde spotkanie z nim kończy się wybuchem agresji. Prawniczka reprezentująca mężczyznę ma zupełnie inne dowody: Antoine ma nieposzlakowaną opinię wśród kolegów w pracy, a niektóre nerwowe zachowania wynikają wyłącznie z ojcowskiego instynktu i chęci opieki nad synem, która to możliwość została mu odebrana. Domyślamy się, że w czasie takich rozpraw obie strony wytaczają najcięższe działa, a bez konkretnych dowodów kończy się to tylko jako jedna opinia przeciw drugiej. Sędzina w końcu przyznaje ojcu prawo do spotykania się z synem, który może z nim spędzać co drugi weekend. W tym czasie Miriam wyprowadza się od rodziców i wynajmuje mieszkanie, o którego lokalizacji nie chce powiedzieć mężowi.

Jusqu a la garde 4

Xavier Legrand doskonale dobrał aktorów do swoich ról i Denis Ménochet radzi sobie perfekcyjnie, oddając niuanse swojej postaci. Antoine w Jeszcze nie koniec wygląda jak poczciwy misiu i ma minę zbitego chłopca, ale stopniowo pokazuje swoją prawdziwą twarz ogarniętego obsesją, wybuchowego mężczyzny, manipulatora, brutala, który powinien szukać opieki psychicznej. „Stopniowo” jest tu kluczowym słowem, bo nic nie wydarza się od razu. Na początku jest to podniesiony głos, potem gesty zdenerwowania, trzaskanie drzwiami, aż sytuacja wymknie się spod kontroli. Oglądanie Léi Drucker jest równie wstrząsające – w oczach jej widać strach i przerażanie, jest niczym czujne zwierzę, które w każdej chwili może stać się ofiarą drapieżnika. Jest jednocześnie silną i opiekuńczą matką, która nie da się łatwo złamać.

https://www.youtube.com/watch?v=8NZ0IYipsn4

Reżyser poparł swój film doskonałym rozeznaniem w temacie i w każdym ujęciu czuć autentyczność. Oszczędna i surowa forma oraz brak muzyki przybliżają produkcję do rzeczywistości. Temat przemocy domowej, brak zrozumienia ze strony władz, dziurawy system sądowniczy doprowadzający do tragedii, obojętność sąsiadów i przyjaciół mocno rezonują w widzu. Jeszcze nie koniec to być może jeden z najważniejszych filmów społecznych powstałych ostatnio w Europie.

Ilustracja wprowadzenia i plakat: materiały prasowe Solopan Polska

Redaktor

Dziennikarz filmowy i kulturalny, miłośnik kina i festiwali filmowych, obecnie mieszka w Londynie. Autor bloga "Film jak sen".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?