Bezlitosny – recenzja filmu gangsterskiego z Korei Południowej

Mroczne, pełne dosłownie ukazanej przemocy, intensywnych scen akcji, wolt fabularnych i autorskiego zacięcia filmy gatunkowe to już znak rozpoznawczy kina z Korei Południowej. Wchodzący na polskie ekrany film Bezlitosny to kolejna taka produkcja i dowód na to, że po tylu latach koreańscy filmowcy nie wyczerpali jeszcze swojego arsenału i wciąż potrafią zaskoczyć.

Zacznijmy jednak od tego, że w czasie seansu ta refleksja nie przychodzi prędko. Przez większość czasu Bezlitosny wydaje się być filmem, który już kiedyś widzieliśmy. Obraz jest mocno zapożyczony u klasyków, więc oglądając przeplatane ze sobą sceny więziennego i gangsterskiego życia Jae-ho i Hyun-su nieustannie towarzyszy nam klasyczne deja vu. A to relacja głównych bohaterów jakby wyjęta z kina Johna Woo, a to debaty postaci niczym u Tarantino, a to scena walki rodem z Oldboya, a to intrygi prosto z serii Outrage Takeshiego Kitano, a to jeszcze Internal Affairs: Piekielna gra. I tak wymieniać można dalej, a inni recenzenci będą dodawać kolejne inspiracje do kolejki. Na szczęście Bezlitosny w końcu zbacza z utartych szlaków i wciąga nas w gęstą, nieoczywistą i emocjonującą fabułę.

THE MERCILESS Press Still 03

Zobacz również: Lament – recenzja świetnego kina grozy z Korei

Sama historia jest tu budowana bardzo dostojnie, ale nie brak jej skoków adrenaliny. Reżyser odchodzi od reguł gry znanych z większości podobnych produkcji i z każdą kolejną minutą kreuje coraz bardziej brutalny, cyniczny i pesymistyczny świat, w którym dobro i zło ciężko odróżnić, a bohaterowie w finale muszą przejść, nomen omen, bezlitosny test lojalności. Wszystko ma tu swój porządek, a reżyser niczym wyrachowany szachista niespiesznie rozgrywa swoją partię. Byun wykonuje precyzyjnie kolejne ruchy, które przynoszą ciąg rewelacji, a na koniec triumfalnie ogłasza szach-mat. Jasne, jest w tym autorskim poprowadzeniu historii trochę sztuki dla sztuki i możliwe, że dla części widowni będzie to jak kolejny pokaz magika, który zamiast królika z kapelusza wyciągnie gołębia, ale każdy przyzna, że na wielkie słowa uznania zasługują wszystkie elementy warstwy czysto filmowej. Główną rolę odgrywa tu karkołomny i precyzyjny montaż z niechronologiczną konstrukcją, który zapewnia widzowi przejażdżkę kolejkę górską na sali kinowej. Na wysokim poziomie stoją zdjęcia, muzyka oraz aktorstwo. Nie brak tu oczywiście świetnych scen akcji oraz popisów inscenizacyjnych i operatorskich dla bijatyk, w których Koreańczykóm w obecnym momencie dorównuje niewielu.

THE MERCILESS Press Still 02 

Zobacz również: Tunel – recenzja koreańskiego filmu katastroficznego

Finalnie o Bezlitosnym raczej nie da się powiedzieć, że wprowadza nową jakość. Jest po prostu sumą innych filmów, który poprzez przełamanie schematu fabularnego i liczne zwroty akcji staje na własnych nogach. Mimo wszystko jest też kolejnym dowodem na to, że aktualna dla koreańskiego kina pozostaje parafraza słynnej startrekowskiej dewizy, by śmiało dążyć tam, gdzie nie dotarł jeszcze żaden filmowiec. Nawet jeśli ta podróż dla Sung-hyun Byun nie zakończyła się pełnym sukcesem.

Dziennikarz

Kinonarkoman. Fan J. Chastain, M. Wasikowskiej i kina azjatyckiego (w szczególności południowokoreańskiego). W wolnych chwilach ogląda piłkę nożną i udaje, że prowadzi bloga. Kontakt: [email protected]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?